Moda na gry z zombiakami wraca i przemija w pewnym cyklu. Truposze swój renesans przeżywały, gdy popularność w popkulturze święciło The Walking Dead. Ale serial jakościowo spadła z rowerka, męcząc każdego, kto starał się być na bieżąco (sam dotrwałem do początku ósmego sezonu). Gry? Wymęczone do maksimum, zaczęły się nam nudzić, podobnie jak survivalowe produkcje, które swego czasu zalewały rynek PC. Gdzieś tam po drodze wleciało State of Decay od Undead Labs, które hitem nie było, ale sprzedało się na fali truposzy dość dobrze.

State of Decay 2 #1

State of Decay 2 chciałoby być typową kontynuacją – rozwijać pomysły, poprawiać to, co nie zagrało poprzednim razem, nie oferując niczego, co miałoby wprowadzić ożywienie w gatunku. Ale nawet tego nikt nie oczekiwał. Wystarczyło przecież zrobić grę, która wypełnia swoje założenia i bawi. No i tak na początku zabawy ze State of Decay 2 jest (o ile pominiemy okropny samouczek). Lądujemy na jednej z trzech map, musimy znaleźć sobie schronienie, które przekształcamy w bazę wypadową, i rozpoczynamy żmudne zbieranie surowców pozwalających przetrwać, a w dalszej perspektywie – rozwijać naszą enklawę. I przyznaję, że z entuzjazmem podszedłem do tego, co oferuje gra. Mapy są względnie duże i wypełnione aktywnościami do wykonania. Mamy sporo miejsc, w których szukamy surowców, szwendające się zombie nie dają nam nawet chwili spokoju i jeśli nie przygotujemy się do wypadu – skończy się to źle. O czym zresztą gra na początku uprzedza, podsuwając nam różnorakie wskazówki.

Początek gry jest dosyć prosty, bo i nie zużywamy dużo zasobów, a braki jesteśmy w stanie na bieżąco uzupełniać z pobliskich lokacji. Jednak im dalej w las, tym więcej problemów w zarządzaniu nie tylko enklawą, ale też całą grupą ludzi, która opisana jest różnymi cechami i różnie reagują na nasze poczynania. Chlebem powszednim są bójki przez braki zasobów, szantaże, a nawet odejścia, co może nas znacząco osłabić, zwłaszcza gdy odejdzie rozwinięta postać. Dbać musimy też o kontakty z sąsiadami. Jeśli spełnimy ich prośby, chętnie nam pomogą i będą z nami handlować, pozwalając zdobyć rzadsze zasoby. Ale wystarczy ich kilka razy zignorować, a po prostu się zmyją. Decyzje mają tu znaczenie i są nieodwracalne. Szkoda, że są one wyłącznie dwuwymiarowe i ograniczają się do kontaktów z ludźmi.

State of Decay 2 #2

Decyzje nie mają też wpływu na fabułę, bo tej... nie ma. Zamiast jednego wątku, który by nas pchał ku końcowi, mamy sporo aktywności i zadań pobocznych, a także misje do zaliczenia, które są powiązane z naszym liderem wybieranym w początkowych minutach grania. I ten brak kręgosłupa fabularnego boli, bo gdy po kilkunastu godzinach gry monotonia wykonywanych zadań i mało inspirujące lokacje dawały się w znaki. Zaczynało mi brakować chęci, by mierzyć się z grą w dłuższych sesjach. Bo jeśli główną misją jest "zniszcz gniazda zombie", co da się wykonać w parę sekund, ale wpierw musimy przejechać pół mapy – to zaczynam się zastanawiać, czy w studiu deweloperskim ktokolwiek zadał sobie trud ogrania tego, co zrobiono, i odpowiedzenia sobie na pytanie, czy to na pewno zainteresuje ludzi.

