Odpowiem od razu – jak najbardziej. Sprint Vector dokonuje rzeczy, z którymi inne studia opracowujące gry na PS VR mają do dzisiaj problem. Płynny sposób poruszania się "Fluid Locomotion" wykorzystuje nasze ręce i, poprzez wymachy oraz kilka kombinacji przycisków, pozwala na swobodne pokonywanie tras. W praktyce działa to bardzo płynnie i intuicyjnie, sprawiając wrażenie, jakbyśmy autentycznie poruszali się na wrotkach. Chociaż znalazło się miejsce na kilka drobnych uwag.

Sprint Vector #1

Dostaliśmy bardzo szybkie wyścigi, które pomimo płynnego poruszania się, nie wzbudzają żadnego dyskomfortu. W moim przypadku nie odczułem nudności ani przez chwilę, mimo że przez długi czas potrafiłem biegać, skakać, a nawet latać i wspinać się po elementach otoczenia. Jest to najszybsza gra na VR, w jaką dane było mi zagrać, a przy tym jedna z najbardziej komfortowych. Udowadnia to, że technologia ma rację bytu nawet w formie bardzo dynamicznych produkcji.

Znowu jednak dochodzą ograniczenia sprzętowe, które potrafią zahamować potencjał gry. Mam tutaj na myśli sposób śledzenia kontrolerów PS Move oraz brak gałki analogowej. Skręcamy poprzez wychylenia ręki i specjalne driftowanie. Działa to dobrze, ale odbywa się po długim ukosie i nie sprawdza w przypadku bardziej gwałtownych czy precyzyjnych skrętów. Mamy też możliwość skokowego obrotu o 90 stopni, ale bywa to mocno dezorientujące. Niejednokrotnie zdarzyło mi się przegrać wyścig, bo po prostu uderzyłem w ścianę i miałem problem, aby wrócić na tor.

Sprint Vector #2

Same lokacje to typowy zestaw – etap pustynny, śnieżny czy taki w fabryce pełnej toksycznych chemikaliów. Zabrakło większej dozy kreatywności. Torów jest przede wszystkim mało, bo tylko dwanaście, gdzie część map to odwrócone wariacje z większą ilością pułapek. Zawiodłem się także na oprawie audiowizualnej. Neonowy, futurystyczny klimat jest wyjątkowo słabo nakreślony. Brakuje tutaj odpowiedniej muzyki współgrającej z obranym stylem artystycznym i uważam, że zmarnowano potencjał na coś wyjątkowo charakterystycznego. W oczy rzuca się również niska rozdzielczość, ale częściowo maskuje ją prostota grafiki pozbawiona bardziej złożonych tekstur na rzecz środowiska wykonanego w odcieniach pasteli.

Mimo wszystko przemierzanie torów w VR dostarcza mnóstwa frajdy, ale potrafi szybko znużyć przez nikłą zawartość. Boli brak bardziej rozbudowanej kampanii. Z otwartymi ramiona przyjąłbym też większą liczbę wydarzeń z rosnącym poziomem trudności albo wprowadzenie modyfikatorów rozgrywki. Zamiast tego mamy dodatkowe dziewięć wyzwań dla jednego gracza, rankingi i tryb sieciowy. Ten ostatni świeci jednak pustkami, więc nie nastawiajcie się, że znajdziecie liczne grono chętnych bez ustawiania się ze znajomymi. To już po części efekt tego, że PS VR to nadal urządzenie próbujące powoli podbić masowy rynek i grono użytkowników nie jest zbyt duże.

Sprint Vector #3

Jest to o tyle problematyczne, że sztuczna inteligencja nie dostarczy Wam większego wyzwania, co znowu doprowadza do szybkiego znudzenia zabawą. Tryby sieciowe tracą też wiele poprzez brak turniejów, które angażowałyby w większym stopniu niż proste wyścigi na pojedynczych mapach. Rozgrywka jest urozmaicona poprzez specjalne power-upy przypominające Mario Kart czy Crash Team Racing. Mamy trzy kategorie przedmiotów służących do ataku, zastawienia pułapki lub wsparcia. Ich wykorzystanie rodzi jednak chaos.

Do Sprint Vector musicie przygotować strój na przebranie. Tytuł idealnie sprawdza się jako uzupełnienie ćwiczeń kardiologicznych i mocno Was wymęczy. Jestem pewien, że większość użytkowników spoci się już po kilku wyścigach. Podczas zabawy machamy nieustannie rękoma, co nadaje nam pędu. Sporo też tutaj ekscytującego skakania i wspinania się przypominającego wchodzenie na ściankę. Twórcy dostarczają prawdziwy wysiłek fizyczny i przy regularnych sesjach pozwolą zgubić nieco dodatkowych kilogramów, czy poprawić lekko kondycję.

Sprint Vector #4

Sprint Vector zgrabnie rozprawia się z jednym z największych problemów gier VR i oferuje genialny system poruszania się. Całość cierpi jednak na pewne ułomności kontrolerów, więc było trzeba zastosować kilka ustępstw. Mnie udało się do tego przyzwyczaić i czerpać sporo frajdy z rozgrywki. Ogromna dynamika to największa zaleta sprawiająca, że podczas lotu niczym Iron Man trudno powstrzymać uśmiech malujący się na twarzy. Świetny pomysł i super wykonanie, ale na tym się kończy, bo samotny gracz nie będzie miał motywacji, aby spędzić ze Sprint Vector więcej czasu. Skupienie na rozgrywce sieciowej w momencie, gdy VR nadal stanowi niszę, nie jest najlepszym pomysłem.

Grę do recenzji dostarczył nam deweloper - Survios.