Children of Zodiarcs powstało dzięki zbiórkom na Kickstarterze oraz opiece, jaką sprawowało nad twórcami Square Enix Collective. W wielu przypadkach crowfunding to studnia bez dna, lecz jak się chce, za pięćdziesiąt tysięcy dolarów da radę stworzyć całkiem dobrego „indyka”, zawierającego w sobie nostalgiczne wspomnienia dawnych klasyków z gatunku taktycznych RPG-ów, ale też z wkładem własnym.

Akcja tytułu rozgrywa się w techno-mistycznym świecie, gdzie istniała kiedyś wysoko rozwinięta cywilizacja, po której zostały magiczne artefakty zwane po prostu Relics. Śledzimy losy grupki dzieciaków-sierot tworzących gang złodziei w mieście Torus, który okrada szlachciców z posiadanych przez z nich reliktów z powodów zarówno ideologicznych, jak i finansowych. Miasto pełne jest nierówności społecznych, bowiem elita opływa w dostatki i mieszka w otoczonej murem enklawie, pogardzając resztą mieszkańców przymierających głodem w dzielnicy ruder i faweli zwanej Shambles. Główną bohaterką jest młoda czarnoskóra Nahmi – znana złodziejka z bandy Zirchhoffa, która okradając bogaczy dopełnia również swoistej zemsty.

Niestety podczas jednej z misji ona i jej przyjaciele ściągają przeciwko sobie służącą szlachcicom Straż Miejską, konkurencyjne gangi oraz mroczny Kult oddający część bogini Przeznaczenia i praktykujący kanibalizm. Jak uda im się przetrwać w takich warunkach i osiągnąć swój cel? Opowieść prowadzona jest wprawdzie w oldschoolowym stylu jak w czasach konsol Super Nintendo czy pierwszego PlayStation, czyli kilka zdań dialogów przeplatanych kolejnymi misjami, ale traktuje o poważnych tematach społecznych i woli przetrwania. Naprawdę aż chce się odkrywać kolejne części całej historii, gdzie ważną rolę pełnią również klimaty religijno-postapokaliptyczne. Mimo to nie zabrakło humoru dzięki całej plejadzie nietuzinkowych, pełnych uroku postaci. W każdym razie gra miała wzbudzić nostalgię za tytułami sprzed lat, kiedy ważniejsza była treść niźli grafika, i to jej się udało.

Children of Zodiarcs, jeśli chodzi o rozgrywkę, początkowo wygląda jak typowy przedstawiciel swojego gatunku, przypominając kultowe Final Fantasy Tactics czy Tactics Ogre. Na pozór bowiem zabawę wzbogacają elementy karcianki i gry planszowej. W skrócie rzecz ujmując, poruszamy się po planszy w trybie turowym jak w normalnym taktyku, tyle tylko że biorąc wroga na cel, atakujemy go jedną z kart trzymanych „w ręku” - każda z nich symbolizuje atak (różne rodzaje), umiejętność bądź zaklęcie. Sama karta to jednak nie wszystko, o jej silę decydujemy rzucając kośćmi z różnymi piktogramami, zwłaszcza „kryształów” - im więcej ich wypadnie, tym większe zadajemy obrażenia przeciwnikowi. Pozostałe symbole przywracają część punktów zdrowia, redukują skuteczność wrogiego kontrataku, dają nadprogramową kolejkę ruchu lub uaktywniają dodatkowy bonus na karcie. Cały ten system wydaje się niepotrzebnie przekombinowany, ale tutaj sprawdza się znakomicie, dodając taktycznej głębi oraz wprowadzając element losowości, bowiem za każdym razem do walki stajemy z innym zestawem kart. Raz użyte nie są automatycznie zastępowane i by dobrać nowe, musimy poświęcić jedną turę, więc trzeba planować z wyprzedzeniem.

Na szczęście każda postać ma unikalną dla siebie talię, którą możemy zarządzać, dzięki czemu nasza drużyna znakomicie się uzupełnia – Nahmi bryluje w szybkich atakach, Pester strzela z dystansu, Brice to typowa magiczka itd. Podobnie zresztą jak zestaw kości noszonych jako ekwipunek, ostatecznie nasi wojacy będą posiadać kilka takowych na podorędziu, by maksymalnie wykorzystać potencjał posiadanych kart. Bohaterowie zdobywają punkty doświadczenia i awansują, tak samo jak karty i kości –im częściej używane, tym stają się silniejsze. Trzeba przyznać, że poziom wyzwania jest dość wysoki, bo wróg głupi nie jest i z łatwością wykorzystuje nasze słabe strony oraz błędne decyzje.

Na koniec pozostawiłem kwestie oprawy graficznej, która mimo trzech wymiarów, rzeczywiście przywodzi na myśl czasy pierwszego PlayStation… łagodnie rzecz ujmując. Przyznaję, że czuć od niej ciężką atmosferę gry, a sylwetki postaci przyciągają oko swoim lekko karykaturalnym, charakterystycznym dla siebie stylem przypominającym ten z sieciówki Wakfu. Z drugiej jednak strony tytuł wygląda tak, jakby był przygotowywany na konsolkę PSP, a do PS4 pasuje on trochę jak pięść do nosa. Owszem, starszym graczom może się łezka w oku zakręcić na wspomnienie przeszłości, lecz uważam, iż produkcja większy sukces odniosłaby na konsoli przenośnej. Plusem są natomiast bogate w szczegóły, klimatyczne tła, gdy po raz pierwszy odwiedzamy nową lokację.

Jak na skromnego indyka przystało, nie mamy co liczyć na oprawę wizualną wysokiej klasy, ale rekompensuje nam to świetna klimatyczna opowieść oraz taktyczno-karciany system rozgrywki. Tytuł godny polecenia zwłaszcza osobom, które pamiętają dawne taktyczne RPG-i sprzed wielu, wielu lat.