Praktycznie od razu dostajemy cios w twarz w postaci intro prezentującego zarys fabuły, która wydaje się być, mówiąc bez ogródek, debilna - no ale przecież nie o to w serii chodzi, da się przeżyć. Najważniejsze, że po przebrnięciu przez filmik i loadingi w zasadzie momentalnie możemy zasiąść za kierownicą jednej z dwóch fajnych fur. Zanim jednak wciśniemy gaz w podłogę musimy wybrać stronę zmagań, gdyż Rivals, podobnie jak Hot Pursuit, traktuje o konflikcie kierowców, tutaj nazwanych rajdowcami, z policją fikcyjnego hrabstwa Redview. Decyzja ta, na szczęście, nie jest w żaden sposób wiążąca i w każdej chwili możemy przeskakiwać pomiędzy obiema stronami barykady, które dysponują naprawdę imponującym arsenałem bryk. W grze znalazła się cała masa supersamochodów, a na szczególną uwagę zasługuje powrót Ferrari, które to było nieobecne w serii przez kilka dobrych lat. Co ciekawe, lista fur, którymi dysponują rajdowcy i policjanci nie pokrywa się.



 
Skoro już przy samochodach jesteśmy to nie sposób wspomnieć o pewnej bardzo irytującej rzeczy. Przyznam szczerze, że zakochałem się w sposobie, w jaki Most Wanted pozwalało nam na odblokowywanie poszczególnych aut. Fury po prostu stały w różnych miejscach na mapie i jeśli udało nam się dany samochód znaleźć to od razu mogliśmy się do niego przesiąść. Jak jest w Rivals? Powrócił system odblokowywania wózków na kolejnych poziomach, co jak dla mnie jest dużym i niezrozumiałym krokiem wstecz. Poza tym zasady są proste – poszczególne etapy odblokowujemy wykonując zadania z listy, takie jak zdobycie określonej liczby punktów, czy wzięcie udziału w określonym typie wyścigu. Każdy ze zdobytych samochodów możemy stuningować, chociaż liczba opcji nie powala - autorzy pozwolili nam przemalować samochód, zmienić napis na tablicach rejestracyjnych (w każdym aucie trzeba to robić oddzielnie, dziwna sprawa) oraz ich wygląd i kupić ulepszenia rodem z filmów o agencie 007, które pozwolą nam skuteczniej walczyć z oponentami, czy to w postaci innych rajdowców, czy stróżów prawa.

Warto w tym momencie wspomnieć o tym, że owe ulepszenia bynajmniej nie są nam udostępniane za darmo, o nie. Na każdy z gadżetów musimy wydać ciężko uzbierane Speed Points, które zdobywamy podczas naszych zmagań na mapie – jak nietrudno się domyślić rajdowcy otrzymują je za łamanie przepisów, a stróże prawa głównie za utrudnianie im tego. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pewien patent. Każdy najdrobniejszy punkcik przepada w momencie kiedy złapie nas policja, a nie zdążyliśmy w międzyczasie podjechać do kryjówki. Nie muszę chyba wspominać, że spora liczba punktów na koncie i nadzwyczaj namolni policjanci, których naprawdę ciężko czasami wyprowadzić w pole to mieszanka wybuchowa, która poziom frustracji potrafi podnieść tak wysoko, że spotkanie pada ze ścianą to nic nadzwyczajnego. Nie zrozumcie mnie źle, to dobrze, że gra bywa trudna i stanowi wyzwanie, ale poziom trudności jest momentami ewidentnie niezbalansowany. Jeśli już uda nam się zebrane punkty dowieźć do kryjówki to możemy kupić za nie wspomniane już wcześniej gadżety, takie jak impulsy EMP unieruchamiające przeciwników, czy kolczatki, które możemy zostawić za sobą. W praktyce jest to też o tyle denerwujące, że zakupione ulepszenia nie są dostępne dla wszystkich posiadanych przez nas samochodów – do każdego musimy je kupić oddzielnie.



 
Kolejnym elementem, który nie do końca do mnie przemawiał, a wydaje się być najważniejszym aspektem gry, jest model jazdy. Samochody sprawiają wrażenie ociężałych, ślamazarnych i posiadających kosmiczny promień skrętu. Oczywiście można się do tego przyzwyczaić, ale trzeba przygotować się na wpadanie w barierkę na każdym zakręcie podczas pierwszego kontaktu z grą. Znów odniosłem wrażenie jakby ktoś na siłę chciał pogrzebać w tym co dostaliśmy przy okazji Most Wanted, ale nie dokończył swojego zadania. Poza tym jest to czysty, klasyczny arcade, który pozwala nam na efektowne poślizgi, skoki i typowe akcje rodem z filmów, więc po przyzwyczajeniu się do tego jak prowadzą się samochody zabawa potrafi być przednia.
 
