Fabularnie gra kontynuuje historię z Ultimate Ninja Storm 3, aż po sam koniec materiału źródłowego, czyli ostatnich tomów mangi. Historia w grze przedstawiona jest za pomocą częściowo animowanych przerywników oraz następujących kolejno pojedynków, które co jakiś czas urozmaicane są przez walkę z bossem w innym stylu niż zwykłe potyczki. Pomijając filmiki, przejście całości zajmie nam od trzech do czterech godzin, co moim zdaniem jest lekko rozczarowujące. Podobnie jak i niewielka cenzura, która w pewnej scenie usuwa krew i odcięte kończyny.

Część osób na pewno ucieszy fakt, ze tym razem powrócił lubiany i skonstruowany w konwencji prostego jRPG-a tryb przygodowy. Chodzimy w nim po mapie świata wykonując proste misje dla bohaterów niezależnych. Tym razem stanowi on jednak niezależną część historii i dzieje się krótko po wydarzeniach z właściwej fabuły. Mamy również tryb przetrwania w różnych wariantach, turnieje, trening, walki swobodne i oczywiście grę dla wielu graczy. Każdy znajdzie coś dla siebie i nie powinien narzekać na nudę.



Cykl po raz pierwszy wylądował na konsolach obecnej generacji i widać to w momencie odpalenia gry - warstwa audiowizualna jest po prostu fenomenalna. Świetne modele bohaterów, przepiękne efekty cząsteczkowe i wszelkie rozbłyski robią piorunujące wrażenie. Efekt estetyczny psują nieco słabiej wykonane plansze i brak zniszczalnego środowiska - wszelkie wyrwy w ziemi i powstałe kratery znikają od razu po zakończeniu animacji ciosu. Mimo wszystko produkcja niejednokrotnie prezentuje się znacznie lepiej niż serial anime, szczególnie podczas niezwykłych i emocjonujących starć z bossami. Poprzednie odsłony cierpiały też na mniej lub bardziej sporadyczne spadki animacji, poszarpane krawędzie i szalejącą kamerę. Każdy z tych problemów został naprawiony - spadki animacji uświadczyłem wyłącznie w jednej misji fabularnej stylizowanej na modłę gier spod marki Dynasty Warriors, gdzie na ekranie znajdowało się kilkudziesięciu walczących przeciwników.

Same pojedynki są szybkie, płynne i bardziej dynamiczne niż kiedykolwiek. Kamera działa teraz lepiej, aczkolwiek zdarzają się momenty, kiedy w ferworze walki stracimy orientację i gubimy naszą postać. Cieszą również takie detale jak rozpadające się ubrania postaci czy pojawiające się na ich ciele otarcia i mniejsze rany, które wpływają w niewielkim stopniu na samą walkę i zwiększają zadawane obrażenia.

Rozgrywka W Ultimate Ninja Storm 4 zaliczyła bezpieczną ewolucję aniżeli rewolucję. Twórcy nie silili się na przesadne i niepotrzebne zmiany, a zamiast tego starali się dopieścić to, co wychodziło im najlepiej. Wyrzucono niepotrzebny podział na trzy style walki znany z poprzedniej części, a dodano możliwość zmiany postaci podczas pojedynków, co otwiera kilka nowych możliwości taktycznych. Trzon gry nadal opiera się na wyprowadzaniu ciosów za pomocą kółka oraz korzystaniu z czakry do szybkich szarż i efektownych ataków Jutsu. Mamy również prosty system kontr i uników, chwyty oraz obronę. Walcząc w drużynach składających się maksymalnie z trzech postaci dochodzą również asysty. Starcia z bossami nadal opierają się na efektownych QTE i powalają swoją skalą - niejednokrotnie otworzymy szeroko oczy na widok tego, co dzieje się na ekranie. Początkowo to wszystko wydaje się być chaotyczne, jednak szybko uświadamiamy sobie sprawę, że łączenie poszczególnych ciosów jest mocno zautomatyzowane - żeby nie powiedzieć dosadniej, że prostackie. Nie jest to jednak jakaś szczególna wada, bo od gier tego typu nie oczekuję złożoności na poziomie Tekkena czy Street Fightera. Ma być prosto, przyjemnie i efektownie. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to zabrakło mi możliwości wyboru poziomu trudności, ponieważ ten narzucony przez grę jest wyjątkowo niski.

Najistotniejszą wadą produkcji jest tryb online. Zmarnowano tu potencjał na coś, co mogłoby trzymać przy grze długie miesiące. Twórcy przygotowali wydarzenia ograniczone czasowo oraz walki rankingowe i towarzyskie, niestety gra często przerywała mecz w połowie walki. Niejednokrotnie zdarzyło się, że konsola powitała mnie niebieskim tłem i ciągiem losowo wklepanych literek/cyfr symbolizujących jakiś nieznany błąd. Gdy już udawało się z kimś zawalczyć, to najczęściej i tak rozgrywkę utrudniały lagi oraz wszechobecny chaos. Na jaw wyszedł też słaby balans postaci, wzmagający tylko irytację. Dość powiedzieć, że po paru godzinach zostałem kompletnie zniechęcony do trybu sieciowego.

Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4 (PS4) zafundował mi kilkanaście godzin świetnej zabawy i nadal mam ochotę na więcej. To niezwykle przyjemna bijatyka, która na dodatek jest równie sympatyczna w oglądaniu, co podczas samodzielnej gry. Problemy online można rozwiązać za pomocą łatki, cała reszta to w gruncie rzeczy najlepsze elementy poprzedników - lekko poprawione i podane w sposób godny możliwości współczesnych konsol.