Fabuła wygląda tak, że mamy świat Armello, którym rządzi król lew. Pewnego dnia oszalał, a klany poszczególnych zwierząt postanawiają go usunąć, by przejąć władzę. Koniec, więcej fabuły nie ma, możecie się rozejść. Nie, naprawdę nie ma. Armello to jest przede wszystkim gra planszowa, która ma swój rys fabularny, ale nie znaczy to, że dostaniemy przerywniki filmowe i tony dialogów.

Pytanie brzmi, czy w takim razie Armello sprawdza się jako gra planszowa. Akcja dzieje się na naprawdę małej, podzielonej na heksy planszy. Jak gracz wcielimy się w jednego z bohaterów reprezentujących przedstawicieli klanu wilka, królika, szczura lub niedźwiedzia. Po rozpoczęciu gry mamy jeden cel – zdobyć koronę. Drogi do tego celu są aż cztery, przynajmniej w teorii. Króla lwa da się po prostu zarżnąć, stając się królobójcą, możemy też połączyć się z reprezentowanym przez chorobę „złem” i… też zabić króla. Inną opcją jest poczekać aż ten zginie i zostać koronowanym za pośrednictwem punktów prestiżu. Jest też czwarte wyjście polegające na uzdrowieniu lwa za pośrednictwem czterech kryształów. W praktyce wygląda to jednak tak, że dwie pierwsze drogi są w gruncie rzeczy takie same, trzecia to bardziej kwestia szczęścia, a czwarta jest nierealna do wykonania, gdyż kryształy zbyt późno pojawiają się na mapie.

Po mapie poruszamy się bohaterem, wykonujemy zadania, zdobywamy karty, walczymy z innymi graczami i zdobywamy poszczególne punkty, rozwijając w międzyczasie naszą postać. O ile muszę przyznać, że Armello rzeczywiście posiada pewną głębie taktyczną, tak w grze strasznie dużo zależy od szczęścia. Czegokolwiek nie zrobimy poza ruchem, zawsze skończy się rzuceniem kostką, a więc elementem losowym. Nie jest tak źle, bo na wyniki możemy wpływać kartami, ale szybko zauważyłem, że szczęście niestety odgrywa zbyt dużą rolę w tej grze. Sama w sobie przypomina mi mocno planszówkę Runewars, którą wykastrowano z elementów strategicznych, takich jak poruszanie armiami czy rozbudowa stolicy. Ogromna szkoda, bo czuć, że gra ma na to potencjał, ale twórcom prawdopodobnie zabrakło pieniędzy, dlatego zdecydowano się na miniaturową wersję Runewars, gdzie poruszamy się po malutkiej planszy, skupiając się jedynie na kwestii taktycznej związanej z bohaterami.

Audiowizualnie jest w porządku. Produkcja jest ładna i kolorowa o dosyć interesującym stylu graficznym, który przynajmniej w przypadku modeli postaci leciutko nawiązuje do anime. Sam świat jest bajkowy, co tworzy fajny dysonans, kiedy przykładowo gwardziści lwa plądrują i palą wioski. W oczy rzucają się też przepięknie wykonane karty. W trakcie gry możemy nawet poznać ich autorów. Muzyka może nie zapada w pamięć, ale jest na tyle dobra, że nie męczy uszu.

Jedną z reklamowanych funkcji jest tryb wieloosobowy. Gra oferuje zabawę z naprawdę niezłymi botami, co wraz z równie przyzwoitym samouczkiem pozwoliło mi w pełni nauczyć się rozgrywki nim postanowiłem podjąć się wirtualnych podbojów. Szybko z nich jednak zrezygnowałem przez jeden duży błąd, jaki popełnili projektanci. W dużym skrócie gracze mają zdecydowanie za dużo czasu na podejmowanie decyzji, w efekcie czego czekamy na naszą kolejkę od 5 do nawet 10 minut! O ile w grach przy stole jest to normalne, to w wypadku elektronicznej rozgrywki pomysł absolutnie leży i kwiczy, bo nie ma nawet tu żadnej formy komunikacji. No, niestety, ale to jest już porażka, bo na dzień dobry dostajemy sytuację, w której możemy zapomnieć o jakichkolwiek sojuszach czy czymkolwiek innym. Po paru grach online znudziłem się od ciągłego oczekiwania na swoją turę i wróciłem do gry z botami. Są na tyle dobre, że nie czułem znudzenia ani jakiejś wielkiej różnicy.

Jak więc ostatecznie prezentuje się Armello? Spędziłem w sumie sporo czasu przy tej grze, aż tak nie śpiesząc się z recenzją, która i tak jest opóźniona ze względu na to, że bardzo późno przysłano nam kod. Dzięki temu rozegrałem kilkadziesiąt gier i zwróciłem uwagę, że mimo wszystko nie czuję znużenia tym tytułem, jak choćby pod koniec w Hand of Fate. Armello nie jest idealne, ale przestając przez chwilę myśleć o tym, co mogłoby w niej być i skupiając się na tym, co po prostu jest, ukaże nam się gra, która jak na PS4 jest całkiem niezłą planszówką. Świat nie jest duży, a rozgrywka niezwykle losowa, ale zarazem na tyle rozbudowana, że wszystkie potyczki bardzo różniły się od siebie, zmuszając mnie wielokrotnie do główkowania kilka kroków do przodu. Zdarzyło mi się także kilka interesujących sytuacji, w których byłem pod wrażeniem tego, co dzieje się na ekranie. Armello zdecydowanie dużo brakuje do perfekcji, ale jeśli nastawicie się na średnio rozbudowaną i niewielką planszówkę, gdzie każda gra to około godzina - półtorej, nie powinniście być rozczarowani. Bardzo żałuję, że Armello nie trafiło do PS Plus, bo jednak cena gry (84 zł) przy nie do końca dobrze rozwiązanym trybie wieloosobowym, to trochę za dużo.