Micro Machines World Series to w głównej mierze wyścigi malutkich samochodów, które mkną po różnorodnych trasach, walcząc ze sobą za pomocą zbieranych gadżetów. Tytuł oferuje rozgrywkę przez Sieć oraz kanapową zabawę do czterech osób. Niestety, chociaż na papierze produkcja wydaje się fantastyczną propozycją, po którą sięgną nawet niedzielni gracze, to szybko okazuje się, iż Micro Machines World Series to tytuł, któremu brakuje zawartości, a sprawa optymalizacji została zupełnie pokpiona. Na pierwszy rzut oka dzieło Codies robi bardzo dobre wrażenie. Od jakiegoś czasu strasznie przeszkadza mi to, jak nowe gry są skomplikowane. Rozwijamy np. postać, jej uzbrojenie, ekwipunek, potem kolejne rangi, modyfikatory, a wszystkie przyciski na padzie odpowiadają za inne funkcje. Brakowało mi nowej gry, w której po prostu usiądę i będę się bawił, nie zastanawiając się, czym jest te dziesięć rzeczy, które odblokowałem za zdobycie kolejnego poziomu. Micro Machines World Series, uświadomiło mnie, że nie ma też co przeginać w drugą stronę.

Produkcja ta bowiem cierpi na brak zawartości. Gra oferuje trzy tryby gry – wyścig, eliminację oraz bitwę. Już w przeciągu kilku dni od premiery występuje problem ze znalezieniem osób chętnych do rozgrywki w dwóch ostatnich trybach. Prawdopodobnie jest to związane z tym, że są one po prostu nudne i np. w trybie bitwy zabawa sprowadza się do dojechania do wyznaczonego punktu i bronienia go lub przejęcia wrogiej flagi. Niestety ogromne zamieszanie na planszy sprawia, iż czasem zupełnie nie jesteśmy w stanie zorientować się, co się dzieje, a występująca wtedy niska płynność gry dodatkowo utrudnia precyzyjne sterowanie. Tryb eliminacji jest wariacją na temat klasycznego wyścigu z tą różnicą, iż tutaj kamera zawieszona jest bardzo blisko pojazdów, a ten, kto znajdzie się poza jej zasięgiem lub zostanie zniszczony, odpada. W zależności od tego, jak daleko dojedziemy, zyskujemy punkty, które przybliżają nas do wymaganego do zwycięstwa wyniku. Jednak omówione przeze mnie tryby cierpią czasem na zupełny brak chętnych do gry, przez co ich role zastępuje sztuczna inteligencja, a to już nie pozwala czerpać z gry tyle radości, ile pojedynek z żywym człowiekiem, który robi błędy lub zaskakuje oryginalną taktyką. Żywych graczy bez problemu odnajdziemy za to w zwykłym wyścigu, który sprawiał mi najwięcej frajdy. W Micro Machines World Series walka trwa od startu, który powinniśmy jak najmądrzej wykorzystać, aż po ostatnie sekundy, gdy gonimy za innym kierowcą lub staramy się unikać ostrzału wroga.

Zagrywając się w ten tryb, aby jak najszybciej odblokować upragniony dziesiąty poziom umożliwiający rozgrywkę rankingową, zacząłem mocno odczuwać powtarzalność plansz. Gra przez te kilka wyścigów zaprezentowała mi w sumie wszystko, czym mogła się pochwalić. Zobaczyłem świetnie wykonane plansze, które prowadzą przez ogród czy też stół w kuchni, ale było ich za mało, aby nie odczuwać z czasem nudy. Choć wykonane pomysłowo (wykorzystanie tostera jako katapulty jest genialne), szybko zaczęły stawać się monotonne. Już w trakcie pierwszej godziny znałem wszystkie skróty i optymalne drogi przejazdu, a po pierwszej rozgrywce nauczyłem się zastosowania każdej broni. Wystarczył mi tylko i wyłącznie ten jeden przejazd z tego powodu, iż dostępne gadżety występują w trzech rodzajach – karabin, młot, bomba. To wszystko. Twórcy mogli zafundować nam przeróżne, oryginalne formy zbieranych wspomagaczy, ale ograniczyli się do trzech najbardziej banalnych i zarazem nudnych rozwiązań.

