Zawsze dobrze porównać omawianą grę do czegoś znanego czy jakiegoś klasyka, by już na wstępnie z grubsza przybliżyć, o czym mowa. W przypadku Metal Sluga sam nie wiem, czy wspominanie Contry ma sens, bo choć obie gry są dwuwymiarowymi shooterami z co-opem i masą broni, wydaje się, że to właśnie ta pierwsza seria jest bliższa sercom fanów gatunku. A trzecia odsłona to jedna z najlepszych części! Dlaczego więc (bo zakładam, że zdążyliście już sprawdzić oceniaczkę) ta kultowa gra dostała tak niską notę?

Wydawać by się mogło, że wszystko jest na miejscu. Raz jeszcze dostajemy czwórkę różniących się wyłącznie wyglądem bohaterów, z których maksymalnie dwójka bierze udział w misji ratowania świata przed złym generałem mającym pewien sekret. Znów nie zdejmujemy palca ze spustu, ostrzeliwując setki wrażych jednostek, i ratujemy brodatych więźniów, którzy wspomagają nas specjalnymi broniami i bonusami punktowymi. Po raz kolejny wsiadamy do zwariowanych pojazdów, wśród których znalazły się czołgi i mechy, ale także słonie strzelające z trąby ognistymi kulami…. ale to wciąż za mało.

Nie zrozumcie mnie źle, trójka jest niesamowicie zróżnicowaną i grywalną odsłoną serii. Zapomnijcie o niezliczonych oddziałach żołnierzy – tutaj obok nich pojawiają się wielkie kraby, yeti, olbrzymie mureny, kosmici i sporo innych wyjątkowych przeciwników. Znalazły się też zombie próbujące przemienić nas w swojego zgniłego ziomka, co uodparnia postać gracza na pociski zwykłych wrogów i umożliwia rzygnięcie falą krwi, lecz
znacznie spowalnia. Na przestrzeni pięciu plansz odwiedzimy plażę, tereny pustynne, dżunglę, morskie głębiny, a nawet przestrzeń kosmiczną - stale rozgrywka przybiera nieco inną niż dotychczas formę. Do tego często mamy wybór, którą ścieżką chcemy iść!

Należy jednak pamiętać, że jest to arcade’owa produkcja na godzinę-dwie. „Monet”, czyli dodatkowych szans, mamy tu nieskończoność, stąd poziom trudności drastycznie maleje, choć wytrzymałość potworów możemy ustalić na ośmiostopniowej skali w menu opcji. By dopełnić wrażenia zabawy na automatach, ustawimy również szerokość obrazu i rodzaj ewentualnej ramki dokoła ekranu oraz istnieje możliwość włączenia specjalnego filtra - poziomych linii jak na ekranach w salonach gier. Są też sieciowe rankingi i zestaw trofeów, lecz… to wciąż za mało.

Mało, bo Metal Slug 3 na konsole PlayStation to zwyczajny port. Bez odświeżonej grafiki, bez dodatkowych trybów, bez niczego nowego. Co więcej – powtarza błędy oryginału. Po wydaniu MS2, deweloper stworzył specjalną wersję o nazwie Metal Slug X, które zmieniło kolejność niektórych bossów, dodało nowe bronie i przeciwników, ale przede wszystkim usunęło problem spowolnień animacji, co czyni dwójkę w tej wersji najlepszą dostępną odsłoną (dostępną w obecnej promocji za marne 21 zł). Nowy port trójki pozostaje wierny oryginałowi i atakuje zwolnieniami, co nie przywołuje wspomnień, a zwyczajnie denerwuje. Po wersji gry, za którą wołają sobie 49 zł, coś takiego nie powinno mieć miejsca!

Metal Slug 3 jak najbardziej jest godny uwagi każdego gracza, który tęskni za salonami gier czy też szuka porządnej co-opowej produkcji. Inna sprawa, że ciężko polecić akurat ten port – tym bardziej kiedy przypomnimy sobie, że istnieje Metal Slug Anthology z sześcioma częściami serii (+ odświeżona wersja X), wydane na PlayStation 2 i PSP. Dlaczego nie ma go na PS Store jako PS2 Classics? Dlaczego skazani jesteśmy na pojedyncze, nieusprawnione porty? Cóż, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…