Wycieńczona i nieprzytomna Kate Walker zostaje znaleziona przez plemię Jukoli – nomadów odbywających świętą pielgrzymkę ku przetrwaniu zimowych strusi. Te gigantycznych rozmiarów nieloty służą Jukolom od bardzo dawna, więc ci co dwadzieścia lat zabierają swoje niesamowite zwierzęta do miejsca, w którym będą mogły złożyć jaja i wychować młode. Ale jak to w Syberii bywa, droga do celu usiana jest przeciwnościami losu i tylko niebywały talent do rozwiązywania problemów Kate może temu zaradzić.

Benoit Sokal postanowił opowiedzieć historię, która ucieszy fanów, ale też zainteresuje nowych graczy. Nawiązania i odniesienia do poprzednich gier są tutaj na porządku dziennym, choć osoby nieznające Hansa Voralberga i jego wynalazków nie poczują się zagubione. Udało się stworzyć w pełni autonomiczną opowieść, podejmującą przy okazji niektóre wątki poprzedniczek. Powrót znajomych twarzy to ukłon w stronę fanów, ale twórcy zadbali o odpowiednie przedstawienie tych bohaterów nowym graczom.

Syberia 3 swoją konstrukcją hołduje poprzedniczkom. Tematem przewodnim znów jest wielka wyprawa i mimo że tym razem pogoń za marzeniami czy legendami zmieniła się w ratowanie gatunku strusi oraz samego społeczeństwa Jukoli, to czuć tę samą magię. Po drodze Kate i sympatyczni mali ludzie trafią m. in. do podejrzanego szpitala, opuszczonego lunaparku czy tuneli pod napromieniowanym miastem. Rozprawienie się z głównym celem danej lokacji to zazwyczaj parę następujących po sobie łamigłówek, przy czym system gry został przemyślany w ten sposób, aby nie zawalać ekwipunku masą gratów do wykorzystania „kiedyś tam”, a robić jedną rzecz naraz. Niektóre urządzenia i przedmioty możemy podnieść dopiero wtedy, gdy będą nam potrzebne, chociaż od razu spodziewamy się, że leżący na skrzyni łom wkrótce będzie potrzebny. Nie sprawia to jednak, że poziom trudności jest niski. Trzeba się nachodzić, wielokrotnie można się zaciąć, a nawet dokładnie wiedząc, jakie muszą być dalsze działania, nietrudno się pomylić.

W Syberii 3 rzadko mamy styczność z wynalazkami Voralberga, więc zagadki stały się bardziej przyziemne. Zdobycie przepustki, uruchomienie lodołamacza, otwarcie śluz czy przepędzenie wielkiego stada nietoperzy nie brzmią jak wielka, epicka przygoda, ale biorąc pod uwagę, że Jukole mimo swojej pracowitości nie są zbyt zaradni, Kate zawsze ma ręce pełne roboty. Szukanie wskazówek oraz zbieranie części maszyn do późniejszego wykorzystania to świetne ćwiczenie dla szarych komórek. Warto też wspomnieć o długości gry, która oscyluje w granicach osiemnastu godzin. W ten czas wliczone jest naturalnie błądzenie po lokacjach i szukanie punktu zaczepnego.

W trzeciej odsłonie zmieniono nieco dialogi. Wielokrotnie mamy możliwość poprowadzenia rozmowy w sposób, który zaoszczędzi nam trochę biegania i szukania alternatywnych rozwiązań. Do wyboru mamy dwie wypowiedzi w różnym tonie, a reakcja postaci zostanie oznaczona w prawym górnym rogu. Niektórzy po nastraszeniu zmiękną i zmienią zdanie, a inni mogą zrazić się do Kate, co zakończy rozmowę w niezbyt przyjemny sposób. System dwóch kontrastujących wypowiedzi jest bardzo prosty, ale satysfakcja po przekonaniu do swoich racji oschłego burmistrza-służbistę jest ogromna.

Niestety nie mogę dalej odwlekać mniej przyjemnych spraw, czyli wspomnienia o warstwie technicznej. Studio Microids zdecydowało się na spektakularny strzał w kolano, pozostawiając dwuwymiarowe tła na rzecz grafiki 3D. Jakość takiej oprawy przypomina gry sprzed 8-9 lat, a i tak podczas zabawy nie spotkałem ani jednej (serio!) lokacji, w której liczba klatek zbliżyła się choćby do trzydziestu. Nowa Syberia przedstawia kilka bardzo rozległych miejscówek, które klatkują tak mocno, że oczy bolą już po kilku chwilach. Nieważne, czy jest tam sama Kate czy kilka innych postaci, gra działa tak samo marnie. Ciekawe jest to, że żenująco słaba wydajność nie niesie za sobą innych błędów. Nie napotkałem żadnych glitchy ani nie spotkała mnie żadna zwieszka. Wydaje się, że ten swoisty pokaz slajdów jest świadomą decyzją twórców i jedynym sposobem, by gra była w ogóle grywalna. Nie pomaga nawet premierowy patch 1.02. W parze z powyższymi problemami idą filmiki wykonane w bardzo niskiej rozdzielczości. Aż dziw bierze, że w 2017 roku, gdy 1080p jest najniższym standardem, można wrzucać do gry tak rozpikselowane animacje. Do tego dochodzi fatalna synchronizacja wypowiadanych kwestii z ruchem warg. Co ciekawe, jest to problem w wielu różnych wersjach językowych.

Będąc w temacie, czas przyjrzeć się lokalizacji. W rolę Kate Walker wcieliła się Anna Dereszowska i Kate w jej wykonaniu brzmi bardzo naturalnie. Świetnie dobrany głos idzie w parze z dobrze oddawanymi emocjami. Zdarzają się nietrafnie zinterpretowane kwestie, ale jest ich bardzo mało i nie można obwiniać o nie aktorkę – taka już specyfika tłumaczenia „z kartki”. Pozostałe postaci wypadają różnie, aczkolwiek jest to ciągle bardzo solidny poziom. No, może oprócz dubbingu dwóch ważnych postaci. Olga, wredna lekarka w mocno średnim wieku, mówi głosem młodej dziewczyny, a chłopiec Kurk, przewodnik Jukoli, brzmi jak czterdziestoletni palacz czy inny radiowiec.

Syberia 3 spełnia pokładane w niej nadzieje i zarazem realizuje wszystkie obawy. To wspaniała kontynuacja równie wspaniałej przygody z niepowtarzalnym klimatem i uczuciem nostalgii, które psuje niedopracowana warstwa techniczna. Jeśli przymkniecie oko na opisane wyżej problemy (a jestem pewien, że fani przygodówek tak właśnie zrobią), to powinniście uznać poniższą ocenę za sprawiedliwą.