Rozgrywając tryb bitwy, wykorzystujemy za to z góry przypisane do danego autka uzbrojenie. W tym przypadku pochwalić trzeba twórców za różnorodność, ale w takim razie pytam, dlaczego nie wprowadzono tych broni do klasycznego wyścigu? Wybrane przez nas samochodziki delikatnie różnią się sposobem prowadzenia, ale nie są to różnice, które powodują, iż jeden z pojazdów sztywno trzyma się drogi, a drugi leci bokiem na każdym zakręcie. Każdy samochód możemy też wizualnie modyfikować za uzyskane monety. Żyjemy w epoce skrzynek, z których to wypadają nam losowo przeróżne elementy i tak też jest w Micro Machines World Series. Ze skrzyń możemy odblokować alternatywne wyglądy pojazdów lub uzyskać nowy awatar czy tytuł. Nie są to jednak rzeczy, które w jakikolwiek sposób wpływają na osiągi samochodów, które są identyczne. Jedną skrzynkę dostajemy na każdy uzyskany przez nas poziom, jednak gdy chcemy uzyskać kolejną szybciej, możemy spróbować wygrać specjalny event przygotowany przez twórców…

… oczywiście jeśli akurat serwery nam na to pozwolą lub gra nie zawiesi się podczas dołączania do lobby. Wyszukiwanie graczy potrafi być koszmarem, a serwery wariują każdego dnia, co widać po wyświetlanym w grze szacowanym czasie dołączenia do rozgrywki, który potrafi nagle zmieniać średnią oczekiwania z dziesięciu do czterdziestu sekund. Podczas rozgrywki zdarzało się również zostać wyrzuconym z serwera lub pojawiały się sytuacje, w których przejechałem cały wyścig na dobrej pozycji, by na koniec dowiedzieć się, że byłem mocno w tyle, bo gra nie nadążała z liczeniem czasu każdego kierowcy i podawała błędne dane. Do problemów z połączeniem dochodzą również problemy z utrzymaniem płynności. Micro Machines lubi w bardzo nieprzyjemny dla oczu sposób gubić klatki, co znacząco utrudnia rozgrywkę podczas wyścigu, a w sytuacjach podczas trybu bitwy, gdy każdy używa swoich efektownych broni – uniemożliwia rozgrywkę. Jest to dziwne, ponieważ produkcja nie może pochwalić się wybitną oprawą, a poszarpane krawędzie straszą na każdym obiekcie. W Internecie krążyły plotki, iż Micro Machines to dzieło części ludzi, którzy oddali w nasze ręce Drivecluba. Nie, zapewniam. To niemożliwe, aby oni odstawili taką fuszerkę w kwestii optymalizacji.

Tryb rankingowy? Bardzo chciałbym Wam o nim opowiedzieć, jednakże twórcy postanowili, że najnowszy sezon rozgrywek rusza za trzy miesiące i teraz nie ma możliwości sprawdzenia go. W takim stanie, za trzy miesiące, to Micro Machines może być martwą grą. Dobrze, że przynajmniej udźwiękowienie jest na poprawnym poziomie. Wszystkie elementy otoczenia, z którymi się zderzymy, „odgrywają” swoje dźwięki, a muzyka puszczana podczas wyścigów nie drażni, idealnie wpasowując się w ogólny klimat tytułu. Niestety, skromna zawartość oraz problemy techniczne nie zachęcają do wydania 104 zł na ten tytuł i oby twórcy pośpieszyli się z łatkami, bo jednak szkoda byłoby zakopać coś, co ma szansę przyciągnąć graczy na dłużej.