Pierwsze materiały promocyjne Onrush od razu sprawiły, że zainteresowałem się tym tytułem. Następnie było już gorzej, ponieważ pojawiły się informacje mówiące, że nowy tytuł Codemasters to nie wyścigi, a pewna wariacja na ich temat. Gdy miałem już skreślić Onrush z listy zakupów, pojawiła się beta, która bardzo mi się podobała i sprawiła, że z chęcią przygarnąłem tytuł do recenzji. Jak wyglądało pierwsze kilka godzin? Była to niesamowita zabawa.

Onrush #1

Muszę wspomnieć o tym już teraz, a później jeszcze do tego wrócimy – o mój Boże, jak Onrush ma wspaniale wykonane udźwiękowienie! To właśnie dzięki niemu tak dobrze gra się w ten tytuł. Produkcja Codemasters oferuje nam szalone starcia na trasach, których design zachwyca. W tej grze pędzimy na złamanie karku w jednym z czterech trybów rozgrywki, a wszystko to na drogach, na których nie powinna nikogo dziwić obecność wraku samolotu czy skoczni narciarskiej. Onrush to kolorowa i pełna emocji gra, odrzucająca wszelkie realistyczne rozwiązania.

Sama rozgrywka zrywa z tradycyjnymi zasadami wyścigu, bo… tutaj nikt się nie ściga. Onrush to starcia różnych pojazdów. Musimy np. zdobywać punkty za efektowną jazdę czy utrzymywać się w danym punkcie mapy, starając się wypychać przeciwną drużynę. Oprócz tego naszym celem może być niszczenie przeciwników czy przejeżdżanie przez bramki, które dodają nam jedną sekundę do końca starcia. Do dyspozycji graczy zostało oddanych osiem pojazdów. Mamy tutaj sterowne i szybkie motocykle będące zarazem podatne na zniszczenia oraz potężniejsze olbrzymy, które zmiotą innych graczy z drogi, jednak trudniej będzie im utrzymać tempo.

Onrush #2

Część osób narzeka po becie na to, że rozgrywka w tym tytule to ciągłe trzymanie przycisku odpowiedzialnego za nitro i bezmyślna jazda przed siebie. Tak jednak nie jest, ponieważ gra wymaga od nas umiejętnego posługiwania się dopalaczem. W Onrush powinniśmy wykorzystywać każdy drobny wyskok i w tym momencie przerywać dopalanie, aby ponownie uruchomić je przy kontakcie z ziemią, co przyspieszy nas jeszcze bardziej. Dodatkowo musimy jeszcze pamiętać o wykonywaniu akrobacji czy niszczeniu innych pojazdów. Wszystko po to, aby jak najszybciej mieć zapełniony zasób dopalacza, ponieważ korzystanie z niego ładuje tzw. efekt Rush. Ten sprawia, że pędzimy z maksymalną prędkością, wyprzedzając wszystkich i powodując istną rzeź na trasie, co ułatwia wygranie danego trybu.

Autorzy przygotowali kilka map, które doskonale sprawdzają się do szaleńczej jazdy bez trzymanki. Aby nie było jednak zbyt nudno, postanowiono dodać również opcję, gdzie zaczynamy w nocy, a kończymy nad ranem (ekhm, Gran Turismo Sport, ucz się, ekhm). Dodatkowym urozmaiceniem jest możliwość jazdy podczas śnieżycy, gdy cała trasa jest pokryta śniegiem. Szkoda jednak, że nie zdecydowano się wprowadzić kilku innych urozmaiceń atmosferycznych.

Onrush #3

To, co zrobiono z udźwiękowieniem Onrush, to jest mistrzostwo świata. Ścieżka dźwiękowa jest równie oryginalna i pokręcona jak sama rozgrywka. Otrzymujemy tutaj utwory z przeróżnych gatunków, które są dodatkowo zremiksowane. Brzmi to wszystko jak jeden wielki utwór zmieniający co chwilę swoje brzmienie. O dziwo idealnie współgra to z rykiem silników oraz delikatnym wyciszeniem, które towarzyszy nam podczas skoków z klifów. Melodia jest stale energetyczna, sprawiając, że aż chce się grać! Podczas wyścigów słyszymy ponadto komentarze dotyczące naszych poczynań, ale naprawdę trzeba być wielkim ignorantem, żeby nie dostrzegać ich zamierzonej beznadziejności. Dzięki temu słyszymy, tutaj zupełnie niepasujące zdania jak “Przeciwnik jest w odwrocie” czy “Jak śmiesz się tu pokazywać?” i inne najbardziej sztampowe dialogi, jakie wymyślili autorzy. Sprawia to, że podczas tej pokręconej zabawy, śmiejemy się pod nosem, zastanawiając się cały czas, co tu się w ogóle dzieje.

Innowacyjne podejście do rozgrywki, udźwiękowienia, trybów zabawy… czyżby rewolucja i tytuł godny najwyższych ocen? Niestety nie do końca jest tak różowo. Oprawa graficzna wygląda przeciętnie i oprócz wielu latających odłamków nie robi wielkiego wrażenia. Do tego mamy tutaj problem z tym, że podczas jechania z maksymalną prędkością, używając efektu Rush w nocy, zupełnie nie widzimy, gdzie jedziemy. Na dokładkę występuje również screen tearing. Sytuację ratuje trochę tryb graficzny nastawiony na maksymalną płynność, ale gra wygląda wtedy słabo.

Onrush #4

Podczas zabawy zdobywamy poziomy, dzięki którym pozyskujemy skrzynki z nowymi ciuchami czy malowaniami aut oraz innym mniejszymi elementami. Problem w tym, że gdy przez jakiś czas nie działał mi Internet, to odkryłem, że przechodząc kampanię w trybie offline, nie zdobywam żadnych poziomów, a co za tym idzie – nowych nagród. Bezsensowne rozwiązanie. Do tego wszystkiego po ukończeniu większości wyzwań stawianych nam przez grę zaczynałem odczuwać znużenie. Tras jest po prostu zbyt mało i bardzo szybko można się ich doskonale nauczyć, a po kolejnym “Zniszcz 120 pojazdów” myślałem, że zasnę. Na szczęście ścieżka dźwiękowa wystarczająco mnie pobudzała.

Wybawieniem okazał się tryb sieciowy. Pozbawiony wyzwań, skupia się on tylko na rywalizacji dwóch drużyn. Konkurowanie o zwycięstwo przeciwko innej żywej drużynie działa tutaj doskonale i zapewnia długie godziny dodatkowej zabawy. Z czasem jednak posiadamy już wszystkie interesujące nas przedmioty, znamy trasę na wylot i znów zaczyna wkradać się nuda. Codemasters musi zapewnić Onrush dodatkową zawartość, ponieważ w innym wypadku tytuł szybko straci graczy i odejdzie w zapomnienie. Nadzieję na dalszy rozwój daje jeszcze nieuruchomiony tryb rankingowy. Oby twórcy za jego pomocą wykorzystali drzemiący w tytule potencjał i zaoferowali nowe wyzwania.

Grę do recenzji dostarczył nam polski wydawca - Techland.