RAID: World War II to powrót do przeszłości. Powrót nie tylko w kwestii klimatu drugiej wojny światowej, ale również takich rzeczy jak oprawa graficzna czy jakikolwiek inny element składowy gry. Jeśli więc tęsknicie za czasami, gdy CI Games znane było jeszcze jako City Interactive, a ich popisowym numerem było wydanie kilkunastu „tekturek” w ciągu roku, to powinniście czym prędzej zakupić RAID: World War II. Jeśli jednak szanujecie siebie jako graczy i wymagacie w 2017 roku pewnego poziomu jakości, to nawet nie czytajcie newsów informujących o naprawie tej abominacji. Produkcja Lion Game Lion to niewybaczalny żart z graczy. Zazwyczaj nawet najsłabszym studiom życzę, aby ich kolejne gry były coraz lepsze, lecz tutaj nie potrafiłbym trzymać kciuków za przyszłe produkcje.

Raid World War 2 #1

Postawmy sprawę jasno już na początku – RAID: World War II to crap. PAYDAY 2 ze wszystkimi swoimi bolączkami, przestarzałą grafiką czy mikrotransakcjami postawione obok RAID jawi się jako produkcja najwyższej jakości. Autorzy dwóch rozszerzeń do PAYDAY 2 postanowili stworzyć swoją własną grę i wyszło im to… przepraszam, nie wyszło. Do naszej dyspozycji oddana zostaje czwórka bohaterów, których celem jest wykonywanie tajnych misji zlecanych przez rząd brytyjski. Historia może i nas nie zapamięta, ale nasze cele są kluczowe dla wygrania wojny. Stylizowana na Bękarty Wojny ekipa rusza zatem do akcji, wykonując cele na poszczególnych mapach w standardowej dla PAYDAY formule. Przejmujemy tajne dokumenty, szukamy łomu, aby otworzyć drzwi, bronimy celu itd., a na koniec wszyscy udajemy się do punktu zbiórki. W grze o napadach na banki taka rozgrywka nie nudzi – jest dobrze zbalansowana, a klimat, gdy wpadamy do skarbca z maskami z Hotline Miami, jest nie do przebicia. W RAID: World War II rozgrywka nudzi, grafika straszy, a dźwięki wywołują śmiech.

Każdą misję zaczynamy od wyboru poziomu trudności oraz modyfikatorów. Za cenę otrzymywania wyższych obrażeń możemy przykładowo uzyskać więcej punktów doświadczenia, ale jeśli nie chcemy w żaden sposób dodatkowo utrudniać sobie gry, nie musimy tego robić. Utrudniać jednak warto, ponieważ przeciwnicy nawet na wysokim poziomie trudności są głupi jak but i wystarczy, że kucniemy za głazem, aby przeładować broń, a oni zaczną iść w drugą stronę, bo zniknęliśmy im z oczu. Wrogowie ponadto losowo odradzają się w przeróżnych miejscach na mapie, co prowadzi do sytuacji, w których może nas nagle otoczyć cała wraża armia, by chwile później przez kilka minut chodzić po mapie, nie natrafiając na żadnego przeciwnika. Może to i lepiej, bo gdy już musimy zacząć strzelać, to ujawnia się nam beznadziejny model strzelania, w którym zupełnie nie czuć broni, a wisienką na torcie jest ragdoll postaci – nie raz i nie dwa w momencie śmierci wylatywali mi wysoko w powietrze.

Raid World War 2 #2

Kooperacja? Może ona ratuje grę? W końcu RAID: World War II to produkcja stworzona do zabawy przez Sieć! Twórcy na pewno nie byli w stanie zepsuć elementu, który polega tylko i wyłącznie na połączeniu czterech osób… Byli w stanie. W momencie, gdy z naszej gry wychodzi gracz (bo zapadł się gdzieś pod mapę i musiał opuścić sesję), następuje zawieszenie gry do momentu pojawienia się brakującej osoby. I nie dzieje się to tak, aby nie zabijać płynności rozgrywki, oj nie. Tutaj nagle wyskakuje nam komunikat prezentujący, ile procent zostało do wznowienia gry. Rozumiem, że twórcy chcieli się w tym miejscu sami biczować, ponieważ czas ten zazwyczaj trwa około minuty. Co w sytuacji, gdy gra nie może odnaleźć chętnego do gry gracza (bo serwery świecą pustkami)? Zastępuje go botem, który może nie ruszać się przez całą grę. Taki tam mały błąd.

Raid World War 2 #3

Uważacie, że na zwiastunach gra prezentuje się przeciętnie, ale przynajmniej jest płynna? Może i tak jest w wersji na PC, ale na konsolach dostajemy tekstury wyjęte z PS2 oraz płynność poniżej trzydziestu klatek na sekundę. Ciężko jest znaleźć element, który nie jest rozmazany lub nie przenika przez inne. Obrzydliwie wyglądający ogień, dym przelatujący przez ściany, wybuchy przypominające małe petardy… mało? No to twórcy serwują nam jeszcze problemy z wczytywaniem się całych elementów planszy lub zastępowanie ich wielkimi czerwonymi elementami, które zapewne służyły im jako obiekty tymczasowe podczas tworzenia gry. Dubbing, o dziwo, pasuje jak ulał. Bohaterowie, jak na wojennych cwaniaków przystało, prowadzą między sobą komiczne rozmowy. Udają wielkich żołnierzy, a RAID: World War II udaje gotową grę. Wszystko się zgadza.

PAYDAY 2 ma wokół siebie całą otoczkę małych elementów sprawiających, że gra jest tym, czym jest. W RAID: World War II brak ciekawszych opcji przebierania naszych bohaterów. Rozbudowa naszej tajnej bazy, z której rozpoczynamy każdą akcję? Kilka elementów, które zupełnie nie sprawiają, że czujemy, abyśmy robili postępy, bogacąc się po każdym zadaniu. Odblokowaliśmy nową broń? Super! Dobrze by jednak też było, gdybyśmy mogli ją zobaczyć – tak, ich tekstury też lubią się nie załadować. Na szczęście jest jedna rzecz, za którą można pochwalić twórców Lion Game Lion. Po każdej misji oglądamy krótką zabawną scenkę z Hitlerem. W zależności od tego, jak nam poszło, możemy zobaczyć, jak Führer reaguje na nasze poczynania. Właśnie takie elementy sprawiają, że gra zyskuje duszę, i wierzę, że w przypadku sukcesu dostalibyśmy kolejne komiczne scenki. No ale cóż, najpierw trzeba by było zrobić dobrą grę.

Raid World War 2 #4

Nad błędami i nudną rozgrywką można by się jeszcze długo rozwodzić, ale i tak nie ma już sensu kopać leżącego. W RAID: World War II nic nie jest takie, jakie być powinno. Każdy element gry jest zepsuty, a puste serwery to świetna odpowiedź dla twórców, jak wielkie dzieło udało im się stworzyć. Pytanie teraz – co zawiniło? Brak umiejętności w tworzeniu portów na konsole? Naciski wydawcy na szybszą premierę? Ogólny brak szacunku dla klientów? Pewnie dowiemy się tego dopiero wtedy, gdy studio upadnie, a byli pracownicy rozwiążą dla nas tę zagadkę. Unikać jak ognia.