Zacznijmy jednak od początku…

 

Największa bolączka tej produkcji na wysłużone latami ciężkiej pracy konsolach? Bez wątpienia ­grafika. Wielu sympatyków serii jednoznacznie stwierdziło, że Szwedzi nie dopracowali tego aspektu, a nawet dla niektórych poprzednia odsłona gry była ładniejsza. Nie byłbym aż tak krytyczny, ale problem był widoczny na pierwszy rzut oka.

 

Jak jest na PlayStation 4? Jest bardzo dobrze. Może nie jest to najwyższa liga, ale przeskok jest widoczny nawet dla ludzi, którzy nie zwracają na ten element szczególnej uwagi. Detale, światło, tekstury, ostrość – wszystko zostało poprawione i na taki tytuł aż ładnie się patrzy. Świetnie prezentują się wolne przestrzenie, gdzie promienie światła odgrywają ważną rolę – choć ten element nie wyglądał najgorzej już na starszych konsolach, ale teraz jest znacznie lepiej. Jeszcze wiele można poprawić, jednak już na początku zostałem pozytywnie zaskoczony.

 

Więcej znaczy lepiej!





 

Od początku wiedzieliśmy, że DICE szykuje dla nas prawdziwą „Wojnę Totalną”. Choć te słowa brzmiały dość krucho na PlayStation 3 i Xboksie 360. Strzelanie na dużych mapach jest wizytówką serii, jednak dopiero po zmianie sprzętu poczułem, że biorę udział w wielkim wydarzeniu.

 

W trybie Conquest  może wziąć udział jednocześnie 64 zawodników i liczba ta może robić wrażenie. Chociaż nie preferuję tak dużych i otwartych pojedynków, to na pewno znajdą się fani tak ogromnych bitew. Tutaj należy wykorzystać każdy element terenu, a gra zespołowa jest podstawą. Właśnie taka zabawa pokazuje prawdziwą moc Battlefielda!

 

Zmiany pojawiły się na trzech frontach: Conquest 24 -> 64, Obliteration 24 -> 32 oraz Rush 24 -> 32. Graczy jest więcej i jeśli to możliwe, rozgrywka sprawia jeszcze więcej przyjemności.

 

Musicie jednak pamiętać, że nie zawsze będziecie brać udział w walce 32 vs. 32, ponieważ nowa generacja jest nadal towarem deficytowym… Choć pewnie w niedalekiej przyszłości, gdy rynek zostanie nasycony, te tryby będą miały większy sens.

 

Mały ekran, a tak wiele się dzieje





Remote Play pozawala zaznać wielkiej bitwy na ekranie PlayStation Vity. Początkowo obawiałem się, że rozgrywka na małym sprzęcie będzie niemożliwa. Jednak po kilku chwilach i rozegraniu pięciu pojedynków nie odczuwałem większych problemów w grze.

 

Oczywiście na PSV nigdy nie odważyłbym się grać z kumplami, czy rozgrywać poważniejszych spotkań drużynowych. To taki dodatek, który może czasami pomóc, ale musicie pamiętać – ta zabawka nie zastąpi wrażeń, które daje nam duży telewizor, pad w ręku i porządne słuchawki na uszach. Odczucia inne, ale też pewnie nikt nie oczekuje – mam przynajmniej taką nadzieję… – że Vita zastąpi nam prawdziwą „czwórkę”.  Jeśli nie lubicie przerywać nabijania doświadczenia, a akurat jeden z domowników musi zobaczyć Fakty – opcja idealna.

 

Warto jeszcze wspomnieć, że triggery Vity działają jak L2 i R2, a tylni panel został podzielony na cztery – górne część działają jak L1 / R1, zaś dolne odpowiadają za L3 i R3. Nie jest trudno przyzwyczaić się do tego ustawienia, ale osoby z dużymi dłońmi mogą narzekać…

 

Błędy? Niestety...

 

Jeśli kupiliście Battlefielda wraz z konsolą PlayStation 4, to albo już sprzedaliście ten zestaw i każdego dnia wyzywacie DICE na wszystkich forach, albo po prostu odreagowaliście w innej grze. Dobrze, gdy mieliście przynajmniej jeszcze jedną produkcję, ponieważ przez pierwsze chwile projekt szwedzkiego studia był średnio grywalny na next-genie Japończyków. Wyrzucenie z serwerów, ogromne lagi, a w dodatku genialne „1 shot 1 kill” sprawiały, że mało kto mógł w spokoju rozegrać spotkania.

 

Teraz na szczęście jest już dużo lepiej – co programiści zepsuli, naprawiają aktualizacje i czasami można cieszyć się grą. Niestety, nie zawsze, ponieważ nadal pojawiają się błędy, a twórcy pewnie jeszcze przed miesiące będą poprawiać swoje dzieło... Ale jest już dużo lepiej i wierzę, że kiedyś tam będzie idealnie... Lub przynajmniej bardzo dobrze.  

 

Kilka słów na zakończenie

 

Kiedy pisałem recenzję Battlefielda na PlayStation 3 to najbardziej przeszkadzała mi grafika i kampania. Pierwszy problem został poprawiony z nawiązką, a drugi wątek to w zasadzie temat rzeka. Teraz mamy nową generację i grając w produkcję DICE czuję, że warto było wydać te prawie 2 tysiące na nowy sprzęt.

 

Rozgrywka daje mnóstwo satysfakcji, strzelanie cieszy, a oprawa wizualna jest naprawdę dobra. Dostajemy jeszcze zabawkę w postaci Remote Play i miło jest strzelać do kogoś leżąc w łóżeczku, gdy na dużym telewizorze leci serial o gotowaniu.

 

Za 39 złotych – tyle kosztuje przeniesienie gry z PS3 na PS4 –  dostajemy tytuł o jakim marzyli gracze, którzy zagrywali się godzinami w „trójeczkę”. Jeśli zapomnimy o błędach i skupimy się na tych pozytywniejszych aspektach, to teraz jest dużo lepiej, a wiecie dlaczego? Bo to jest next-gen!