Kontynent Zemurii roku 1204. Cesarstwo Erebonii gwałtownie rozwija się i mechanizuje własne siły zbrojne. Armia z otwartymi ramionami wita w swoich szeregach uzdolnioną młodzież, niezależnie od pochodzenia. Młody Rean Schwarzer odpowiada na nabór, wstępując do elitarnej akademii wojskowej Thors. Wraz z ósemką innych kadetów zostaje przydzielony do nowopowstałej Klasy VII z odmiennym, rygorystycznym programem nauczania oraz nieco ekscentryczną instruktorką. Nie wie jeszcze, iż kraj stoi na krawędzi wojny domowej, a jego kariera wojskowa potoczy się inaczej, niż to sobie wyobrażał.

Pod względem fabularnym The Legend of Heroes: Trails of Cold Steel (PS3) jest naprawdę rozbudowane, a barwne, szkolne życie głównego bohatera przeplata się z ważnymi wydarzeniami społeczno-politycznymi. Opowieść biegnie niespiesznie, krok po kroku, na różne sposoby przedstawiając nam złożone niuanse wykreowanego świata. Chwała twórcom za stworzenie głównych bohaterów, z którymi od razu się identyfikujemy. Zwykli nastolatkowie o bogatych osobowościach, z własnymi dążeniami, przywarami i skrywanymi problemami. W grupie oczywiście są rogate dusze, więc wybuchają antypatie, komplikujące wzajemne relacje. Trzeba jednak przyznać, że fabuła jest niesamowicie przegadana i może znudzić graczy oczekujących wartkiej akcji. W zamian natomiast otrzymujemy długą i wielowątkową historię o młodych ludziach wplątanych w złowieszczą intrygę polityczną.

Tytuł trafił do nas z ponad dwuletnim opóźnieniem w stosunku do japońskiej premiery, co niestety widać po oprawie wizualnej, technicznie przestarzałej nawet na rok 2013. O ile jeszcze trójwymiarowe modele głównych bohaterów wyglądają dobrze, tak postacie poboczne straszą kanciastym wykonaniem, zwłaszcza gdy kamera robi zbliżenie. Z samym otoczeniem jest trochę lepiej, ale też nie zawiera ono zbyt wielu szczegółów, co boleśnie widać m. in. w plenerze. Szczęśliwie zachowano styl graficzny znany z wcześniejszych odsłon na PC/PSP, jak chociażby znanej na Zachodzie trylogii Trails in the Sky. Kreskówkowa, kolorowa oprawa dobrze maskuje część technicznych niedociągnięć, podkreślając militarny, techno-punkowy i podszyty mistycyzmem klimat produkcji. Trochę jakby połączyć Tales of Xillia 2 (PS3) z Valkyria Chronicles (PS3). Szkoda tylko, że zdarzają się spadki animacji oraz sporadyczne błędy graficzne, w niektórych momentach gry.

W trakcie zabawy przygrywają nam przyjemne, nostalgiczne melodie, przyspieszające tempo podczas walki, aczkolwiek ich zróżnicowanie jest stosunkowo niewielkie. Dostaliśmy profesjonalny angielski dubbing, jednak zastanawia mnie fakt, dlaczego Rean często milczy, nawet gdy jego przyjaciele prowadzą ożywioną dyskusję. Ponadto mam złą wiadomość - wyrzucono japońskie dialogi. To smuci, ale też nie mam zarzutów wobec angielskich aktorów, dobranych zresztą idealnie do odgrywanych ról. Ich głosy brzmią naturalne, bez nadmiernej ekspresji czy pozbawionych emocji tekstów.

Rozgrywka składa się z rozdziałów (miesięcy) podzielonych na dwie części. Pierwsza to typowe szkolne życie, z grubsza przypominające serię Persona. Uczęszczamy na zajęcia, zaliczamy egzaminy i wykonujemy zlecenia samorządu szkolnego. Przy okazji zacieśniamy więzi z członkami naszej klasy (swoiste social-linki), co przydaje się walce. Dodatkowo próbujemy rozwiązać szkolną tajemnicę, eksplorując podzielony na piętra loch. Po egzaminach natomiast wyruszamy na wycieczkę krajoznawczą, tj. ćwiczenia polowe, również z listą wyznaczonych zadań. Większość z nich to typowa sztampa, polegająca na dostarczaniu zamówionych przedmiotów i zabijaniu kłopotliwych potworów, lecz jest to sztampa konieczna do posunięcia scenariusza naprzód. Z drugiej strony trafiają się też ciekawe perełki. Los kadeta umilają proste minigry, takie jak łowienie ryb, gra w karty czy pływanie. Ponadto możemy pichcić potrawy kulinarne oraz czytać książki.

System walki to rozbudowana turówka z naleciałościami taktycznymi, bowiem wciąż możemy odpowiednim poleceniem przemieszczać wojaków po polu walki. Pojedynek z wrogiem jest ekscytujący i widowiskowy, stylem zbliżony do tego w Atelier Ayesha: The Alchemist of Dusk (PS3). Najczęściej korzystamy z pseudo-magicznych zdolności opartych o klejnoty umieszczane w urządzeniu zwanym ARCUS oraz zdobywane co kilka poziomów umiejętności (Craft). Oczywiście dostępne są też unikalne dla każdej z postaci destrukcyjne finishery, a w razie potrzeby, niemilców dobijamy zwykłym orężem. Do boju wystawiamy czwórkę postaci plus (początkowo) dwuosobowy odwód i pomiędzy dwojgiem przyjaciół można ustanowić tzw. więź (link), dzięki której będą się wspierać w bitwie.

Wszystko to daje spore możliwości, ale potencjał starć znów został lekko zaprzepaszczony. Wprawdzie bez problemu da radę okrążyć przeciwników lub wyjść im na tyły, ale brak z tego większych korzyści. Przewagę zdobywamy jedynie przed samą walką, jeśli odpowiednio zaatakujemy swobodnie biegającego adwersarza. Sami wrogowie nie grzeszą inteligencją, więc poziom trudności potyczek jest stosunkowo niski. Jak to w jRPG-u bywa, po walce zdobywamy punkty doświadczenia, ale na rozwój statystyk wpływu nie mamy. W zamian, wciskając odpowiednie klejnoty do ARCUS-a, decydujemy o umiejętnościach danej postaci.

Jeśli ktoś nie przywiązuje dużej wagi do kwestii grafiki i uwielbia opowieści z rozbudowanym wątkiem militarnym oraz politycznym, z pewnością będzie zadowolony, mogąc powiększyć swoją kolekcję jRPG-ów o The Legend of Heroes: Trails of Cold Steel (PS3). Niestety, by zobaczyć zakończenie całej historii, musimy poczekać do premiery części drugiej.