SKLEP
768V

Recenzja: Call of Duty: WW2 (PS4) - The War Machine DLC

The War Machine – taką nazwę nosi drugie DLC do Call of Duty: WW2. Wedle przyjętych lata temu standardów stali gracze CoD-a dostali tonę rozrywki w postaci trzech nowych map do trybu wieloosobowego, kolejne urozmaicenie w Wojnie oraz nowy scenariusz dla trybu Zombie.

Chociaż sam format DLC się nie zmienił, odbiór tego dodatku w oczach większości graczy powinien wyglądać nieco inaczej niż ostatnim razem. Teraz Call of Duty zostało bowiem wzbogacone zawartością, której najmocniejszą stroną są mapy do trybu wieloosobowego. Chociaż scenariusz dla trybu Zombie oraz inwazja na Sycylię pewnie znajdą swoich fanów, największą przyjemność sprawiają mecze w trzech nowych lokacjach.

Zacznijmy od mapy, która rozeszła się najgłośniejszym echem podczas pierwszych zapowiedzi tego DLC – Egyptu. Przyszło nam biegać ruinami starożytnych budowli w Gizie z SMG w ręku, polując na czyhających na skraju mapy snajperów. Mapa wyróżnia się mocno wizualnie, jest bardzo przyjemna dla oka i, co najważniejsze, gwarantuje bardzo różnorodną rozgrywkę. Czasami trzeba radzić sobie ze stojącymi w kilku kluczowych miejscach graczami wyposażonymi w kary, innym razem męczą zapalające pociski strzelb, a można trafić również na zawodników lawirujących w wąskich korytarzach z karabinem czy pistoletem maszynowym. Jedynym mankamentem Egyptu są miejsca odradzania graczy, które regularnie przyczyniają się do rosnącej frustracji. Zdarzają się bowiem sytuacje spawnowania się przed oczami wroga, co momentalnie prowadzi do kolejnej śmierci.

Kolejnym przyjemnym dodatkiem do trybu wieloosobowego jest V2, czyli malutka mapa umieszczona w środku niemieckiego ośrodku rakietowego. Walczymy na niewielkim kwadracie, punkty odradzania są poustawiane w jego rogach, a większość pojedynków odbywa się na krótszych dystansach. Najciekawszym elementem V2 jest rakieta postawiona na środku mapy. Gwarantuje ona nie tylko zabawny easter egg pozwalający sprytnym graczom zdobyć kilka dodatkowych zabójstw, ale również można wspiąć się po otaczających ją konstrukcjach i, będąc odsłoniętymi z niemalże każdej strony świata, strzelać do przeciwników z góry.

Najmniej optymistycznym dodatkiem do puli map Call of Duty: WW2 jest Dunkirk, mapa osadzona na francuskim wybrzeżu. Całość została podzielona na dwie równoległe części. Jedna z nich to plaża – otwarta przestrzeń z kilkoma prostymi przeszkodami oraz wrakiem małego kutra na środku. Druga część to z kolei złożona z ciasnych budynków całkowita odwrotność szerokiej plaży. Dunkirk samo w sobie jest po prostu nudne. Mecze są przewidywalne i większość z nich jest pełna snajperów, którzy czekają w kilku różnych miejscach na kogoś, kto odważył się wychylić nos na otwartą przestrzeń. Starcia są powolne, każde z nich przypomina ten poprzedni i ciężko wyobrazić sobie granie na tej mapie na dłuższą metę.

Sporym wydarzeniem w świecie Call of Duty: WW2 jest również Operation Husky, nowa Wojna, która dołączyła do trzech pozostałych wraz z premierą drugiego DLC. O niej niestety ciężko powiedzieć coś dobrego. Rozgrywka została podzielona na trzy części. Pierwsza z nich wymaga od nas wejścia do chronionego przez rywali budynku, wykradnięcia trzech dokumentów i powrotu z nimi do bazy, gdzie odradzamy się po śmierci. Druga część tej Wojny to zwykłe przejęcie punktu. Trzeba zająć nowy budynek, wejść na zaznaczony obszar i przez odpowiednią ilość czasu zostać w jego zasięgu, żeby zgarnąć kolejny punkt i przejść do ostatniej, najbardziej kontrowersyjnej fazy.

