Wszystko wygląda tak samo?

 

W FIFĘ gram od kilku lat i co roku wyczekuję na nową odsłonę. Głównie dla świeżych składów, kilku mniejszych innowacji i przyjemności jaką daje mi pokonywanie nowych oponentów. Od wielu edycji nie liczę na rewolucyjne zmiany, bo takich nie potrzebuję. Gra mi się dobrze, strzela przyjemnie i to jest najważniejsze. Jednak nigdy nie pomyślałbym, że ten sam tytuł, w którego zagrywałem się od dwóch miesięcy, może się tak znacząco zmienić na nowym sprzęcie.

 

 

Wszystko zmienia się od pierwszego dotknięcia kontrolera – "Elektronicy" od wielu miesięcy karmili nas mrzonką o nowym silniku, ale żaden materiał wideo nie pozwala poczuć tej "magii". Nie są to przesadzone słowa, ponieważ zaprezentowane zmiany wynikające z siły Ignite w pewien sposób na nowo definiują rozgrywkę.

 

Walka o piłkę jest teraz przyjemniejsza, trzeba lepiej ustawiać się do piłki, a każdy zawodnik ma swoje indywidualne cechy, które dla pozytywnych wyników należy eksponować. Przy tym wszystkim gra jest trudniejsza – nie jest to symulator, ale mam wrażenie, że autorzy chcą, aby ich produkcja z arcadowej przeszła transformację w stronę "poważniejszej", a nawet "wymagającej". Wielu rzeczy uczymy się na nowo, ale ta nauka daje ogrom satysfakcji.

 

Nowa moc pozwoliła również wyeliminować błędy, z którymi seria borykała się od lat – przenikanie zawodników, zacinanie, niezrozumiałe przewracanie się graczy, czy też potykanie się o trawę, to już przeszłość. Oczywiście nadal możecie spotkać się z niedorzecznym zagraniem sztucznej inteligencji, ale porównując te sytuacje do zeszłorocznej, a nawet tegorocznej premiery – jest dużo, dużo lepiej.

 

 

Każdy mecz jest inny i każdy cieszy – taktyki trzeba wymyślić na nowo, ale nie będzie to problem dla zainteresowanych. W każdym składzie są wspomniane wyżej – wybitne jednostki – które, podobnie jak na tych pełnowymiarowych murawach, ciągną zespół… Także w produkcji EA wykorzystując pełną paletę umiejętności można osiągnąć założony sukces.

 

Trzynasty zawodnik prezentuje się świetnie!

 

Jednak pierwsze co rzuca się w oczy każdemu graczowi jest cała otoczka związana z meczem. Spotkanie rozpoczyna się zobaczenia stadionu, komentator w tym czasie wypowiada kilka ciepłych słów o obu zespołach, nagle na murawę wychodzą piłkarze, a kibice szaleją… Fani już nie są karteczkami i cieszą się z każdego wydarzenia na murawie. Świetnie wyglądają sytuację, gdy podczas meczu wyjazdowego prawie całe trybuny są białe, a tylko mała garstka zainteresowanych, siedząca gdzieś z boku, ma na sobie czerwone koszulki i cieszy się z każdej bramki swoich ulubieńców.

 

W trakcie pierwszego pojedynku zobaczyłem wiele nowych "smaczków" – druga piłka wpadła na murawę, zawodnicy rozgrzewali się tuż przy linii bocznej, a przez całe starcie piłkarze zaskakują nowymi animacjami. To niby banały, ale cała ta otoczka tworzy zalążki "Prawdziwego Meczu". Do "Wojny Totalnej" brakuje jeszcze przynajmniej kilku edycji, ale widać, którą ścieżką chcą podążać programiści i dla mnie jest to odpowiedni kierunek dla tej serii.

 

 

Ciekawie również prezentują się powtórki, które są dokładniejsze, ładniejsze i w pewien sposób przedstawiają "początkową moc" nowej platformy. Miło jest zapisać sobie kilka ładnych bramek i później dzięki opcji Share wrzucić całość na jeden z portali społecznościowych. E-sława rośnie, a fanki ściągają koszulki… 

 

Mały ma wielkie jaja

 

Jedną z dwóch gier, które kupiłem na premierę PlayStation Vity była właśnie FIFA Soccer – nie chwalę się w tym miejscu, ani nawet nie żalę, ale rozegrałem na małej konsoli Sony wiele spotkań Online i bawiłem się przy tym wyśmienicie. Kiedy zagrałem pierwsze spotkanie w FIFĘ 14 przez Remote Play na PSV, to pomyślałem "to powinno wyglądać właśnie tak". Tym razem nie dostajemy wykastrowanego projektu, a taki który ma wszystkie potrzebne dla mnie tryby i który nie jest wyłącznie kopią wersji sprzed kilku lat. Na taką piłkę nożną czekali wszyscy posiadacze handhelda Japończyków… Szkoda, że do tego potrzebujemy sprzętu za prawie 2 tysiące.

 

Autorzy podobnie jak w innych produkcjach podzielili tylni ekran na cztery i aby biegać należy kliknąć górną, prawą stronę panelu. Jest trudno? Oczywiście, że nie, ponieważ w tytule Electronic Arts każdy może ustawić kontroler według swojego uznania. Zajmuje to dosłownie dwie minutki, ale dzięki zmianom – w moim przypadku dwa przyciski – mogłem bawić się jak nigdy wcześniej.

 

 

Zaczynam na trójce, kończę na czwórce

 

Gracze rozpoczęli przygodę z FIFĄ już pod koniec września – podbijanie lig, zdobywanie wymarzonych kart to zabawa na długie miesiące. Na szczęście "Elektronicy" nie zmuszają nas do rozpoczynania nowego sezonu, a pozwalają importować w zasadzie wszystkie najważniejsze osiągnięcia z wersji na starą generację. Karciarze dostaną swój stary skład i będą walczyć w tej samej lidze. 

 

FIFA cieszy, FIFA bawi, FIFA nigdy nas nie zdradzi

 

Początkowo nie chciałem zasmakować FIFY na PlayStation 4. Dobrze bawiłem się przez  ponad dwa miesiące na wysłużonej "czarnulce" i myślałem, że w spokoju poczekam na „piętnastkę”. Jednak liczba tytułów startowych jest dość uboga i z braku ciekawszych możliwości sięgnąłem po tytuł Electronic Arts.

 

 

Na szczęście programiści pokazali, że nawet jeśli odcinają kupony, to zabieg ten wykonują w naprawdę przyzwoity sposób. Piłka nożna od EA jest świetną produkcją, która daje satysfakcję. Jest kilka istotnych zmian, a nowy silnik pozwala nam uczyć się rozgrywki od nowa.

 

Szkoda, że nie mogliśmy przenieść produkcji z PS3 na PS4 za symboliczne 49 złotych, a dodatkowo ktoś wykastrował produkcję z kilku elementów - między innymi polskich napisów (brak dubbingu to zaleta…). Jednak mimo wszystko dostajemy FIFĘ na nową generacje, która zapowiada soczyste lata. Będzie lepiej, będzie ładniej i na pewno jeszcze ciekawiej.

 

Pytanie pozostaje jedno – Lewy w Bayernie w przyszłym roku? ;)