Aggelos jest tytułem, który garściami czerpie z klasyków jak druga Zelda czy Wonder Boy. W grze wcielamy się w młodego bohatera, który, wychodząc sobie na przechadzkę, przypadkowo natrafia na uciekającą przed potworem księżniczkę. Nie myśląc długo, rusza na ratunek, a następnie w stronę zamku, by poinformować o znalezionej zgubie. Tam równie sztampowo dowiadujemy się, że jesteśmy wybrańcem, który jako jedyny może połączyć cztery żywioły i pokonać złego władcę ciemności. Brzmi znajomo, prawda? Ale to nie dla fabuły sięgamy po tytuły jak Aggelos. Tutaj chodzi o wspomnienia i przyjemność z rozgrywki.

Aggelos #1

W trakcie naszej podróży będziemy mieli do dyspozycji podstawowe narzędzia każdego herosa. Skakanie i machanie mieczem stanowią podstawę zabawy, ale w późniejszym etapie rozgrywki dojdzie nam też magia. Tutaj mamy całkiem ciekawy wybór zaklęć, które nie tylko służą do walki, ale też rozwiązywania zagadek środowiskowych. Na ten przykład magia ziemi pozwala nam rzucać kamieniami, ale też zamieni zabitych przeciwników w platformy, które umożliwiają dostanie się w niedostępne miejsca.

Z magią związany jest też pierwszy minus gry. Mamy narzuconą odgórnie ilość zaklęć. Po trzech strzałach musimy naszą moc magiczną uzupełnić. Robimy to poprzez uderzanie przeciwników, jednak im dalej w las, tym szybciej ich zabijamy. Doprowadziło to do sytuacji, w której zdarzało mi się wchodzić i wychodzić z planszy, żeby w kółko respawnować wrogów w celu uzupełnienia zasobów magicznych.

Aggelos #2

Naszym głównym celem jest zaliczenie wyzwań z czterech świątyń żywiołów. Wiąże się to z rozwiązywaniem wspomnianych zagadek środowiskowych. Muszę przyznać, że świątynie zaprojektowane są z głową i wymagają od nas trochę kombinowania. Nie są to może najtrudniejsze zagadki na świecie, ale ich rozwiązanie sprawia satysfakcję. Na końcu każdego labiryntu czeka na nas walka z bossem. I tutaj im dalej w las, tym trudniej. Szczególnie zapadła mi w pamięć potyczka z ośmiornicą w wodnej świątyni – nie tylko trzeba było pływać, aby do bestii się dostać, ale też wykorzystywać magię do czyszczenia dużej ilości słabych wrogów oraz unikać ataków przeciwnika. Prawdziwy koszmar, ale ile satysfakcji z wygranej.

Graficznie mamy tutaj do czynienia z grą rodem z lat 90. ubiegłego wieku. I nie jest to wada. Gra nie męczy zbytnio oczu, chociaż widać w niej wykorzystywanie gotowych assetów. Na myśl od razu przychodzi mi Shovel Knight, niektóre tekstury były wręcz zbyt podobne. Dla mnie nie jest to jednak wielki problem, bo przy tworzeniu gier niezależnych często wykorzystuje się gotowe zestawy tekstur. Dużo bardziej frustrująca była muzyka, która w kółko zapętlała jeden utwór. Po godzinie gry miałem jej serdecznie dosyć.

Aggelos #3

Z technicznych rzeczy warto wspomnieć o bardzo biednych opcjach. Z poziomu gry nie można nawet przyciszyć dźwięków. Możemy za to zmieniać rozdzielczość, a ja z całego serca polecam grę w oknie. Dzięki temu nie będziemy atakowani szkaradnie rozciągniętymi teksturami.

Aggelos to gra skierowana głównie w kierunku fanów produkcji retro. Tacy użytkownicy odnajdą się tutaj bez problemu. Jeśli lubicie złożone, wielowarstwowe produkcje, to nie macie tutaj czego szukać. Ja ze swojej strony mogę tytuł polecić jako ciekawostkę na zabicie wieczoru czy dwóch. Jako dziecko lat 90. czułem się tutaj jak w domu i gra wywołała u mnie masę ciepłych wspomnień.

Grę do recenzji dostarczył deweloper.

Gra recenzowana była na następującej specyfikacji:

  • MOBO: Gigabyte Z170-Gaming K3
  • CPU: Intel Core i5 7600K
  • GPU: Gigabyte GeForce GTX 1070
  • RAM: 16 GB
  • Dyski: 512GB SSD + 1TB HDD + 2TB HDD