The Witch and the Hundred Knight Revival Edition (PS4) jest lekko wzbogaconym remasterem jRPG-a akcji, oryginalnie wydanego na PS3. Opowieść wciąż traktuje o urodziwej, ale złośliwej i kapryśnej Metallii - wiedźmie uwięzionej na kawałku bagna wraz z upiornym lokajem. Od stu lat próbuje powiększyć swoją domenę, bowiem sama nie może jej opuszczać, a pragnie rozgłosu. Po setce prób udaje się jej przywołać kolejną tajemniczą istotkę, która będzie za nią wykonywać mokrą robotę – tzw. Hundred Knighta (Setny Rycerzyk). Setny dlatego, bo poprzednie starania zakończyły się niepowodzeniem, aczkolwiek gra podaje także inne znaczenia tego dziwnego miana. W każdym razie gracz, kierując Rycerzykiem, staje się rękoma i okiem wiedźmy, którymi ona bezwzględnie wyrównuje stare porachunki, dążąc po trupach do wyznaczonego sobie celu. Dosłownie po trupach. Niestety musimy się śpieszyć, bowiem zostało jej tylko sto dni życia.

Fabuła to najmocniejszy punkt tytułu. Jest szalona, pokręcona i panuje w niej wulgarny humor, bowiem bohaterka zamiast przecinków, używa lawiny przekleństw. Trup pada gęsto, a niektóre momenty bywają obrazoburcze. Metallia nie patyczkuje się z nikim i niczym, korzystając ze wszystkich możliwych środków, a wszyscy, jak to się kolokwialnie mówi, mogą jej naskoczyć. W każdym razie nie jest to bajka dla dzieci, gdzie dobro zawsze wygrywa, a wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Sam rycerzyk nie ma za wiele do powiedzenia poza scenami, gdzie gra zezwala na wybór reakcji. Wersja na PS4 dodaje ponadto równoległą historię związaną z dodatkową zawartością – Tower of Illusion. Nie jest specjalnie rozbudowana, ale pozwala poznać inne wcielenie wiedźmy. Opowieść główną podzielono zaś na osobne rozdziały z irytującymi napisami końcowymi po zaliczeniu każdego.

Jak już wspomniałem, gra pojawiła się już na poprzedniej generacji, więc NIS podciągnęło tylko oprawę wizualną do wysokiej rozdzielczości i 60 klatek. Efekt w sumie wyszedł poprawny - grafika utrzymała swój staroszkolny styl przy zachowaniu obecnych standardów. Mimo staromodnej, wysoko umieszczonej kamery, od ekranu TV aż bije baśniowym, a zarazem poważnym klimatem, przywodzącym na myśl twórczość braci Grimm. W sumie oprawa kojarzyć może się lekko z dawnymi RPG-ami na PC, chociażby seriami Dungeon Siege, Diablo i im pokrewnymi. Oczywiście wszystko w pełnym 3D, łącznie z postaciami, szkoda tylko, ze nie da rady przybliżać widoku, przez co nasz rycerzyk oraz jego przeciwnicy wyglądają na trochę zbyt drobnych.

Lokacje, po których się poruszamy, bywają ogromne, ale niesie to ze sobą dwa mankamenty: gra uruchamia się i ładuje stany zapisu straszliwie wolno, ponadto animacja lubi czasem lekko szarpnąć. Scenki dialogowe to dalej wprawdzie ładne, ale jednak dwuwymiarowe tła z sylwetkami bohaterów, co jedni docenią, a inni uznają za archaiczne rozwiązanie. Nie postarano się z projektem Tower of Illusion. Poszczególne piętra są pustawe i wykonane bez polotu. Ogólnie jednak wymienione wady nie wpływają zbytnio na odbiór całości wizualiów, ale twórcy mogli ciut więcej popracować nad szlifami. Dźwięk również podkręca niepokojącą nutę rozgrywki, nadając jej halloweenowej atmosfery. Głosy usłyszymy zarówno angielskie, jak i japońskie. Polecam wybrać te drugie, ale anglojęzyczni aktorzy również dobrze sobie radzą. Tylko kto wpadł ma głupi pomysł, by dźwięki wydawane przez naszą istotkę puszczać przez głośniczek na padzie? Trzeba go wyciszyć w ustawieniach konsoli, bo zbyt długo nie da się słuchać tego rzężenia.

Rozgrywka jest prosta jak budowa cepa. Odwiedzamy poszczególne obszary świata, rozszerzając tam panowanie naszej protektorki Robimy to poprzez „niszczenie” specjalnych Filarów, a wcześniej eksterminację ich strażników – bossów. Droga do nich wiedzie, rzecz jasna, przez hordy tamtejszych bywalców, których równie bezlitośnie wyrzynamy w pień. Z rzadka konieczne jest skorzystanie ze specjalnych umiejętności, zwanych tutaj „Tochka”. Przy okazji w napotkanych wioskach brutalnie przejmujemy i łupimy domy, pokazując przy tym gawiedzi, kto tutaj jest panią. Ot, cała filozofia.

Rycerzyk spala jednak kalorie, co trochę temperuje nasze mordercze zapędy, aczkolwiek nie stanowi specjalnego utrudnienia. Wersja na PlayStation 4 dodaje możliwość wezwania samej Metallii i kierowania nią w ograniczonym zakresie, co bardzo uprzyjemnia zabawę, ale boleśnie uświadamia, jaki błąd popełniono odmawiając całkowitego oddania jej w ręce gracza. Metallia jest zresztą dostępna  tylko w Tower of Illusion. Ciekawostkę stanowi fakt, że walczymy naraz modyfikowalnym zestawem oręża (pięć sztuk), a nie tylko pojedynczą bronią. Punkty doświadczenia zdobywamy zaś na bieżąco, lecz awansujemy dopiero po powrocie na bagna.

Niestety na papierze wszystko wygląda ładnie i porywająco, ale rzeczywistość nie jest już tak wesoła. Walka początkowo sprawia przyjemność, lecz przy dłuższych posiedzeniach tępa łupanina staje się monotonna. Sytuację niewiele poprawiają całkiem rajcujące i pełne akcji walki z bossami, zmiany oporządzenia (facet), a także nowo wprowadzony system alchemii, z którego po prostu nie ma potrzeby korzystać. Broń sama się wzmacnia, co w zupełności wystarcza. Ponadto poziom trudności jest niski, ale jak ktoś chce, może obniżyć go jeszcze bardziej.

Nowe wcielenie historii o wiedźmie Metallii to wciąż ciekawa produkcja, której jednak zabrakło nieco ostatecznych szlifów. Dodatkowa zawartość świadczy o tym, iż twórcy mieli dobre chęci, ale wprowadzone zmiany niewiele poprawiły samą grywalność. Gra pozostaje przyjemnym, ale jednak tylko przerywnikiem między poważniejszymi tytułami.