Nie można się przyczepić do oprawy audiowizualnej. Gra wygląda naprawdę dobrze, nawet pomimo tego, że rzeczy takie jak brak antyaliasingu, czy drobny pop-up mogą razić – mimo to trzeba przyznać, że autorom udało się wycisnąć ze starusieńkiej PS3 naprawdę sporo. Redview County prezentuje się fantastycznie i jest mocno zróżnicowane, co daje fajne efekty i przy okazji sprawia, że to co dzieje się dookoła nigdy nie pozwoli nam narzekać na nudę. W trakcie naszych podróży po hrabstwie przyjdzie nam zwiedzić tereny typowo pustynne, lasy, czy słoneczne wybrzeże. Prawie całkowicie zrezygnowano za to z terenów miejskich, czym jednak byłem trochę zawiedziony, bo miasto Fairhaven to jedna z moich ulubionych wirtualnych metropolii, no ale jak widać nie można mieć wszystkiego. Ścieżka dźwiękowa spełnia swoje zadanie na tyle, że nie sposób się przy niej nudzić – wręcz przeciwnie. Mimo, że żaden z przygrywających w tle kawałków nie zapada jakoś szczególnie w pamięć to  wszystkie są tak energetyczne, że palec sam rwie się do dociskania spustu odpowiedzialnego za gaz i całkowite zignorowanie hamulca. 



 
Na osobny akapit zasługują sieciowe aspekty gry, gdyż w NFS Rivals to właśnie multiplayer jest głównym trybem rozgrywki. W grze nie mogło zabraknąć systemu Autolog, który na bieżąco informuje nas o postępach znajomych, i który w Rivals wspomagany jest przez coś co zostało nazwane AllDrive - połączenie ze sobą trybu single i multiplayer. W praktyce wygląda to tak, że kiedy konsola podpięta jest do sieci to automatycznie jesteśmy podłączani do jednego z serwerów, by pograć z żywymi przeciwnikami. W teorii pomysł fantastyczny, ale zabrakło ostatecznych szlifów. Przede wszystkim, cholernie brakuje mi typowego matchmakingu. To, że gra pozwala nam na natychmiastową zabawę we free-roamie w momencie kiedy np. przemknie koło nas wóz przeciwnika to super sprawa, ale nie zawsze mam ochotę na jeżdżenie po mapie, szukanie innych graczy i fajnych zadań, czy wyścigów. Są takie dni kiedy zwyczajnie chciałbym odpalić grę, wybrać z menu opcję 'randomowy wyścig' i dołączyć do innych graczy. Nie da się i już. Kolejnym problemem jest to, że wszystkie zadania dostępne na mapie odpalane są dokładnie w tej samej sesji, w której aktualnie jesteśmy – nie jest tworzona oddzielna instancja. W czym problem? Ano w tym, że jak akurat jesteśmy w środku ważnego wyścigu to w każdej chwili zabawę może nam zepsuć ktoś, z kim wcale w danym momencie nie gramy. To wszystko nie jest jednak aż tak frustrujące jak fakt, że sieciowa wersja cierpi na problemy techniczne, które momentami uniemożliwiają grę. Podczas ogrywania Rivals kilkukrotnie zdarzyło mi się, że w środku wyścigu dostałem po oczach planszą z napisem 'migracja hostów', a zaraz po tym wylądowałem w kryjówce. Poza tym, gdzie podziały się tak lubiane przeze mnie w Most Wanted listy kolejnych zadań, które można było wykonywać  wspólnie z kumplami? Do wyboru mamy standardowe tryby takie jak zwykłe wyścigi, time triale, czy policyjne pościgi.
 
Z bardziej irytujących problemów technicznych na jakie trafiałem dość często podczas gry, jeden był szczególnie wkurzający. Wyobraźcie sobie, że jedziecie właśnie lśniącym wozem policyjnym, a koło Was przejeżdża łamiący 183 przepisy naraz kierowca wyścigowego samochodu. Świetna okazja do pościgu, więc włączacie syrenę i zaczynacie delikwenta ścigać. Siedzicie mu na ogonie, już prawie go macie, a na trasie pościgu pojawia się wzniesienie. Podejrzany na sekundę za nim znika po czym okazuje się, że rozpłynął się na dobre. Potrafi wkurzyć, prawda? Mimo to pościgi za kierownicą policyjnych wózków uważam za najfajniejszy element Rivals. Zabawa w 'policjantów i złodziei' to super sprawa, która na chwilę pozwala zapomnieć o tym wszystkim co w najnowszym Need for Speed denerwuje.

 
Na papierze i w zapowiedziach NFS Rivals to świetny tytuł. Idea wyciągnięcia najlepszych rozwiązań z Hot Pursuit i Most Wanted, usprawnienie ich, by na końcu podać to wszystko w formie gry mocno stawiającej na zabawę sieciową i w towarzystwie świetnej oprawy graficznej to naprawdę bardzo dobry pomysł, nawet jeśli sama gra nie jest rewolucyjna i nie powala innowacyjnością. W porównaniu z zeszłoroczną edycją Rivals to średniak, który w mojej opinii pod prawie każdym względem ustępuje Most Wanted. Nie zrozumcie mnie źle, zabawa naprawdę potrafi być przednia, a policyjne pościgi dają masę frajdy i są bardzo emocjonujące, ale wszystko to potrafi zepsuć irytacja spowodowana niedoróbkami i niedociągnięciami, o których wspominałem. Wygląda po prostu na to, że autorom zwyczajnie zabrakło czasu na doszlifowanie swojego dzieła, bo prawie każdy element rozgrywki sprawia wrażenie niedopracowanego, lub niedokończonego.