Gry Vanillaware cechują się tym samym zestawem zalet – są przepiękne graficznie, oferują cudowną muzykę oraz niesamowicie wciągającą rozgrywkę. Z Dragon's Crown nie było inaczej jeszcze w dniu premiery na PS3 i Vicie. Sam co prawda kupiłem wersję na przenośną konsolę Sony, głównie dla wygody sterowania dotykowego, ale wiem, że to PS3 było główną platformą, jeśli chodzi o tworzenie i sprzedaż.

Dragon's Crown Pro #1

Od debiutu minęło parę lat, gra po drodze zaliczyła parę wywołanych kontrowersji i skandali z powodu swojego stylu graficznego (ach, ten nadwrażliwy Zachód, któremu się w .... no wiecie gdzie poprzewracało), poza tym zniknęła z cyfrowej dystrybucji, by do niej wrócić i znowu zniknąć, więc ostatecznie, niezależnie od preferencji, Dragon's Crown Pro na PS4 jest jedynym sensownym sposobem, by w grę zagrać. A czy warto? I to jak.

Dragon's Crown wyciąga z klasycznych beat 'em upów fantasy wszystko to, co było w nich najlepsze, obudowując to otoczką z gier RPG i dorzucając elementy systemowe z hack n' slashy (np. zbieractwo ekwipunku z losowymi właściwościami). Dzięki temu zabiegowi skończenie Dragon's Crown po paru godzinach nie jest końcem przygody z tym tytułem. Wręcz przeciwnie – to dopiero początek. Zostają wtedy wyższe poziomy trudności z lepszymi przedmiotami, labirynt z nieskończoną liczbą pięter i ciągła pogoń za coraz lepszym ekwipunkiem oraz stworzeniem postaci, która rozprawi się z każdym wrogiem.

Dragon's Crown Pro #2

W kwestii postaci właśnie mamy kogo wybrać, bo gra klasami bohaterów stoi. Całość jest do bólu stereotypowa, przesadnie wręcz przerysowana. Uda Amazonki zmiażdżą arbuza, klata Krasnoluda mogłaby robić za tarczę antyrakietową, nie mówiąc już o słynnym z afer biuście Czarodziejki. Postaci pogrupowano według poziomów trudności rozgrywki i jak można się spodziewać – najłatwiej gra się typowymi kafarami z racji ich wytrzymałości. Władający magią bohaterowie nie są polecani dla początkujących, chociaż przyznam szczerze, że to nie ma ostatecznie większego znaczenia. Pierwsze przejście gry nie stawia przed nami większych przeszkód i całość traktuje się jako parogodzinny samouczek, zanim otworzy się przed nami reszta zawartości. Wtedy też poznamy system walki, który nie jest przesadnie trudny, aczkolwiek Vanillaware zadbało, by nadać mu głębi różnymi kombinacjami ciosów oraz atakami specjalnymi, które zdobywa się po zdobyciu punktu umiejętności za kolejne poziomy.

Całość oczywiście smakuje najlepiej w trybie współpracy z czterema graczami. Jeśli nie mamy z kim grać, to towarzyszy zastępują postacie sterowane przez SI. Jednak z racji tego, że Dragon's Crown Pro obsługuje Cross-Play z wersjami na PS3 i PS Vicie, problem ze znalezieniem graczy powinien być znacznie mniejszy. Oczywiście współpraca odbywa się zarówno lokalnie, jak i przez Sieć.

Dragon's Crown Pro #3

Co jeszcze dodaje wersja Pro? Głównie kosmetykę w opcjach gry, która nie ma większego wpływu na rozgrywkę. Czymś poważniejszym jest nagrana na nowo przez orkiestrę ścieżka dźwiękowa oraz grafika renderowana w 4K, która potem ewentualnie może być skalowana w dół, jeśli mamy PS4 Pro i TV z 1080p. Dzięki temu obraz jest ostry niczym żyleta, a styl graficzny jeszcze bardziej sprawia w osłupienie. Niemniej – to jedyne sensowne zmiany.

Nie oznacza to jednak, że Dragon's Crown Pro trzeba zignorować. Wręcz przeciwnie. Jeśli nie graliście jeszcze w ten tytuł z różnych powodów – nawet się nie zastanawiajcie. Jeśli graliście na PS3 lub na Vicie, to miejcie na uwadze, że gra pozwoli Wam przenieść postać z tamtych wersji i grać dalej. Czy będziecie odczuwać nudę? Jeśli pierwotnie gra Wam się podobała, to będzie się podobać i teraz. Nawet ze świadomością braku nowej zawartości.

Gra recenzowana była na PS4 Pro

Kod do recenzji dostarczyła nam Cenega.