Silence to wizualny majstersztyk. Gra od pierwszych minut wygląda tak niesamowicie, że z niedowierzaniem sprawdzałem, czy na pewno stoi za nią studio Daedalic. Ręcznie malowane tła serwują obłędne, kontrastujące ze sobą kolory, a do tego nie są to w pełni statyczne kadry. Fauna i flora baśniowego świata żyje, dzięki czemu każda odwiedzona lokacja wywołuje jęki zachwytu. Spójrzcie tylko na zrzuty ekranu! Deweloper zawsze lubił eksperymentować ze stylem graficznym, często zresztą pozytywnie zaskakując, ale przy Silence (PS4) przeszedł samego siebie. Co więcej, gra działa ultrapłynnie, bez wpadek, glitchy czy jakichkolwiek zwolnień. Uzupełnieniem pięknego świata jest oszczędna, aczkolwiek bardzo sugestywna muzyka.

Sama rozgrywka bazuje na pomysłach z Whispered World, ale nie obyło się bez zmian. Zrezygnowano np. z klasycznego ekwipunku – jeśli bohaterowie mają wykorzystać przedmiot, który podnieśli, to w miejscu użycia pojawi się ikonka obrazująca ten właśnie przedmiot. Biorąc pod uwagę, że w jednym momencie mamy dostęp do dwóch, góra trzech lokacji, zagadki oparte na przedmiotach są banalne i wykonywane niemalże automatycznie. Przy okazji warto wspomnieć o średnio przemyślanym sterowaniu. Miejsca interakcji w danej lokacji możemy podejrzeć wciskając L3/R3, ale możliwość akcji pojawia się w momencie, gdy zbliżymy się do jednego z takich miejsc. W przypadku, gdy punkty występują blisko siebie, bardzo trudno wybrać ten interesujący. Wielokrotnie, jak na złość, podświetlały mi się propozycje, których nie chciałem. W recenzowanym kilka dni temu Yesterday Origins (PS4) problem sterowania padem rozwiązano w prosty, a zarazem inteligentny sposób. Tutaj się nie udało.

Manipulowanie przedmiotami jest bardzo łatwe, ale to tylko jeden z kilku rodzajów łamigłówek w Silence. Kilka razy napotkamy zagadkę logiczną o niezbyt wyśrubowanym poziomie trudności, a której rozwiązanie nagradzane jest srebrnym pucharkiem (choć można je pomijać). Najważniejszy jest jednak Spot. Podobnie jak w Whispered World, jest to uroczy zielony robal, wykonujący dla nas najbardziej karkołomne akcje i zajmujący się rozwiązywaniem najbardziej abstrakcyjnych zadań. Spot towarzyszy sterowanym przez nas naprzemiennie Noah i Renie. Przełączamy się na niego w dowolnym momencie, bo za sprawą swoich unikalnych zdolności jest w stanie poradzić sobie z każdym problemem.

Wszystkożerny Spot potrafi zrobić się płaski, dzięki czemu przeciśnie się przez każdy otwór lub posłuży jako kładka dla towarzysza. Spłaszczona forma robala jest tu wykorzystywana na kilka pomysłowych sposobów. A to nie wszystko. W dowolnym momencie Spot może się nadymać, by wyglądać jak zielony balon i pomóc w przetoczeniu wielkich głazów, podważeniu zablokowanej dźwigni czy posłużyć jako mała tratwa. Ponadto mały słodziak może nabrać pokaźną ilość wody, a nawet lawy czy… smoczych smarków. A jak trzeba to i rozdrobni się na kilka mniejszych Spotów w postaci kuleczek z oczkami. Zdolności Spota wykorzystamy w większości zagadek, a to oznacza naprawdę świetną zabawę i solidną dawkę kombinowania.

Tym samym dochodzimy do swego rodzaju strzału w kolano w wykonaniu Daedalic. Gdzieś w trakcie produkcji zniknął tytuł Whispered World 2 i zastąpiło go Silence (PS4), dające graczom konsolowym nadzieję na oryginalną opowieść, ponieważ mają prawo nie znać ich pierwszej, notabene świetnej gry. Okazuje się jednak, że mamy do czynienia z bezpośrednią kontynuacją historii przedstawionej 7 lat temu, ze wszystkimi tego zaletami i wadami.

Noah poznaliśmy już kilka lat temu. Historia skończyła się niemałym zaskoczeniem i cholernie dobrym twistem fabularnym, wywracającym wszystko do góry nogami. Teraz, jako młodzieniec, opiekuje się młodszą siostrą, a wokół trwa wojna. Oszczędzając wam spoilerów wspomnę, że rodzeństwo trafia do świata Silence (PS4), a ich celem jest ucieczka.

Ton opowieści spoważniał i próżno szukać tutaj żartów podobnych do tych serwowanych przez poprzednią odsłonę. Fabuła jest angażująca, szalenie emocjonalna i wzruszająca. Problem w tym, że zbyt często odwołuje się do Whispered World. Świeży w temacie gracz nie będzie miał pojęcia, co się dzieje w kilku fragmentach, a co gorsza nie zrozumie ważnych zwrotów akcji. W pewnym momencie Noah mówi do Renie: „Musimy stąd uciec. Wiesz dlaczego, opowiadałem ci”. Świetnie, że Renie wie. Świetnie, że ja wiem. Szkoda tylko, że nie wiedzą tego osoby, dla których będzie to pierwsze spotkanie z serią. Wprowadzenie na początku gry byłoby bardzo mile widziane. Nawet krótki filmik w stylu tego z Deus Ex: Rozłam Ludzkości (PS4) załatwiłby sprawę.

W ostatnich akapitach opisałem problemy, przez które nie wiem, jak ocenić Silence, by nie wprowadzić nikogo w błąd. To gra ze stylem graficznym, w którym można się zakochać od pierwszego wejrzenia. To Spot kradnący show za każdym razem, gdy ma coś do zrobienia. To historia skłaniająca do refleksji i wyciskająca łzy. Wreszcie to produkcja przeznaczona dla osób, które grały w Whispered World i rozumieją zasady panujące w Silence, ponieważ nikt nie zdecydował się ich przypomnieć. Idealnie pasowałoby umieścić tutaj wyświechtane stwierdzenie „to nie jest gra dla każdego”, ale zróbmy inaczej. Zainwestujcie piątaka, kupcie Whispered World, przejdźcie na starym komputerze i jeśli Wam się spodoba, cieszcie się znakomitym Silence (PS4).