Kiedy pierwszy raz usłyszałem o Kerbal Space Program (PS4), wydawało mi się, że budowanie pojazdów, które mają wznieść się w przestworza, jest czymś prostym. Ot, wystarczy połączyć ze sobą parę części, takich jak silnik, kokpit czy jakieś stateczniki, i gotowe – można lecieć w kosmos. Nic bardziej mylnego. W produkcji studia Flying Tiger Entertainment trzeba się wykazać sporą wiedzą. Co prawda gra nie zrobiła ze mnie inżyniera w dziedzinie aeronautyki, ale dała pogląd, jak ekstremalnie trudnym zadaniem jest skonstruowanie takiego pojazdu, wyruszenie na orbitę ziemską i, co najważniejsze, powrót na Ziemię.

Tuż po włączeniu gry rozpocząłem serię samouczków, żeby mieć ogólne pojęcie, co i jak robić. Przywitał mnie sympatyczny zielonkawy ludek, który tłumaczył, jakie części na początku wybrać i połączyć ze sobą, by zbudować najprostszą rakietę kosmiczną. Prowadzony za rączkę, byłem dumny ze swojego pierwszego dzieła. Jednak już na tym etapie zauważyłem parę czynników, które absolutnie nie powinny mieć miejsca w jakiejkolwiek grze. Pierwszy z nich to nieczytelna czcionka. Ponieważ trzeba przeczytać opis każdej części, aby wiedzieć czym ona właściwie jest i do czego służy, strasznie męczące było ciągłe odrywanie tyłka od siedzenia i czytanie z nosem w telewizorze. Kolejną rzeczą jest sterowanie. Widać tutaj mocne przystosowanie gry do komputerów, gdyż już samo składanie pojazdu wymaga używania skrótów klawiszowych, a bez nich trzeba tracić czas i nerwy na manewrowanie kursorem po ekranie, by, przykładowo, odwrócić żądany element. Jest to strasznie denerwujące. Bywają także momenty, gdzie łączenie ze sobą kolejnych elementów rakiety jest strasznie nieprecyzyjne. Zdarzało się, że traciłem jakieś pięć minut na manipulowanie silnikiem, bo nie chciał się połączyć odpowiednią stroną z poprzednim elementem. Nie wiadomo dlaczego, ale po obrocie kamery i umieszczeniu owego silnika w ten sam sposób jak poprzednio, w końcu się udało.

Kerbal Space Program (PS4) oferuje parę trybów rozgrywki. Jest coś w rodzaju gry swobodnej, gdzie wszystkie możliwe części są dostępne od razu i można oddać się swojej fantazji w budowanie pojazdu. Nudzi się to jednak szybko z uwagi na brak jakiegokolwiek zadania do wykonania. Innym trybem są scenariusze, gdzie dostaje się polecenie zrobienia danego pojazdu i osiągnięcia z góry ustalonego celu. Najwięcej czasu spędziłem zaś w trybie kariery. To właśnie tutaj trzeba zaczynać od prostych konstrukcji, by wraz ze zdobywaniem doświadczenia tworzyć coraz to lepsze pojazdy. Dzisiejsze gry przyzwyczaiły mnie do prowadzenia za rękę, w związku z czym na początku czułem się lekko zagubiony. Nie wiedziałem od czego zacząć i jak poruszać się po bazie. Kiedy już poznałem nieco placówkę, zaakceptowałem parę kontraktów i zacząłem budować pierwszą rakietę. Po wspomnianych wcześniej samouczkach szybko uporałem się z tym zadaniem i postanowiłem polecieć. No i wystartowałem, skończyłem na pułapie jakiś ośmiu tysięcy kilometrów nad poziomem morza i powoli zacząłem opadać. Moja kapsuła przyspieszała coraz bardziej aż w końcu roztrzaskała się o ląd. Co poszło nie tak? Po cofnięciu czasu do hangaru okazało się, że źle ustawiłem moment otworzenia się spadochronu. Po korekcji błędu rakieta ruszyła, a kapsuła delikatnie opadła na ziemię.

Wiem, że Flying Tiger Entertainment jest studiem niezależnym i spora ilość budżetu poszła na stworzenie odpowiedniej fizyki dla poszczególnym elementów rakiet. Mając jednak na uwadze ten fakt, trzeba powiedzieć wprost - ta gra jest brzydka. Począwszy od wspomnianych wcześniej nieczytelnych napisów, przez pusty i bardzo prosty świat, kończąc na elementach rakiety, które potrafią przez siebie przenikać - wszystko jest zrobione po kosztach. Sama fizyka też nie jest dopracowana, ponieważ trafiają się części pojazdu, które jej w ogóle nie posiadają albo reagują inaczej niż powinny. Nie rozumiem, dlaczego gra w takim stanie pojawiła się na konsolach. Czasami odnosiłem wrażenie, że gram w jakiś symulator sprzed kilkunastu lat. Szczerze liczę na to, że przynajmniej pewne negatywne aspekty zostaną w przyszłości zmienione na lepsze.

Kerbal Space Program (PS4) to produkcja dająca masę satysfakcji graczom, którzy lubią w kółko robić to samo, dopóki nie znajdą odpowiedniego rozwiązania. U mnie cierpliwość jest ograniczona i przy recenzowaniu częściej się denerwowałem, niż czerpałem przyjemność z grania. Gdybym miał zapłacić za tę grę około 160 złotych, serdecznie bym podziękował.