Super Daryl Deluxe jest tworem wyjątkowym. Z jednej strony to głupkowata gra, z drugiej – kompletna i złożona RPGvania. Cóż to za ramy gatunkowe? Wyobraźcie sobie szkołę, gdzie za drzwiami każdej klasy jest przejście do tematycznego wymiaru składającego się z dziesiątek pomniejszych lokacji. Wraz z postępami otrzymujemy nowe umiejętności, dobieramy i ulepszamy ataki, a także wplatamy w to tyle backtrackingu, ile to fizycznie możliwe. Mimo że gra niemożliwie mnie denerwowała, wszystko jest dość spójne i w całej swojej kuriozalnej otoczce ma jako taki sens.

Super Daryl Deluxe #1

Daryl jest nowym uczniem w Water Falls High School, w której to szkole nie ma ani jednego normalnego ucznia. Szybko zostajemy zatrudnieni przez parę „biznesmenów” sprzedających kradzione podręczniki, zbieramy rozbite szkło dla kolesia, który lubi je chrupać, a w tle słyszymy niepokojące przesłanki o postapokaliptycznym otoczeniu poza murami tego budynku. Z początku większość gagów zupełnie nie bawi i kilka powtarzających się żartów szybko zaczyna męczyć, nieustannie musimy biegać po korytarzach w tę i nazad, poza tym system walki oparty w całości na cooldownach wydaje się bardzo dziwaczny. Pierwsza godzina zabawy absolutnie nie zachęca.

Po przydługim wstępie zaczynamy odblokowywać kolejne drzwi i tak w sali od historii znajdziemy portal do obozu Napoleona, dla którego zbudujemy konia trojańskiego z bomby atomowej, z kolei w sali od muzyki posłuchamy tłustych dubstepowych kawałków od samego Mozarta. Po paru godzinach coś zaskoczyło i nagle wszystkie te żarty przedstawiające postacie historyczne w krzywym zwierciadle zaczęły mnie bawić. Od egipskich piramid, przez abstrakcyjne poziomy znanych malarzy, po kręgi piekła Dantego – pijany Juliusz Cezar rozbierający się na popijawie może nie jest szczytem komedii, ale taki tematyczny humor bazujący na tym, co pamiętamy ze szkoły, działa… jeśli tylko rozgrywka Was nie wymęczy.

Super Daryl Deluxe #2

Tego typu absurdalne, śmieszkowe gry są zwykle przygodówkami z jakąś oryginalną mechaniką, czasem platformerem z prostym systemem walki. Tutaj postanowiono stworzyć RPG-a, który w kampanii kickstarterowej zapowiadany był na jakieś 9-10 godzin, w trakcie tworzenia deweloper pisał, że czas gry wzrósł gdzieś o połowę, a ostatecznie miałem na liczniku trochę ponad 20 godzin, gdy pokonałem ostatniego bossa. I nawet jeśli żarty Wam podpasują, trzeba się przygotować na godziny latania po wszystkich odwiedzonych już miejscach, bo w opisach questów często dość niejasno piszą, gdzie trzeba się udać. Albo po prostu przeklikacie ważniejszą informację, NPC-e są tu wyjątkowo gadatliwi. Znów – w przygodówce to by przeszło, ale tutaj proporcje nie zostały najlepiej wyważone. Da się przeżyć, ale pod warunkiem, że polubicie nietypowy system walki.

Daryl może mieć jednocześnie cztery umiejętności (dopiero pod koniec zabawy liczba ta się podwaja), które wybieramy spośród około 40 dostępnych. Mamy tu rozmaite ataki o odmiennych obrażeniach i zasięgu, a całość bazuje na tym, by sprytnie zgrać je w czasie. Każdy atak to odmienny czas oczekiwania na jego ponowne wykorzystanie. Wrogów szybko dostajemy całe hordy i bez idealnego ciągu ataków (podczas których jesteśmy nietykalni) pasek życia szybko spadnie do zera. Pomysł ciekawy, aczkolwiek im bliżej finału, tym bardziej odczuwałem wymóg spamowania atakami, bez większego zamysłu taktycznego. Wyliczałem po prostu, gdzie skończy się animacja jednej umiejętności, by gładko przejść w drugą, a potem w trzecią, utrzymując zasięg obrażeń na grupach przeciwników. Samo planowane było całkiem wciągające, tyle że rodzaj i liczebność wrogów zazwyczaj nie robiły różnicy.

Super Daryl Deluxe #3

Jest jeszcze jedna ważna sprawa, przez którą ta recenzja ma całkiem spore opóźnienie. Podczas pierwszego podejścia natrafiłem na jedną umiejętność, po wybraniu której gra zaliczała crasha i wywalała mnie do menu głównego PS4. W Sieci sprawdziłem, że jest to umiejętność-żart, która po użyciu zwyczajnie zabija bohatera. Jakkolwiek głupio to nie brzmi, pomyślałem, że zostawili taki błąd celowo. Bo to przecież takie śmieszki, ci twórcy. I grałem dalej. Niestety, po kilku godzinach zabawy crash nie pozwolił mi zdać misji fabularnej (cofając przy okazji o jakąś godzinę, bo gra się sama nie zapisuje). Deweloper milczał, przeinstalowanie gry nic nie dało, więc stworzyłem nowego save’a i zacząłem od nowa. Kolejne parę godzin i to samo. Pomogła dopiero zmiana języka konsoli z polskiego na angielski, ale straconych godzin już nie odzyskam. Takie problemy z polskim menu zdarzają się niedużym studiom, a tutaj mówimy o grze tworzonej w większości przez dwie osoby, ale ponowne godziny zaliczania wszystkiego jeszcze raz w złości zostawiły po sobie spory niesmak.

Super Daryl Deluxe powinno być krótsze, bo nawet jeśli żarty trafią w Wasz humor, to są dość rozwleczone pomiędzy grindem i uciążliwym backtrackingiem. Równie specyficzne są system walki i oprawa graficzna, chociaż mimo wszystkich problemów i nie najlepszych rozwiązań, włączałem sobie w tle serial lub podcast i rozwalałem kolejne zastępy kaktusów-kulturystów czy latających frankensteinów wydalających bomby. Postacie zdążyłem polubić, nieoczywiści sojusznicy i odkrywanie tego, co stało się z resztą świata, zaciekawiło – jest to gra, która znajdzie swoją niszę, ale do mainstreamowego odbiorcy nie trafi nigdy.

Gra recenzowana była na PS4 Pro

Kod do recenzji dostarczył nam deweloper gry.