Cold Iron to rewelacyjny pomysł na grę w wirtualnej rzeczywistości. Tylko z goglami VR na głowie i kontrolerem ruchowym można odpowiednio oddać znane z westernów pojedynki rewolwerowców. Oczywiście takie starcie to kwestia kilkunastu sekund, a i nie ma go za bardzo jak urozmaicić, ale w tej kwestii deweloper zaskakuje – chociaż nie wszystko się sprawdza…

Tytułowy rewolwer Cold Iron odziedziczamy po ojcu głównego bohatera – legendarnym posiadaczu najszybszej ręki na Dziki Zachodzie. Nie jest to jednak zwykła giwera. Okazuje się, że broń ta miała duży wpływ na skuteczność naszego ojca, a teraz wylądowała w kaburze gracza. Naszym zadaniem jest dokonać zemsty, która do westernowego klimatu szybko dodaje wątki magii lasu czy futurystycznej technologii. Świetny głos narratora sprawia jednak, że wszystko jest w miarę zrozumiałe, a przy tym zajmujące, lecz należy wspomnieć, że gra nie została spolszczona i nie znajdziemy tu opcji włączenia choćby angielskich napisów.

Stajemy naprzeciw wroga, czekajmy na uderzenie dzwonu i… jak najszybciej wyciągamy rewolwer, by oddać celny strzał. Żeby nie było zbyt krótko, każdy pojedynek trwa do pięciu zwycięstw. Może i głupota, ale dzięki temu wszystkie kilkanaście starć trwa chociaż tę godzinę-półtorej. Niedużo, to prawda, na szczęście deweloper miał pomysł, jak ciągle wprowadzać coś nowego. Zaczyna się spokojnie – zanim zabrzmi gong, jeden z wrogów czasem gwiżdże, co może nas zmylić. Później jednak dochodzą teleportacje, klony, czołgi… no, dzieje się. Brzmi absurdalnie i miejscami twórcy naprawdę przesadzili, ale lepsze to niż mierzenie do stojącego w miejscu człowieka. Chyba.

Mamy tutaj zwyczajny test reakcji – słyszymy sygnał dźwiękowy, unosimy kontroler PS Move (oczywiście wymagana tylko jedna sztuka) i staramy się trafić w przeciwnika. Tutaj liczy się nasza uczciwość, bo można trzymać pochylonego w dół Move’a przed oczami i w odpowiednim momencie tylko lekko go podnieść, mając wroga idealnie na muszce. Nie ma jednak potrzeby oszukiwania – widocznego na ekranie celownika nie uświadczycie, ale samo celowanie jest bardzo umowne, wymagając trafienia gdzieś w obrębie miejsca, gdzie stoi oponent. Zbalansowano to w miarę dobrze i nie ma się wrażenia przesadnego autoaima, ale też chybiałem stosunkowo rzadko.

Gra nie była tworzona wyłącznie na PS VR i to widać w przypadku jednej przeciwniczki. Otóż na chwilę przed gongiem, wraża rewolwerowczyni znika, pojawiając się nagle w jednym z okien dużego budynku w oddali. Często zwyczajnie jej nie widziałem z powodu zbyt niskiej rozdzielczości. Tutaj musiało być ogromne wspomaganie celowania, bo jakoś etap przeszedłem (przed teleportem jest mała podpowiedź, gdzie się pojawi, ale i tak cel jest bardzo daleko). Walka ta była jednak wyjątkowo nieprzemyślana względem możliwości sprzętu.

Cold Iron jest krótkie i po zaliczeniu fabuły pozostaje nam żyłowanie wyników oraz minigra ze strzelaniem do latających wszędzie arbuzów. Z satysfakcją patrzyłem na własne czasy reakcji i trochę duma mnie rozpierała przy wyniku 0,2 sekundy (a jedno z trofeów wymaga jeszcze lepszego rezultatu!), choć sieciowych rankingów brak, także nie wiem, czy to jakiś wyczyn. Niemniej za 84 zł chciałoby się znacznie więcej zawartości… chyba że w cenie byłaby kabura ze specjalnym kontrolerem-rewolwerem z napinanym kurkiem i odrzutem przy wystrzale – wtedy dałbym i dwa razy tyle! Na ten moment – ciekawa przygoda na niecałe dwie godzinki.

Gra recenzowana była na PS4 Pro

Tytuł do recenzji dostarczył nam deweloper.