Akcja gry toczy się podczas podzielonego na 5 aktów przedstawienia, na którym wiktoriański łowca demonów opowiada o swoich zawodowych przygodach. Sprowadza się to do ciągłego podążania w prawą stronę, rzadkich, lecz całkiem zabawnych dialogów i ciągłej zmiany scenerii w tle. Nie jest to doniosła i pompatyczna produkcja. Przypomina ona bardziej parodię, która nie boi się żartować z samej siebie. Czasami jakaś postać zapomni swojej roli i będzie musiała zaczekać na pomoc suflera, innym razem zobaczymy przebranych za potwory z innego aktu pracowników, którzy pomylili sceny.

Widownia nie lubi, gdy ich ukochany bohater przegrywa, dlatego musimy dbać, by nasz uzbrojony w metalową laskę i obowiązkowy melonik protagonista pokonywał wrogów szybko i bezbłędnie. Im dłuższe kombinacje uda nam się wykręcić, tym większy poklask tłumu. Jest to bardzo ważne, ponieważ uznanie oglądających jest zarazem paskiem naszego zdrowia, więc w momencie, gdy porządnie oberwiemy, zostaniemy wygwizdani i jedynym wyjściem będzie szybka ucieczka ze sceny.

Mechanika rozgrywki jest banalnie prosta. Mamy dwa rodzaje ciosów - szybki i wolniejszy, który podrzuca przeciwników do góry - oraz parę ruchów obronnych. W odpowiedzi na atak, możemy go sparować lub użyć całkowicie nieprzydatnego uniku. Oszołomionych oponentów da się złapać i rzucić w armię wrogów, co da nam dodatkowe punkty i pozwoli szybko pozbyć się piratów, demonów, wilkołaków lub innego zagrożenia, jakie stanie na naszej drodze. Po wykonaniu specjalnych wyzwań zdobędziemy naszyjniki, które wprowadzają kilka kosmetycznych zmian. Dzięki nim zarobimy więcej punktów za każdą udaną obronę czy stracimy ich mniej po otrzymanych obrażeniach.

Najbardziej irytowała mnie mała różnorodność przeciwników, bo pomimo częstej zmiany ich wyglądu, walka z każdym typem wrogów była identyczna. Od czasu do czasu trafiały się jednostki miotające lub strzelające na odległość, które wymuszały nieznaczną zmianę taktyki, ale to jedyny taki przypadek. Sytuację ratują ciekawie zaprojektowani bossowie i starcia z nimi zawsze były wyjątkowe.

Zawiodła mnie nieco oprawa dźwiękowa, która jest bardzo uboga. Piosenki w tle wpasowują się w teatralny klimat, jednak nie oddają tempa i dynamiki tego gatunku gry. Postacie nie wypowiadają żadnych słów, więc jesteśmy zmuszeni czytać wszystkie dialogi. Złego słowa nie można powiedzieć o grafice, która zarówno na dużym telewizorze, jak i na małym ekraniku Vity wygląda bardzo ładnie i schludnie. Nigdy nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem swojej postaci w wirze walki, sceny w tle są bardzo różnorodne i zawsze pasują do typu przeciwników, a cały teatralny klimat został świetnie oddany przez ciągle widoczny tłum oglądających.

Foul Play to poprawnie wykonana produkcja z ciekawym pomysłem, jednak posiadająca kilka wad. Nie wybija się ona spośród innych gier tego gatunku, bo chociaż teatralny klimat to coś nowego, rdzeń całości, czyli rozgrywka, jest nudny i nijaki.