Chciałbym napisać, że Aragami było dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale śledziłem prace nad grą kiedy jeszcze projekt nazywał się Twin Souls i uzbierał niecałą połowę zakładanej kwoty na Kickstarterze. Nie przestałem jednak kibicować twórcom i doczekałem się finalnej wersji. Wersji z wieloma problemami natury technicznej, ale przede wszystkim – z duszą. Dostaliśmy teleportującego się od cienia do cienia wojownika ninja, który był zabójczy, gdy atakował z zaskoczenia, lecz niemal natychmiast umierał w otwartej walce. Wyszła z tego świetna skradanka, choć płynność, oprawa i SI pozostawiały wiele do życzenia.

Aragami #1

W międzyczasie deweloper naprawił problemy ze spadkami liczby wyświetlanych klatek oraz masę bugów, a ja liczyłem, że sequel dostanie większy budżet i w parze z ambicjami twórców pójdą w końcu możliwości. Nowej części nie dostaliśmy, ale jest rozszerzenie z osobną historią i nowymi postaciami. Jak wyszło? „Nightfall” zostawia po sobie podobne uczucia co podstawka – czuć serce, ale wciąż dobre pomysły i rozgrywka muszą wynagradzać wspomniane niedociągnięcia.

Nightfall” to krótka historia przedstawiająca wydarzenia poprzedzające główną fabułę. Dowiemy się z niej, w jaki sposób Aragami został powołany do życia. Tym razem wcielimy się w jednego z dwóch bohaterów – doświadczonych skrytobójców Shinobu i Hyo. Różnic między nimi nie ma i niezależnie od wyboru postaci fabuła pójdzie tym samym torem, ale miło, że nareszcie opcjonalna kooperacja oferuje wyraźnie odmiennych bohaterów. Cieszy też sposób prowadzenia fabuły, bo choć nie jest to najmocniejszy punkt programu, finał (podobnie jak w podstawce) robi wrażenie.

Aragami #2

W kwestii umiejętności, Shinobu i Hyo są identyczni. Potrafią teleportować się do ocienionych miejsc, szybko zabijać nieświadomych strażników i pozbywać się ich ciał, a dodatkowo posiadają cztery specjalne akcje – rzut granatem oślepiającym lub wybuchowym ostrzem, stanie się chwilowo niewidzialnym oraz oznaczenie przeciwnika, którego wyeliminuje nasz partner (to ostatnie jest przydatne w solowej rozgrywce). To wszystko świetnie urozmaica zabawę i choć nie ma tu rozwoju postaci i odblokowywania nowych umiejętności jak w głównej kampanii, to w znacznie krótszym dodatku taki natychmiastowy dostęp do świeżego wachlarza ruchów sprawdza się wyśmienicie.

No właśnie, „znacznie krótszym”. Całe „Nightfall” to zaledwie cztery misje, z czego każda, przy ostrożnej grze i spokojnym poznawaniu mapy, starczy Wam na 30 minut do godziny. Nie jest to dużo, ale powraca tabela oceny misji i warto je zaliczyć co najmniej dwukrotnie – raz zabijając wszystkich, a raz przemykając absolutnie niezauważonym. Za cenę ~40 zł jest to całkiem wystarczająca długość zabawy.

Aragami #3

Czy niedociągnięcia z podstawowej wersji wciąż irytują? Niestety tak. Owszem, poprawiono framerate, lecz grafika (chociaż ma swój sprzyjający styl artystyczny) nadal niedomaga. Niemal zupełny brak mimiki boli, gdyż w scenkach przerywnikowych nie mamy już zamaskowanego Aragamiego czy ducha dziewczynki, a dwójkę dorosłych ludzi z odsłoniętymi twarzami. Na nerwy działała mi także bieda w kwestii animacji – szczególnie efektownego finishera pozbywającego się wroga od razu z jego ciałem. Przytrzymanie przycisku zabójstwa przywołuje cień w kształcie tygrysa, który skacze na przeciwnika, tyle że oglądana po raz setny ta sama animacja zwyczajnie męczy, a słabe (nawet jak na cel-shading) tekstury nie ratują sytuacji.

Rozszerzenie „Nightfall” jest ciekawym dodatkiem, szczególnie wziąwszy pod uwagę nowe możliwości bohaterów, które znakomicie uzupełniają i urozmaicają podstawowe Aragami. Przyjemnie gra się samemu, jeszcze lepiej w kooperacji z dobrym znajomym, ale lata upływają, a my wciąż patrzymy na tę samą marność graficzną, która już w 2016 pozwoliła powrócić wspomnieniami do czasów PlayStation 2. Jeśli więc pokochaliście oryginał, nie zwracając zbytniej uwagi na oprawę, dostaniecie te 4-6 godzin świetnej zabawy. Chciałoby się jednak zagrać w pełnoprawny sequel…

Gra recenzowana była na PS4 Pro

Kod do recenzji dostarczył nam deweloper.