Jak w większości produkcji tego typu, tak i tutaj historia jest jedynie tłem, które ma w jakiś sposób motywować nas do zabijania kolejnych fal potworów. Akcja ma miejsce w bliskiej przyszłości, kiedy to największe ludzkie miasta zostały zainfekowane przez eksperymenty korporacji Horzine Biotech, a wszyscy zarażeni ludzie zmienili się w krwiożercze monstra. Naszym jedynym zadaniem jest wybicie mutantów i pozbycie się zagrożenia.

Rozgrywka w Killing Floor 2 (PS4) pozornie nie wyróżnia się niczym specjalnym – ot, kolejna sieciowa strzelanina z dużym naciskiem na kooperację. Nie jest to produkcja oryginalna ani rewolucyjna, bo twórcy wrzucili do niej same sprawdzone rozwiązania, które podobały się graczom w podobnych tytułach, opierając się na rozbudowanym systemie z pierwszej odsłony Killing Floor. Zasada jest prosta – wybieramy mapę oraz liczbę fal przeciwników i od razu rzucamy się w wir walki. Zabójstwa przynoszą nam zyski, dzięki czemu w przerwach pomiędzy kolejnymi hordami potworów możemy zakupić lepszy sprzęt i mocniejszą broń. Pierwsza zaleta, która rzuca się w oczy, to różnorodność arsenału. Do dyspozycji mamy mnóstwo pistoletów, karabinów, strzelb, wyrzutni rakiet, granatów, miotaczy ognia, a nawet broń białą. Walka wręcz opiera się zaś na bardzo prostym, lecz skutecznym i satysfakcjonującym systemie, który wykonywany cios uzależnia od kierunku ruchu postaci.

Podstawą Killing Floor 2 (PS4) jest model strzelania. Grałem w wiele FPS-ów na konsoli (ba, mogę nawet śmiało stwierdzić, że jest to mój ulubiony gatunek) i muszę przyznać, że w żadnej grze do tej pory nie strzelało mi się tak dobrze, jak w tej. Rozgrywka jest bardzo dynamiczna, więc od naszej celności niejednokrotnie zależy życie czy nawet powodzenie całej misji. Jako że głównym trybem jest tu walka ze sztuczną inteligencją, to twórcy mogli dodać duże wspomaganie celowania. Wydawać by się mogło, że zabierze to przyjemność z zabijania bestii, jednak jest wręcz przeciwnie, dzięki temu możemy większą uwagę poświęcić sytuacji na mapie, własnemu zdrowiu oraz zasobów amunicji. W kwestii trybów rozgrywki, w Killing Floor 2 (PS4) mamy do dyspozycji co-opowe starcie szóstki graczy z falami mutantów oraz potyczkę 6v6, gdzie połowa osób wciela się w potwory. Niestety, z jakiegoś powodu ani razu w ciągu kilku dni zabawy nie udało mi się odnaleźć meczu w tym trybie. Być może to wina serwerów, a być może małej liczby graczy. Jak się okazuje, problem ten nie dotyczy tylko mnie, jednak mam nadzieję, że wkrótce twórcy to naprawią. Póki co nie znalazłem żadnego komentarza deweloperów na ten temat.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego miałaby Was zainteresować gra, która jest zbiorem sprawdzonych rozwiązań i dobrze znanych motywów. Myślę, że najbardziej przekonującym argumentem będzie frajda i satysfakcja, jakie płyną z zabijania mutantów. Składa się na to kilka czynników. Po pierwsze, po szybkiej serii zabójstw rozpoczyna się chwilowe spowolnienie czasu, podczas którego możemy celować i obracać się równie szybko, jak w trakcie normalnej rozgrywki. Właśnie ten aspekt pozwala nam w pełni docenić kolejną zaletę Killing Floor 2 (PS4), czyli system M.E.A.T. (Massive Evisceration and Trauma). Na czym to polega? Otóż ciało każdego Zeda, bo tak nazywają się nasi przeciwnicy, zostało podzielone na kilkanaście stref, dzięki którym przeciwnicy zachowują się odpowiednio do miejsca uderzenia czy trafienia. Każdą kończynę czy też głowę możemy odstrzelić, a trafieni w locie przeciwnicy realistycznie upadają. Po zachowaniu bestii od razu zauważymy, w którą część ciała trafiliśmy, a nawet to, czy atak ten zrobił jej większą krzywdę. Przecięcie mutanta kataną na pół robi wrażenie, podobnie jak wysadzenie grupy stworów jednym celnym granatem.

W Killing Floor 2 (PS4) nie zabrakło rozwoju postaci. W grze znajdziemy wiele specjalizacji, które ulepszamy w podobny sposób, jak było to rozwiązane w Skyrimie, czyli im częściej i skuteczniej używamy danej broni, tym lepsi jesteśmy w posługiwaniu się nią. Co pięć poziomów doświadczenia odblokowujemy też jedną z dwóch dostępnych umiejętności pasywnych, a w obrębie jednego drzewka zdolności możemy maksymalnie uzyskać 25 poziom. Umiejętności w znacznym stopniu wpływają na rozgrywkę i bez uzyskania odpowiednich talentów nie damy sobie rady na wyższych poziomach trudności. Specjalizacji jest naprawdę wiele, więc każdy powinien znaleźć coś, co będzie pasowało do jego stylu gry.

Nie da się nie docenić projektów lokacji, gdzie przyjdzie nam walczyć. Każda z nich wygląda tak, jakby rzeczywiście dopiero co była świadkiem prawdziwej apokalipsy. Są one pełne szczegółów, bardzo klimatyczne i stworzone w ten sposób, żeby zawsze dać jakąś opcję do ucieczki czy oflankowania wroga. Często znajdziemy drzwi, które możemy zaspawać, dzięki czemu zatrzymają mutantów na jakiś czas. Niestety, jest to jeden z niewielu interaktywnych elementów map i reszta wydaje się być bardzo sterylna. Jak wspomniałem we wstępie, w tej grze krew jest wszechobecna i nie znika aż do końca rozgrywki, co oznacza, że początkowo czyste i mroczne miejsca zamieniają się w ociekające czerwienią makabryczne sceny. Oprawie graficznej nie można więc niczego zarzucić i jest to jedna z większych zalet Killing Floor 2 (PS4). Również dźwięk nie zawodzi i chociaż ścieżka muzyczna świetnie pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, to mogłaby być nieco bardziej zróżnicowana. Kolejne utwory bardzo przypominają wcześniejsze, a ich liczba również nie powala, przez co szybko się nudzą. Ciężko też wystraszyć się potworów w grze, w której podczas paru sekund strzelaniny możemy wyeliminować kilkunastu wrogów, ale trzeba przyznać, że Killing Floor 2 (PS4) ma ciężki i przytłaczający klimat.

Chociaż przez ekran przelewają się setki potworów, a wszystko wokół wybucha, płonie, pluje kwasem i sika krwią, to gra w większości momentów działa bardzo płynnie. Okazjonalne spadki trwają mniej niż sekundę i raczej nie przeszkadzają w czerpaniu przyjemności. Killing Floor 2 (PS4) to świetna gra, jednak nie znajdziecie tu zawartości na kilkadziesiąt godzin. To raczej przyjemna odskocznia od innych produkcji, która wykorzystuje sprawdzone motywy i doprowadza je niemal do perfekcji.