Co tu dużo mówić - w przypadku ostatnich odsłon mieliśmy do czynienia z pójściem na łatwiznę ze strony Codemasters Jeśli komuś nie zależało na aktualnych roszadach zespołowych czy kosmetycznych zmianach w prowadzeniu, starsze odsłony dostarczały tyle samo frajdy, a czasami nawet więcej (patrz: kastracja trybów w F1 2015). Na szczęście, Codies poszli po rozum do głowy i voila - w F1 2016 (PS4) znajdziemy prawie wszystko, o co prosiliśmy przez lata.

Po pierwsze, pełny tryb kariery. Tworzymy od podstaw swojego zawodnika i podpisujemy kontrakt z jednym z aktualnych zespołów . Jeśli chcemy od razu wylądować w jednym z tych najszybszych i najbogatszych, musimy liczyć się z bardzo wysokimi wymaganiami co do wyników oraz dużo droższej ścieżki rozwoju bolidu. Tak jest! W trakcie kariery można zdobywać punkty, które później przekuwamy na rozwijanie aerodynamiki czy też części mechanicznych bolidów. Punkty zdobywane są za wyniki osiągane w trakcie sezonu, ale również za branie udziału w sesjach rozwoju pojazdu. Scenariusze takie ćwiczymy w trakcie sesji treningowych - do wyboru mamy aklimatyzację na torze, zarządzanie oponami oraz tempo kwalifikacyjne. Świetna sprawa - w końcu rozegranie pełnego weekendu wyścigowego razem z sesją treningową ma sens.

Sama gra w końcu ma dużo więcej wspólnego z tym, co oglądamy na ekranach telewizorów w trakcie weekendu F1. Widzimy na przykład zajawki każdego weekendu z komentarzem byłego kierowcy F1 i komentatora Sky F1 – Anthony’ego Davidsona. Zobaczymy ujęcia z gridu zupełnie jak w rzeczywistości, podobnie zresztą jak ceremonię wręczenie pucharów dla zwycięzców. Pojawiają się nawet animowane wersje najbardziej rozpoznawalnych kierowców! Nie jest to coś, co powinno sprzedawać grę, która stoi mechaniką i frajdą z jazdy, ale z pewnością nie przeszkadza. Zdecydowanie zmiana na plus!

W końcu się doczekaliśmy dwóch z trzech najbardziej oczekiwanych elementów związanych z F1. Pierwszym z nich jest okrążenie formujące, w trakcie którego rozgrzewamy opony i hamulce przed wyścigiem. Drugi element to samochód bezpieczeństwa, który pojawia się przy poważnych wypadkach na torze, oraz wirtualny samochód bezpieczeństwa. VSC (Virtual Safety Car) to przepis, który wszedł do F1 po nieszczęśliwym wypadku Julesa Bianchiego w Japonii i ma za zadanie zakomunikować kierowcom, że na torze coś się wydarzyło bez udziału zwykłego Safety Car. Trzecim elementem, którego niestety nie uświadczymy, to kontrola samochodu w pitstopie. Miałem nadzieję, że coś w tej materii się zmieni, jednakże nic z tego - gra przejmuje nad nami kontrolę w momencie przejazdu przez linię oznaczającą strefę serwisową. Wciąż z tym słabo.

No ale przejdźmy do mięsa. Jeździ się wybornie! Aktualne bolidy F1 są aerodynamicznie wykastrowane w stosunku do tego, co widzieliśmy dobre lata temu. Już pomijając turbodoładowane „odkurzacze”, jazda bez asyst i na limicie umiejętności jest bardzo wymagającą, ciągłą walką z bolidem. Nieustające kontry oraz delikatne obchodzenie się z gazem i hamulcem to podstawa. Ale uwierzcie mi, po chwili przyzwyczajenia nie będziecie chcieli włączać kontroli trakcji czy ABS-u. Frajda jest zbyt duża, żeby pozwolić grze nam pomagać. Świetną sprawą jest również start każdego wyścigu. Zapomnijmy o kontroli startu - teraz wszystko zależy od gracza. Musimy „ręcznie” podtrzymywać obroty na odpowiednim poziomie i w odpowiednim momencie odpuścić przycisk odpowiedzialny za sprzęgło - czy zrobimy to zbyt wcześnie czy zbyt późno w dużej mierze będzie definiowało końcową pozycję, bo na wyższych poziomach trudności przebić się przez połowę stawki w górę to nie lada wyczyn. Na szczęście SI nie jest już tak idiotyczna jak w ubiegłych odsłonach. Dalej możemy się spodziewać, że się tak wyrażę, „strzałów z dupy”, natomiast wirtualni kierowcy są zdecydowanie bardziej rozważni i zachowują zasady fair play.

Wizualnie jest bardzo dobrze, a przede wszystkim płynnie. Największe wrażenie robi deszcz - zarówno w kwestiach estetycznych jak i wyzwania, jakim staje się wtedy jazda. Jak mam się czegoś czepiać, to zdecydowanie niepotrzebne jest „biuro” wyścigowe w trybie kariery - animacje są bardzo toporne i jestem pewny, że klatki spadają poniżej 20. Całość jest niepotrzebnym zapychaczem. Przyczepię się jeszcze do irytującego inżyniera wyścigowego, który non stop papla przez radio. Bo faktycznie, kilkukrotna informacja o braku deszczu w Bahrajnie jest kluczowa. Dodatkowo natrętnie chce zmieniać w trakcie wyścigu strategię - posłuchanie jegomościa zazwyczaj skutkuje utknięcie między wolniejszymi kierowcami po wyjeździe z pitstopu. Na szczęście kolegę możemy szybko uciszyć - jest nawet trofeum za podjęcie takiego kroku. Kto chwile pogra, zrozumie, o co chodzi.

Dla osób, które z jakiegoś powodu nie chcą bawić się w karierę, jest możliwość rozegrania klasycznego sezonu mistrzostw świata, szybkiego wyścigu oraz gry w trybie wieloosobowym. Ten ostatni również umożliwia nam rozegranie sezonu mistrzostw. Polecam ustawienie się ze znajomymi, bo co tu dużo mówić - kultura jazdy z „randomami” jest zerowa. Szkoda nerwów.

Czy jest to gra wyłącznie dla fanów? Raczej tak. Ogólnie rzecz ujmując, F1 to nisza nawet wśród gier wyścigowych. Fani będą zachwyceni, a osoby szukające luźniejszego ścigania spokojnie mogą sięgnąć po takie gry jak NFS czy Driveclub (PS4). Oczywiście nikt nikomu niczego nie zabrania, z asystami pobawić będzie mógł się każdy… tylko po co?

F1 2016 (PS4) wprowadza zmiany, które w serii powinny pojawić się już dużo wcześniej. Zbliżenie się do telewizyjnej transmisji, wprowadzenie trybu kariery, okrążenia formującego czy samochodu bezpieczeństwa to dla osób niewtajemniczonych sprawy kosmetyczne - natomiast dla nas, fanów królowej sportów motorowych, zmiany fundamentalne, które całkowicie zmieniają odbiór tego typu gry. Codies, oddajcie jeszcze kontrolę nad bolidem w strefie serwisowej, a polubimy się jeszcze bardziej!