"Przygody rewolwerowca Joego" stanowią po prostu więcej tego samego, co uświadczyliśmy w podstawce. Szykujcie się na intensywną akcję, ale bez udziału Blazkowicza. Zmienia się główny bohater i narracja, która filmowy klimat podmienia na rzecz atmosfery komiksowej powieści. Fabuła i motywy nowej postaci nie należą do skomplikowanych. W trakcie około dwóch godzin zabawy śledzimy losy tytułowego Joego, czyli byłego futbolisty, któremu naziści zniszczyli życie. Osobisty wątek skupia się na ojcu bohatera, a rola antagonisty przypadła dawnemu dentyście, który zdradził Amerykę na rzecz Rzeszy. Tym razem opowieść pełni tylko funkcję mało istotnego tła i nie zwraca się na nią większej uwagi.

Wolfenstein 2: The New Colossus - Przygody rewolwerowca Joego #1

Pierwsze DLC stoi przede wszystkim satysfakcjonującą akcją i jest wypełnione po brzegi sekwencjami, gdzie trup ściele się gęsto, a wystrzeliwane pociski liczone są w tysiącach sztuk. Pod względem rozgrywki mamy do czynienia z tymi samymi plusami, co w Wolfenstein 2: The New Colossus – rewelacyjny model strzelania, masa krwi oraz mięsa armatniego, a i powrót sekwencji z Panzerhundem bardzo cieszy. Problem pojawia się wtedy, gdy uświadomimy sobie, że charakter zabawy jest niesamowicie odtwórczy. Studio nie urozmaiciło rozgrywki w absolutnie żaden sposób. Nie nastawiajcie się na jakąkolwiek nową mechanikę, walkę z bossem czy świeżych przeciwników. Dobra – możemy postrzelać do członków Ku Klux Klanu, ale to za mało.

W ramach trzech dodatków Kroniki Wolności zaoferują nam trójkę nowych bohaterów, gdzie każdym gra się nieco inaczej. Pierwsze DLC wrzuca nas w skórę potężnego futbolisty, więc zabawa skupia się na demolce. Joe potrafi z rozpędu burzyć podniszczone ściany lub powalać przeciwników. Nie różni się to jednak niczym od zdolności Blazkowicza o nazwie Okowy Tarana. Najgorszy jest fakt, że nie zwiedzimy też żadnych wyróżniających się lokacji i wszystko jest aż nazbyt znajome. Jest to odczuwalne nawet pomimo tego, że całość można zaliczyć w dwie godziny. Wyższe poziomy trudności i znajdźki mogą zająć Wam dłuższą chwilę, ale nie ratuje to za bardzo sytuacji.

Wolfenstein 2: The New Colossus - Przygody rewolwerowca Joego #2

Spodobały mi się wyzwania w formie Hordy. Dostajemy trzy lokacje, gdzie twórcy wrzucają nas przeciwko falom nacierających wrogów, a my staramy się przeżyć i wykręcić jak najlepszy wynik. Nagradzani jesteśmy za celność, serię zabójstw i parę innych rzeczy. Wyższe poziomy mogą dać solidnie w kość, szczególnie gdy jesteśmy otoczeni przez chmarę przeciwników i znajdujemy się na otwartej przestrzeni bez żadnych osłon czy apteczek. Jeśli lubicie takie tryby, to możecie być pewni, że zaliczenie wyzwań zajmie Wam trochę czasu i wydłuży znacząco czas spędzony z całym dodatkiem. Zwłaszcza, że i tutaj macie dostęp do szerokiego wachlarza poziomów trudności.

Wolfenstein 2: The New Colossus - Przygody rewolwerowca Joego #3

"Przygody rewolwerowca Joego" to bezpieczne i krótkie odcinanie kuponów, które nie stara się niczym zaskoczyć. Nie oferuje też rozbudowanych przerywników filmowych, więc wartość fabularna tego dodatku jest mocno znikoma i nie rozszerza za bardzo wiedzy o uniwersum. Taka była konwencja studia, bo przedstawione wydarzenia to w świetle gry tylko fikcja opracowana na potrzeby książki. Zabrakło jednak charyzmatycznego antagonisty, zapadających w pamięć momentów i finałowego starcia. Jeśli nie macie wygórowanych oczekiwań i mało Wam rozgrywki z Wolfenstein 2: The New Colossus, to śmiało możecie sięgnąć po pierwsze rozszerzenie. Nie oczekujcie jednak podobnej magii, bo poczujecie tylko zawód i rozczarowanie.

Kod do recenzji dostarczyła Bethesda za pośrednictwem wydawcy gry na naszym rynku - firmy Cenega.