Skłamałbym pisząc, że miałem wygórowane oczekiwania wobec Sonic Forces. Z drugiej strony byłem jednak pewny, że fani mogą liczyć na produkt przynajmniej dobry. Wszak tytuł jawił się jako duchowy następca naprawdę udanego Sonic Generations i był tworzony przez ten sam zespół, który dostarczył równie przyjemne Sonic Colors. Przeliczyłem się i to naprawdę mocno. Gracz zostaje sprowadzony szybko na ziemię i już pierwsze chwile z wyjątkowo irytującym trybem fabularnym zdradzają, że mamy do czynienia z produktem niskiej jakości. Kuleje tutaj mnóstwo rzeczy i mało co może się podobać.

Sonic Forces #1

Fabuła zaczyna się od triumfalnego zwycięstwa Eggmana. Sonic został pokonany, a jego przyjaciele założyli ruch oporu do walki z dyktatorem, który przejął cały świat. Wcielamy się w młodego i niedoświadczonego rekruta, który jest jednym z trzech bohaterów obok klasycznego i współczesnego wcielenia Sonica. Problem polega na tym, że fabuła jest głupia, niespójna i pozbawiona sensu. Nawet jak na standardy opowieści skrojonej pod mniej wymagające dzieci. Dodajcie do tego irytujące i wybitnie nieśmieszne poczucie humoru oraz chaotyczny charakter narracji z nagłym przeskakiwaniem scen od jednej do drugiej. Gra sprawdziłaby się zdecydowanie lepiej, gdyby była pozbawiona tej pseudohistorii, a zamiast niej twórcy opracowali więcej misji.

Jeśli byliście podejrzliwy wobec dużo niższej ceny, która wynosi około 139 zł w przypadku pudełkowego wydania, to mieliście rację. Kampania fabularna nie tylko prezentuje żenujący poziom, ale i jest skandalicznie krótka. Składa się ona z trzydziestu etapów, z których część ukończymy w czasie poniżej półtorej minuty, a reszta nie przekracza trzech i pół minuty. Dodajcie do tego mocno zautomatyzowany charakter rozgrywki, gdzie bohater przez większość czasu samodzielnie pędzi przed siebie i gracz nie ma nad nim większej kontroli. Wyzwania tutaj również nie uświadczycie, bo nawet na trudnym poziomie większość etapów udało mi się ukończyć za pierwszym razem na rangę S. Lepiej wypadają etapy klasyczne utrzymane w dwóch wymiarach - znów jednak jest ich zdecydowanie za mało.

Sonic Forces #2

Rozgrywka zostaje urozmaicona przez trzeciego bohatera. Stworzymy tutaj od zera naszego awatara, wybierając nie tylko jego rasę, ale i ubiór. Zaliczenie każdej misji nagradza nas mnóstwem przedmiotów do personalizacji naszej postaci. Nasz awatar biega wolniej niż Sonic, ale dzierży za to specjalne Wispony. Są to bronie podzielone na kilka różnych kategorii i efekty ataku. Dzięki nim możemy odkryć skróty na planszach i rozegrać je nieco inaczej albo zdobyć ukrytą znajdźkę. Znów jednak ich wpływ na rozgrywkę jest mocno kosmetyczny i sama gra dalej sprowadza się do szaleńczego biegu przed siebie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że etapy są potwornie krótkie i pozbawione absolutnie jakiegokolwiek poziomu trudności. Gra przechodzi się po prostu sama poprzez trzymanie wychylonego analoga i okazjonalne skakanie.

Krótki czas gry próbowano wydłużyć poprzez dzienne misje, ale pełnią one rolę bardzo smutnego żartu i polegają często na zmianie elementu garderoby lub kolejnym zaliczeniu danego etapu. Możemy też rozegrać misje SOS, gdzie inny użytkownik potrzebuje pomocy, lub wypożyczyć postać innego gracza. Dzięki temu możemy zmieniać dowolnie postać podczas rozgrywki i daje to nam dostęp do dwóch Wisponów. W dalszym ciągu całość sprowadza się jednak do powtarzania tego, co już znamy, i przez brak wyzwania szybko nudzi. Lepiej wypada grafika, ale nie napalajcie się na wodotryski. Jest kolorowo i schludnie, więc wizualnie tytuł jest miły dla oka, choć nie prezentuje poziomu nawet bliskiego temu, co można ujrzeć chociażby w remake'u Ratchet & Clank.

Sonic Forces #3

Sonic Forces zawodzi na niemal każdej płaszczyźnie i ponownie udowadnia, że seria najlepiej sprawdza się w klasycznym wydaniu. SEGA od lat eksperymentuje z formułą, a skutki często są wręcz katastrofalne – nawet gdy firma kopiuje rozwiązania od najlepszych. W tym wypadku nie jest aż tak źle jak pamiętny Sonic z 2006 roku, ale trudno mi polecić tę odsłonę komukolwiek z poza grona najwierniejszych fanów. Trzy godziny zabawy o mocno wątpliwej jakości nie będą w stanie nikogo usatysfakcjonować. Lepiej sięgnąć po świetne Sonic Mania, a o istnieniu Forces zapomnieć.