Full Throttle Remastered to klasyczna przygodówka point’n’click, czyli gatunku, który w latach 90. przeżywał istny rozkwit. Podczas rozgrywki przemierzamy ręcznie rysowany świat i wykonujemy najrozmaitsze zagadki. Znalazło się też miejsce na kilka momentów zręcznościowych, które w fajny sposób urozmaicają grę. To, co wyróżnia Full Throttle Remastered spośród konkurencji, to świetnie rozpisane dialogi, przy których maczał palce sam Tim Schafer. Pełne inteligentnych gagów wypowiedzi niejednokrotnie sprawiły, ze uśmiechałem się pod nosem. Słuchanie bohaterów i rozmowa z postaciami to czysta przyjemność. Szczególnie, że gra posiada bardzo miły dla ucha voice acting, gdzie w jedną z postaci wcielił się nawet sam Mark Hamill, czyli Luke Skywalker z sagi Star Wars i szalony Joker z animacji DC.

Najmocniejszą stroną Full Throttle Remastered jest klimat i scenariusz. Historia została osadzona w niedalekiej przyszłości, gdzie klasyczne pojazdy zostały zastąpione przez napędy antygrawitacyjne. Główny bohater Ben jest szefem gangu motocyklowego Polecats i najbardziej na świecie ceni sobie zapach asfaltu oraz standardowe jednoślady. Fabuła skupia się na morderstwie Malcolma Corleya, właściciela ostatniej firmy produkującej "prawdziwe" motocykle. W zabójstwo zostaje wrobiony Ben i jego ekipa, a rolą gracza jest oczyszczenie się z niesłusznych zarzutów. Intryga jest naprawdę przyjemnie skrojona i chociaż sama opowieść nie należy do zaskakujących ani najdłuższych historii, to napędzana jest w głównej mierze przez zgrabnie napisanych bohaterów

Tak jak w przypadku innych remasterowanych gier Schafera, Full Throttle Remastered zostało gruntownie odświeżone. Każdą klatkę animacji narysowano ręcznie od nowa. Tak samo postąpiono z lokacjami i modelami bohaterów. Otoczenie zostało z kolei rozszerzone i dorysowano brakujące elementy, aby całość pasowała pod współczesny format szerokich wyświetlaczy. Podobnie jak przy okazji Day of the Tentacle: Remastered, tak i tutaj spotkałem się z głosami zawiedzionych fanów. Niektórzy zarzucają, że wersja Remastered jest pozbawiona klimatu pierwowzoru. Nie zgadzam się z tym, ponieważ nowa grafika wiernie odzwierciadla oryginalną oprawę. Szczególnie lepiej wyglądają elementy wykonane w technologii 3D. Zgodzę się, że w niektórych momentach nowa grafika wydaje się nieco zbyt "miękka", ale są to totalnie pojedyncze przypadki. Mimo wszystko, twórcy ponownie udostępniają opcję włączenia klasycznej oprawy za pomocą jednego przycisku na padzie. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, aby w locie porównywać dwie wersje i cieszyć się tą, która bardziej do nas trafia.

Cyfrowemu odświeżeniu uległa również muzyka i dźwięki, a także lekko poprawiono interfejs, aby rozgrywka była nieco przyjemniejsza. Dodano dodatki w postaci licznych prac koncepcyjnych i głosowych komentarzy twórców opowiadających o ciekawostkach z gry i przebiegu prac. Pod każdym innym względem jest to klasyczne Full Throttle – wraz ze wszystkimi wadami i zaletami pierwowzoru. Zagadki nie porażają różnorodnością, ograniczając się w główniej mierze do znalezienia odpowiedniego przedmiotu i użycia go w danym miejscu. Tytuł nie prowadzi za rączkę i na tle współczesnych gier wymaga użycia głowy i logicznego myślenia. Mimo wszystko nie ma tutaj nic, co porażałoby przesadnym skomplikowaniem.

Szkoda, że gra jest krótka i starcza na około trzy godziny zabawy. Mimo wszystko tytuł dzielnie zniósł próbę czasu, a nowa grafika prezentuje się naprawdę ślicznie, ciesząc oko swoim szczegółowym wykonaniem. Tytuł ogląda się niczym wciągającą animację opowiadającą spójną i ciekawą historię. Full Throttle Remastered to obowiązkowy zakup dla wszystkich fanów Tima Schafera i gatunku przygodówek point’n’click. Ostatnie dwie dekady nie były w stanie nadszarpnąć uroku tego kultowego tytułu. Wersja Remastered udowadnia, że mamy do czynienia z dziełem ponadczasowym i ustrzegła się jakichkolwiek błędów technicznych - a przynajmniej ja na takowe nie trafiłem. Full Throttle Remastered jest krótką, ale naprawdę satysfakcjonującą przygodówką.