Uwielbiam gry logiczne oraz różnego rodzaju zagadki wymagające odrobiny pomyślenia i spostrzegawczości w produkcjach innych gatunków. Swego czasu świetnie się bawiłem z The Talos Principle: Deluxe Edition (PS4), które uważam za jedną z najlepszych gier logicznych ostatnich lat, a na pewno faworyta wśród gier tytułów niezależnych.

Uważam, że sztuką jest uczynienie z prostej czynności wyzwania, które zaangażuje sporą liczbę szarych komórek. Dzieło Blowa do samego początku uczyło mnie kolejnych metod rozwiązywania zagadek, które wszystkie trzeba było wykorzystać w kulminacyjnym momencie. Szczerze mówiąc liczyłem na bardziej różnorodne sposoby zaliczania zagadek niż samo przeprowadzenie linii z punktu A do punktu B na kolejnych terminalach, ale jak się szybko przekonałem, każdy obszar cechował się zgoła innym podejściem do uporania się z problemem. Pewne miejsca tak mnie zaskoczyły, że przez chwilę nie wiedziałem, czy rzeczywiście udało mi się wpaść na rozwiązanie czy po prostu miałem szczęście przy tym konkretnym terminalu. Ukończenie wszystkich łamigłówek w danym obszarze zaowocowało wystrzelenie lasera w kierunku olbrzymiej góry.

Po nauczeniu się podstaw, świat The Witness (PS4) stanął przede mną otworem. Chcę przez to powiedzieć, że gra pozwoliła mi udać się w każde miejsce, w jakie tylko zapragnąłem. Nie ma tutaj podziału na jakieś rozdziały, poziomy czy miejsca, do których można się udać dopiero po wykonaniu innych czynności. I nie liczę tutaj, nazwijmy to, „finałowego” obszaru, ponieważ po zaliczeniu wszystkich głównych zagadek w tym jedynym miejscu następuje koniec gry i jednocześnie jej początek - zabawa się zapętla i zaczynamy dokładnie w tym samym miejscu, a wszystko na wyspie wraca do pierwotnego stanu.

Ciesząc się produkcją Jonathana Blowa zauważyłem, że brak tutaj jakiejkolwiek fabuły. Jednak po odrobinie eksploracji stwierdziłem, że zadanie wykreowania fabuły należy do mnie. Na całej wyspie porozstawiane są posągi przedstawiające ludzkie postaci. Rzeźby te wyglądają jak ludzie dotknięciu spojrzeniem mitologicznej Meduzy, zamienieni w kamień w trakcie wykonywania swojej pracy. Przynajmniej większość z nich. Parę razy zdarzyło się, że zwiedzając sobie ten łamigłówkowy raj zatrzymałem się na chwilę i myślałem, co tutaj właściwie się wydarzyło, jaka jest historia tego miejsca. Przedstawienie fabuły w taki sposób uważam za znakomity pomysł.

W kwestii oprawy audiowizualnej The Witness (PS4) stoi ponad innymi grami niezależnymi. Grafika prezentuje się przepięknie i twórcy postarali się o to, by absolutnie każdy zakątek wyspy był niepowtarzalny w swoim wyglądzie i brzemieniu. Odnalazłem parę miejsc, które na przykład z pozoru są zwykłym kamienistym brzegiem z drzewami, ale po bliższym przyjrzeniu się można dostrzec sylwetkę kobiety. Zastosowany styl graficzny nie pozwoli temu tytułowi szybko się zestarzeć. Jestem przekonany, że produkcja ta nawet za 10 lat będzie odbierana tak samo zarówno w kwestii estetyki, jak i grywalności.

Przed premierą można było przeczytać, że studio Thekla obiecuje ponad sto godzin rozgrywki i nie mniej niż sześćset zagadek. Mi przejście zajęło jakieś 25 godzin, ale sporą ilość czasu poświęciłem na chodzenie po wyspie. Ile rozwiązałem zagadek? Pewnie mniej niż połowę. Udało mi się natomiast odnaleźć parę sekretów takich jak na przykład audiologi. Jestem przekonany, że przy drugim podejściu odkryję jeszcze więcej ciekawostek i dotrę do nowych miejsc. Śmiało mogę stwierdzić, że The Witness (PS4) zasługuje na poświęcenie jej więcej czasu niż wymagają tego główne łamigłówki. Ta cudowna wyspa po brzegi wypchana jest sekretami do odnalezienia, a brak jakichkolwiek zmian po momencie kulminacyjnym wcale nie jest tutaj minusem.