Nazwa DJMax Respect nie została wymyślona bez powodu. Najnowsza część stanowi hołd oddany poprzedniczkom oraz wszystkim fanom. Już na wejściu wita nas ekran początkowy stylizowany na cmentarz z nagrobkami reprezentującymi wcześniejsze odłamy marki. Zabawę zaczynamy poprzez oddanie symbolicznego szacunku. Kosmetyczny, ale miły zabieg, który z pewnością sprawi, że niejeden weteran uśmiechnie się pod nosem.

DJMax Respect #1

Dalej wita nas eleganckie menu. Jest ono oszczędne i znajdziecie tu absolutne minimum – tryby Arcade, Mission, Freestyle, Online oraz Collection, gdzie zbierane są najróżniejsze statystyki oraz przedmioty galerii i elementy personalizacji naszego profilu. DJMax Respect w żaden sposób nie stara się wywrócić trzonu rozgrywki do góry nogami ani odmienić oblicza gatunku muzycznych gier. Zamiast tego mamy do czynienia z prawidłowym rzemiosłem wypchanym po brzegi utworami i uzależniającą rozgrywką.

Zabawa w DJMax Respect jest banalnie prosta pod względem zasad. Wybieramy jedną z piosenek i staramy się po prostu wcisnąć w odpowiednim momencie zlatujące z góry "nuty" – trywialnie i prostackie w swoim założeniu. Mylicie się jednak, jeśli uważacie, że gra jest łatwa. Nic z tych rzeczy. Seria od zawsze cechowała się niesamowicie wysokim poziomem trudności i Respect tego nie zmieniło. Byliście mistrzami na imprezach z Guitar Hero? DJMax szybko sprowadzi Was na ziemię i uświadomi, że na dobrą sprawę nie macie pojęcia o grach rytmicznych.

DJMax Respect #2

O ile zaliczenie początkowych utworów nie sprawia problemów, tak przeskoczenie do trybu wykorzystującego 5, 6, a ostatecznie 8 przycisków pada to istny hardkor. Tutaj odnajdą się wyłącznie najwytrwalsi miłośnicy gier rytmicznych, którzy potrafią poświęcić każdego dnia wiele godzin na trening. Zapomnijcie o poleganiu na wzroku. Ilość spadających nut przytłoczy Was i doprowadzi do oczopląsu. Ogarnięcie wyższych poziomów trudności wymaga wypracowania pamięci mięśniowej oraz grania słuchem, a i w tym przypadku będziecie zmuszeni do mozolnego powtarzania etapów, aż w końcu opanujecie daną piosenkę.

Jest to świetnie, jeśli macie zajawkę na szlifowanie swoich umiejętności w grze. To waśnie ten element jest trzonem całej zabawy i przyciąga do serii fanów. Uwierzcie, że o ile wytrzymacie pierwsze godziny i się nie zniechęcicie, satysfakcja z dokonywanych postępów będzie przeogromna. Możecie próbować przechodzić jeden utwór cały dzień i nie odnosić skutków, aby następnego dnia popchnąć uciążliwy etap bez większych niedogodności. DJMax Respect jest ciężkie, ale wynagradza każdą poświęconą minutę. Z czasem nasz refleks i słuch zostaje wyostrzony, a palce zaczynają podświadomie śmigać na właściwy przycisk jeszcze przed pojawieniem się wskaźnika.

DJMax Respect #3

Pomimo oszczędnych trybów, nie sposób narzekać na brak zawartości. Otrzymujemy aż 149 piosenek (w tym 107 z poprzedników), które stopniowo odblokowujemy poprzez wbijanie poziomów naszego profilu. Tryb online działa świetnie, więc jeśli znajdziecie maniaka gatunku, to możecie liczyć, że sama rywalizacja będzie Was napędzać do grania. Tego mi najbardziej brakowało w poprzednich częściach i bardzo się cieszę, że stacjonarne DJMax Respect w końcu oferuje pełnoprawny tryb wieloosobowy. Ten rozegramy zarówno przez sieć, jak i na jednej konsoli

Zestaw piosenek to dla większości graczy aspekt "być albo nie być" w przypadku gier muzycznych. Tytuł szybko ujawnia swoją genezę i kraj pochodzenia. Traficie na przesłodzone piosenki k-pop i różnorodną twórczość z Korei Południowej. Nie brakuje muzyki elektronicznej, dubstepu, hip hopu i rapu czy nawet cięższych brzmień z gitarowymi riffami. Utwory są po prostu bardzo egzotyczne i nie natraficie na nic popularnego w naszych regionach. Ich odbiór to oczywiście kwestia mocno subiektywna. Mnie wiele kawałków przypadło do gustu, a części po prostu nie cierpię i najchętniej wyrzuciłbym je z produkcji.

DJMax Respect #4

Na pojedynczego gracza czekają też misje – swoista kampania z wyzwaniami. Podstawowa rozgrywka potrafi doprowadzić do frustracji, a tutaj sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Co powiecie na znikające w trakcie gry nuty albo pływający na wszystkie strony ekran? Szkoda, że poziom wyzwania rośnie tak szybko i większość graczy niemal na wejściu trafi na ścianę nie do przeskoczenia przez kilka najbliższych dni. Brakuje prostszego wariantu zabawy umiejętnie zwiększającego poziom wyzwania. Tutaj sami musimy wybierać najprostsze piosenki i na nich uczyć się gry.

Przejście na stacjonarne konsole to jeszcze jedna kwestia warta przytoczenia. Chodzi oczywiście o input lag, czyli opóźnienie w sterowaniu, które może się różnić w zależności od posiadanego telewizora. Twórcy o tym nie zapomnieli i dali nam możliwość dostosowania dźwięku do obrazu. Świetna opcja, a w moim przypadku poradziłem sobie i bez niej, bo gra działała idealnie. To cieszy, mając w pamięci niegrywalne remastery gier Patapon i PaRappa the Rapper. Komfort rozgrywki został zachowany względem przenośnych odsłon i jeśli idzie Wam źle, to tylko z Waszego powodu.

DJMax Respect #5

Ostatecznie DJMax Respect w niemal idealny sposób spełnia swoje założenia. To bardzo obfita odsłona serii stanowiąca piękny ukłon w stronę fanów i poprzednich części. Oferuje ten sam zestaw zalet i pełni rolę platformy z licznymi utworami, które zaliczać można przez setki godzin. Niestety, wysoki próg wejścia i brak dodatkowego trybu dla nowicjuszy sprawi, że większość osób odbije się od rozgrywki.

Tutaj nie pomoże też dobór ścieżki dźwiękowej, przez którą gra nie opuści hermetycznego grona swej oddanej społeczności. Mimo wszystko warto dać temu tytułowi szansę. Sprawdźcie demo i zacznijcie od łatwiejszych utworów. Jeśli zabawa przypadnie Wam do gustu, to DJMax Respect powinno z miejsca wskoczyć na listę Waszych priorytetów, bo jak najbardziej jest warte uwagi wszystkich fanów rytmicznych gier. Bez rewolucji i radykalnych zmian, a zamiast tego ewolucja zbliżająca się powoli w swojej kategorii do perfekcji.

Kod do recenzji dostarczył nam wydawca - Neowiz.