Interesuje za to (przynajmniej na początku) rozwój naszych postaci. Ten opiera się na prostym wykonujesz czynność A, to za X czasu staniesz się w niej lepszy, by później pozwolić wybrać nam specjalizację dodającą kolejne bonusy. Warto dbać, by nasza ekipa była zróżnicowana, gdyż możemy wtedy zabrać ze sobą na wypady NPC-a, który najlepiej będzie nas uzupełniał. Jeśli zdecydujemy się na walkę w zwarciu (w moim odczuciu lepsza niż strzelanie, bo czuć przewagę hordy i beznadzieję, gdy damy się otoczyć), warto, żeby ktoś nas ubezpieczał z tyłu. Zwłaszcza, że nie zawsze w pobliżu będzie jakaś osada, która mogłaby nam pomóc. A śmierć postaci jest ostateczna i boli.

State of Decay 2 #3

Ratunkiem dla nudy jest tryb kooperacji, w którym State of Decay 2 sporo zyskuje. Muszę pochwalić dewelopera za bezproblemową implementację tego trybu. Jeśli chcemy grać z kimś spoza listy znajomych, odpalamy flarę i za pomocą matchmakingu dołączyć mogą do nas maksymalnie trzy osoby. Gdy my chcemy pomóc, z menu podręcznego wybieramy odpowiednią opcję i po kilku chwilach dołączamy do czyjejś gry. Jesteśmy zresztą do tego zachęcani, bo wspólna zabawa pozwala uzyskać zasoby i przedmioty, które przenosimy potem do naszej enklawy, pozostającej bez uszczerbku pod naszą nieobecność.

I szkoda, że za jakością kooperacji i matchmakingu nie idzie ogólna jakość produkcji. Po pierwsze – State of Decay 2 nie jest przesadnie ładną grą. Przypomina raczej początki obecnej generacji konsol. Całość trochę zyskuje, gdy ustawienia podkręcimy na poziom Ultra, ale wtedy losowe zacinki i spadki poniżej 60 FPS są normą, nawet w 1080p (bo na takich ustawieniach grałem). Problemów jest zresztą znacznie więcej. Zwiechy i wyrzucenia do pulpitu to norma. Czasami, jeśli byliśmy w trakcie wykonywania misji (nawet po autozapisie), wczytanie jej po zwieszce powoduje usunięcie pobocznej postaci lub misji z gry w ogóle. Po drugie – źle działająca detekcja kolizji, znikające elementy gry, które zmuszają nas do wczytywania zapisów, dziwnie reagujące SI... to tylko początek problemów. I jasne, rozumiem, że to gra z otwartym światem i jakieś błędy będą zawsze, ale te są powtarzalne na tyle często, że widać smutną prawdę – ktoś postanowił je zignorować, licząc, że jakoś to będzie i połatamy po premierze. Uczciwie jednak muszę oddać, że gra ma dosyć niskie zalecane wymagania i odpali się na większości PC-tów ze średniej półki. O ile nie gracie w 4K.

State of Decay 2 #4

Ostatecznie ze State of Decay 2 odpadłem po ponad 20 godzinach gry (wliczając w to stracony postęp z powodu błędów gry). Czułem, że czas odstawić tytuł, gdy nowe aktywności, zamiast powodować u mnie entuzjazm tak jak na początku, wywoływały myśli w stylu cholera, znowu mam to samo zrobić, tylko z innym NPC-em?. Znużenie chwilowo odsunąłem, bawiąc się w kooperacji, ale samemu ciężko jest w State of Decay 2 grać długimi godzinami. Co innego, gdy zbierze się odpowiednią ekipę. Wtedy całość wygląda znośniej. Ale tak ma większość gier, które stworzono głównie z myślą o co-pie.

Kod do recenzji dostarczył nam Microsoft

Gra recenzowana była na następującej specyfikacji PC:

  • CPU – Intel i7 4790K @ 4,5 GHz
  • GPU – XFX Radeon RX 480 GTR Black 8GB
  • RAM – 24 GB DDR3