W trzecim etapie Sledgehammer postanowiło zabrać z rąk graczy SMG, by posadzić ich za sterami samolotów. Odradzamy się w powietrzu i wlatujemy w małą przestrzeń, gdzie odbywa się szybki team deathmatch. Żeby zwyciężyć, trzeba zestrzelić dwudziestu pięciu rywali, zanim oni zrobią to samo z nami. Chociaż pierwsze wrażenie jest całkiem dobre, później część z samolotami zaczyna frustrować, kiedy wychodzą kolejne błędy w zaprojektowaniu tego trybu. Call of Duty po prostu nie potrzebuje takich wariacji. Wojna ma być miejscem, żeby zdobywać kolejne kamuflaże broni oraz testować nowe części ekwipunku. Zamiast tego podczas Operation Husky zazwyczaj kończymy pierwsze dwa etapy w kilka minut, żeby potem męczyć się w samolotach, które nie tylko nie sprawiają żadnej przyjemności, ale również nie pozwalają wykonywać większości rozkazów czy wyzwań.

Ostatnią nowością drugiego DLC jest Tron Cieni, gdzie Marie, Drostan, Olivia i Jefferson przedzierają się przez płonący Berlin, walcząc z hordami zombie. Dostajemy nowy scenariusz i kolejne dziesiątki easter eggów oraz zagadek do rozwiązania dla fanów trybu Zombie. Mapa najlepiej sprawdza się pod względem klimatu. Jest bardzo mrocznie, ciemno, a kolejne kawałki układanki tylko dodają jej charakteru. Niestety jest ona sama w sobie bardzo mała, lokacje są ciasne, a próbując rozgryźć pierwsze tajemnice, regularnie wracamy do tych samych miejsc. Bardzo szybko można odblokować wszystkie przejścia, by później przez kolejne kilkadziesiąt fal przebijać się przez dokładnie te same budynki czy place. Zagadki zostały poukrywane bardzo skrupulatnie, oferując sporo rozrywki dla miłośników trybu Zombie, ale nie wygląda to na mapę, do której można by często wracać.

Ostatecznie „War Machine” to naprawdę solidny dodatek. Ostatecznie większość graczy spędza przecież cały swój wolny czas w trybach wieloosobowych. Nowa Wojna będzie trafiać się coraz rzadziej w zwykłych playlistach, samoloty przestaną irytować, a mapy V2 i Egypt nie przestaną sprawiać przyjemności. Tron Cieni nijak ma się do tego, co miało do zaoferowania chociażby Black Ops 3, ale na pewno będzie to odrobina świeżości dla osób, które czekały na kolejne zagadki w trybie Zombie.

Kod na DLC dostarczone nam zostało przez Activision za pośrednictwem Kool Things.

Tagi: activision Call of Duty: WW2 playstation 4 recenzja Sledgehammer Games

Werdykt
  • + Mapy V2 i Egypt
  • + Klimat Tronu Cieni
  • + Różnorodność zadań w Operation Husky
  • - Zaprojektowanie mapy Tronu Cieni
  • - Monotonne Dunkirk
  • - Samoloty w Operation Husky
Tomek Alicki
Tomek Alicki Drugie DLC to bardzo dobry moment, żeby powrócić do Call of Duty: WWII, jeżeli nie graliście w niego regularnie przez ostatnie miesiące. Pula map rośnie, większość z nich jest bardzo solidna, a jeżeli bardziej kręci Was tryb Zombie, Tron Cieni czeka z nowymi sekretami do odkrycia.
Oceń recenzję
+ 0 -

Miesięcznik PSX Extreme