Chaos Code: New Sign of Catastrophe to standardowy przedstawiciel bijatyk 2D utrzymanych w stylistyce anime. System gry opiera się na czterech przyciskach - mocne/słabe uderzenie pięścią/kopnięciem + klasyczne kręcenie ćwierćkółek za pomocą d-pada. Tytuł w żadnym aspekcie nie próbuje przekroczyć ściśle ustawionych ram gatunkowych i jest po prostu do bólu klasycznym przedstawicielem swojej kategorii. Na szczęście robi to poprawnie, ale w sposób zdecydowanie mniej ambitny niż konkurencja. System walki jest prosty i przyjemny, ale jednocześnie brakuje mu większej głębi. Ot, kolejna bijatyka 2D stawiająca na efektowne ataki specjalne i proste kombinacje ciosów, taka stonowana wariacja systemu z Guilty Gear. Łączenie kolejnych ciosów w efekciarskie wiązanki sprawia frajdę i sam system wraz z szesnastoma różnorodnymi zawodnikami to najlepszy element całej gry. Niestety, choć rozgrywka nie należy do trudnych, brakuje tutaj samouczka dla totalnych laików.

Chaos Code: New Sign of Catastrophe zadebiutowało pierwotnie na PS3. Odsłona na PS4 to remaster, który wzbogacono o sieciowy tryb wieloosobowy – i na tym kończą się zmiany. Grafika wygląda paskudnie, prezentując jakość bijatyk 2D z ery PlayStation 2. Sprite'y postaci są niskiej rozdzielczości i straszą pikselami. Poszarpane krawędzie to również domena aren, na których toczymy pojedynki - tła są oszczędne w animacje i nieciekawe pod względem designu. W kwestii grania przez Sieć, multiplayer został ograniczony jedynie do walk rankingowych i prywatnych. Rzadko kiedy trafiałem na przeciwnika, a gdy już go znalazłem, to w rozgrywce przeszkadzały opóźnienia. Nie byłem jednak w stanie solidnie przetestować rozgrywki sieciowej, ponieważ tryb online świeci pustkami.

Tytuł nie oferuje żadnych rozbudowanych trybów. Rozgrywka dla jednego gracza ogranicza się do prostej drabinki Arcade zwieńczonej statycznym zakończeniem dla każdej postaci. Poza tym mamy tryb Survival polegający na pokonaniu jak największej liczby przeciwników bez skuchy. Do tego oszczędny tryb Practice oraz Score Attack polegający na biciu wyników. Jest także tryb misji, który skupia się na specjalnych wyzwaniach, gdzie przykładowo mamy pokonać wroga bez stosowania obrony i poruszania się. Misje nie należą do skomplikowanych i nawet średnio zaawansowany gracz dość szybko je rozgryzie. Na koniec zostaje wewnętrzny sklepik, gdzie kupimy silniejsze wariacje postaci, tytuły do trybów online oraz dodatkowe zakończenia.

Gra pod względem zawartości i wykonania jest po prostu bardzo surowa i wygląda tak, jakby została na szybko przeniesiona z automatów arcade. Oczywiście fanom gatunku powinno to wystarczyć, ale konkurencja jest na tyle bogata, że Chaos Code: New Sign of Catastrophe po prostu nie warto się zainteresować. Ja, mimo narzekania, nie bawiłem się źle. System walki, czyli najważniejszy element produkcji, uważam za całkiem udany. Walka jest tutaj po prostu przyjemna. Łączenie poszczególnych ciosów jest wyjątkowo proste i intuicyjne, chociaż skłamałbym mówiąc, że produkcja może przyciągnąć gracza na dłużej. Jest to na wskroś niszowy przedstawiciel gatunku, który przejdzie bez jakiegokolwiek echa, a co za tym idzie, trudno będzie znaleźć kogokolwiek do walki przez Sieć. Zdecydowanie lepiej przeznaczyć pieniądze na jakiś konkurencyjny tytuł. Chaos Code: New Sign of Catastrophe to skleciony na szybko remaster bijatyki, która sama ledwie otarła się o przeciętność.