Redout to futurystyczne wyścigi, które garściami czerpią najlepsze elementy z tytułów definiujących cały gatunek. Mowa tutaj o legendarnej serii WipEout i zapomnianej marce F-Zero. Przygotujcie się na szalone tempo rozgrywki, poziom trudności wywindowany po sam szczyt i uzależniającą rywalizację. Redout przenosi nas do 2560 roku i w świetny sposób chwyta esencje niesamowicie szybkich wyścigów, a także może się pochwalić nienaganną realizacją całej gry.

Podczas zabawy nie brakuje nieustannego poczucia ogromnego pędu i pojazdów osiągających zawrotne prędkości przekraczające 1000 km/h. Zabawa jest niesamowicie płynna, a efekt rozmazujący otoczenie jeszcze bardziej potęguje doznania. W trakcie wyścigów nie ma mowy o chwili nudy. Sekunda nieuwagi sprawi, że zaraz wylądujemy na rampie i stracimy sporo pokładów energii. Trzeba więc nieustannie trzymać rękę na pulsie i wykazywać się nie lada umiejętnościami, aby zgrabnie lawirować wśród licznych zakrętów. Lokacje są zresztą jedną z najmocniejszych stron całej gry. Wyglądają cudnie i zaprojektowano je bardzo pomysłowo. Odwiedzimy najróżniejsze środowiska Marsa i jego księżyców. Jeden z torów osadzony jest po środku zniszczonego miasta, a podczas wyścigu potrafi zaatakować burza piaskowa sprawiająca, że na torze pojawia się kłęby pyłu marsjańskiego piasku. Innym razem w trakcie rywalizacji wlecimy prosto w zbiornik wodny i znajdziemy pod wodą.

Na każdym kroku mamy do czynienia z ostrymi zakrętami, więc musimy korzystać z obligatoryjnych hamulców powietrznych. Łapałem się na tym, że trzymając pada w dłoń, odruchowo skręcałem całym ciałem w tym samym kierunku co pojazd z gry – zabawa jest aż tak angażująca. Nie zmienia to jednak faktu, że sterowanie nie do końca mi się spodobało. Statek wydaje się być zbyt lekki i sporo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do modelu jazdy. Samym wykonaniem gra zdradza, że mamy do czynienia z produkcją mniejszego studia. Przyglądając się otoczeniu zauważymy, że brakuje tutaj bardziej szczegółowych tekstur, a techniczne niedoróbki próbuje się maskować stylem artystycznym. Ten przedstawia niektóre elementy grafiki w formie surowych polygonowych brył. Dalej jednak, jak na standardy gier niezależnych, jest bardzo dobrze i tytuł zdecydowanie nie ma się czego wstydzić.

Jak przystało na gatunek, poziom trudności jest naprawdę wysoki, szczególnie w dalszych etapach. Kluczowe jest nie tylko umiejętne wchodzenie w zakręty i zarządzanie energią dopalacza, ale także wykorzystywanie ułożenia statku. Podczas niektórych ramp możemy zahaczyć przodem o nawierzchnię, więc trzeba odpowiednio ułożyć pojazd za sprawą ruchów analoga. Nie brakuje też obowiązkowych kładek na ziemi, na które wjeżdżamy, aby nadać sobie dodatkowego pędu. Redout to przede wszystkim wyścigi - nie uświadczycie tutaj walk ani zbierania power-upów. Te drugie są obecne, ale wybieramy je przed wyścigiem. Podzielono je na zdolności pasywne i aktywowane oraz dano możliwość ich rozwijania poprzez wydawania pieniędzy. Dalej jednak są one mocno okazjonalne i pełnią rolę wyłącznie dodatkową. Nie możemy również na nich zbytnio polegać, bo część wydarzeń z kampanii nie pozwala na ich włączenie. Cały ich system nie wpływa w większym stopniu na wyścigi.

Z kampanią mam taki problem, że po paru godzinach zostaje ona sprowadzona do grindu pieniędzy i poziomu doświadczenia. Kolejne pojazdy nie są odblokowywane za samo wygrywanie wyścigów i dalsze wydarzenia stają się dostępne poprzez nabijanie odpowiedniego poziomu kierowcy. Nie do końca mi się to spodobało. Same trasy, chociaż są świetnie, to stanowią nazbyt liniowe doświadczenie - brakuje na nich skrótów i czegoś, co wyróżniałoby kolejne przejazdy. Tryby gry to po prostu różne wariacje wyścigów – zwykła rywalizacja z przeciwnikami czy eliminacja, gdzie co jakiś czas odpada osoba z ostatniego miejsca. Mamy też okrążenie na czas, którego tłumaczyć nie trzeba. Spodobały mi się wydarzenia z kategorii "Boss". Stanowią one naprawdę długi wyścig, gdzie jedno okrążenie potrafi trwać kilka minut, ponieważ ścigamy się po kilku torach połączonych w jeden za sprawą teleportów. Dalej jednak brakuje tutaj nieco różnorodności i pomimo kilku trybów zabawy, ta sprowadza się w gruncie rzeczy do tego samego - zmieniają się jedynie nieznacznie zasady.

Muzyka to kolejny element idealnie dopasowany do klimatu gry. Dynamiczne utwory elektroniczne nadają zabawie dodatkowego kopa i adrenaliny. Kawałki same w sobie wpadają od razu w ucho i z przyjemnością słucha się ich nawet poza grą, choć zauważyłem, że muzykę dopasowano do torów, więc w danych wyścigach zawsze jesteśmy skazani na słuchanie tych samych utworów. Szkoda też, że same pojazdy nie wydają bardziej donośnych odgłosów. Mimo wszystko jest jednak bardzo dobrze - chociaż nie ma mowy o różnorodności, do której przyzwyczaiła nas seria WipEout.

Redout to świetna alternatywa dla kultowej serii Sony. Tytuł nie może się pochwalić podobnym budżetem, więc zawartości jest tutaj nieco mniej. Najważniejsze jednak, że główny trzon zabawy jest równie uzależniający i zabawa sprawia zbliżoną frajdę. Studio dostarczyło na rynek kolejną niezależną perełkę i produkt zdecydowanie z górnej półki. Warto też wspomnieć, że w przygotowywaniu jest już łatka dodająca tryb VR i na stronie na pewno poświęcimy jej stosowny tekst.