Chime Sharp, podobnie jak poprzedniczka, jest połączeniem gry muzycznej z Tetrisem. Naszym zadaniem jest układanie pojawiających się klocków o różnych kształtach i formowanie w ten sposób czworokątów. Wypełnianie w ten sposób obszaru tablicy przedłuża ograniczony czas, rozwijając utwór muzyczny. Na potrzeby gry nawiązano współpracę z dwunastoma muzykami, którzy dostarczyli po jednym kawałku. Odsłuchamy próbki twórczości takich kompozytorów jak Chipzel, Magic Sword, Luc Grey, Message to Bears czy nawet Kavinsky. Przeważa tutaj muzyka elektroniczna z naciskiem na ambient, ale jest na tyle zróżnicowana, że chyba tylko zaciekli przeciwnicy tego gatunku mogą kręcić nosem. Mnie nie przekonały do siebie trzy utwory, które po kilku sesjach z grą zaczęły być po prostu męczące.

Grę zaczynamy z pięcioma dostępnymi utworami i dwoma trybami na każdy z nich. Practice pozwala nam oswoić się z tym, jak zapełnia się tablicę i niszczy klocki. Niestety, nie jest to typowy samouczek, który szybko i sprawnie zapoznaje z zasadami panującymi w grze. Niby nie ma ograniczenia czasowego, więc możemy kombinować tak długo, aż dojdziemy do wszystkiego sami. Mimo wszystko zajmuje to więcej czasu niż powinno, bo samodzielnie musimy zrozumieć, w jaki sposób jesteśmy nagradzani i karani za to, co robimy. Wystarczyłby jakiś opis czy nawet krótkie wideo, a wszystkie reguły byłyby wyjaśnione.

Drugim trybem, który możemy od razu uruchomić, jest Standard. Zaczynamy go z dwoma minutami dostępnego czasu. Możemy go przedłużyć poprzez zapełnianie kolejnych obszarów planszy i przy 50% zapełnienia odblokujemy kolejną piosenkę, a przy 60% – kolejny tryb dla danego utworu. Gra z początku wydała mi się bardzo relaksująca, ale zmieniłem zdanie po kolejnych wyzwaniach twórców. Jednym z nich był tryb Sharp, w którym mamy ograniczone życia. Tracimy je poprzez zostawianie „resztek” formowanych prostokątów, a odzyskujemy dzięki formowaniu prostokątów idealnych. Nie ma tu standardowego ograniczenia czasowego, ale znów musimy dbać o sprzątanie wspomnianych pozostałości, bo te zniszczeją po kilku taktach. Musimy więc sprzątać je na tyle umiejętnie, żeby nie zostawiać kolejnych – w przeciwnym wypadku czeka nas rychła porażka.

Jeśli natomiast w trybie Sharp uda nam się zapełnić tablicę w 60%, odblokuje się kolejny tryb. Tym razem mowa o bezlitosnym Strike, który daje nam jedynie 90 sekund na zdobycie jak najlepszego wyniku. Gdyby tego było mało, resztki zostają zniszczone bardzo szybko, a pola zapełnione wokół nich wracają do początkowego stanu. Samo zapełnienie planszy w zaledwie 40% wymaga dużej wprawy i znajomości sposobów na łączenie klocków. Na deser pozostawiono tryb Challenge, który odblokowuje się po całkowitym zapełnieniu planszy w normalnym trybie. Polega on na tym samym co Standard, ale plansza jest bardziej ograniczona i klocki, które dostajemy do dyspozycji, trudniej ze sobą łączyć.

Mimo iż po jakimś czasie Chime Sharp przestaje być relaksujące, nie wpływa to na jakość produkcji. Nie pamiętam kiedy ostatnio dałem się tak mocno wciągnąć. Planowane dwie godziny gry zamieniały się w pięciogodzinną próbę zapełnienia planszy w całości. Niestety, dłuższe sesje z niektórymi utworami mogą być bardzo męczące dla oczu. Kolorystyka klocków i innych elementów na niektórych planszach sprawia, że nie są przejrzyste. Zdarza się, że kolory się zlewają, przez co trudno odróżnić, która część planszy jest już zapełniona, które z klocków są bliskie zniszczenia, a między które możemy włożyć kolejny. Są też utwory o bardzo jaskrawych kolorach przyprawiających o ból głowy. Jednak nawet to nie potrafiło odciągnąć od gry, bo do dyspozycji jest tyle odmiennych rodzajów zabawy, że znalezienie innego zajęcia nie jest problemem.

Chime Sharp to zdecydowanie gra warta uwagi, bo w stosunkowo niskiej cenie (42 zł) dostajemy wiele godzin wciągającej rozgrywki z kilkoma naprawdę świetnymi utworami, które mnie osobiście przekonały do przyjrzenia się twórczości niektórych z twórców. Czasem przeszkadzają źle dobrane kolory czy ogólna nieprzejrzystość, ale to nic w porównaniu z frajdą, jakiej dostarczy wam Chime Sharp.