Broken Age skupia się na historii dwójki nastolatków. Vella Tartine ma zostać złożona w ofierze bestii zwanej Mog Chothra. Nie boi się, gdyż od najmłodszych lat była przygotowywana do roli smacznego kąska, ale w dniu ceremonii zaczyna podważać sens całego rytuału i postanawia walczyć z potworem. Po drugiej stronie mamy Shaya Voltę, chłopaka zamkniętego na statku kosmicznym, który pełni rolę inkubatora. Shay dzień w dzień wykonuje „misje”, będące w rzeczywistości zabawą dla małych dzieci. Komputerowi-matce zależy, aby synowi nie stała się absolutnie żadna krzywda. Problem polega na tym, że to przecież nastolatek, a nie małe dziecko, które nieustannie potrzebuje matczynej opieki.

W efekcie cała opowieść jest o dorastaniu. Wielu rodziców zapomina, że dzieci w pewnym momencie przestają być słodkimi maluchami, zmieniając się w ciekawych świata nastolatków. Trzymają pod kloszem swoje żądne przygód pociechy, co hamuje ich rozwój i prowadzi do buntu. O tym właśnie opowiada historia Shaya, kiedy fabuła Velli skupia się na drugim grzechu rodzicielstwa - narzucaniu dzieciom swoich własnych przekonań. Schaferowi dość zgrabnie udało się przedstawić problematykę dorastania oraz fakt, że nastolatkowie żyją w zupełnie innym świecie niż ich rodzice. Naturalną koleją rzeczy u młodego człowieka jest również kwestionowanie otaczającego go porządku. W wypadku Broken Age zostaje to dodatkowo podkreślone poprzez bohaterów niezależnych, którzy aby rozwijać się, muszą iść dalej, a nie tkwić w swoich rytuałach czy przyzwyczajeniach.

Historia dzieje się w bardzo dziwnym świecie przypominającym dzieła Lauren Faust. Świat przedstawiony ciężko jest osadzić w jakiejkolwiek epoce, gdyż może wydarzyć się w nim absolutnie wszystko. W pierwszej chwili myślimy, że to jakieś odległe czasy, w drugiej - widzimy baśniowy świat osób żyjących na chmurach, spotykamy mówiące drzewo i drwala-hipstera z XXI wieku. Ostatecznie trafiamy na statek kosmiczny, aby w pewnym momencie zrozumieć, że wszystko jest wbrew pozorom spójne i łączy się w całość.

Zabawa konwencjami jest tutaj jak najbardziej celowa i spełnia swoje zadanie, jakim jest wywołanie w graczu zaskoczenia. Ten przecież nie może spodziewać się niczego, kiedy prymitywnie wyglądający łowca okazuje się być fanatykiem gier wideo. Efektem drugorzędnym jest komizm, który niesie ze sobą świat przedstawiony. Humor jest dojrzały, choć często ociera się o absurd, tak bardzo charakterystyczny dla produkcji Tima Schafera.

Graficznie tytuł jest lekko stylizowany na wyświetlane obecnie w kinach bajki. Całość jednak została delikatnie zmieniona, aby przypominać nieco komiks, a nawet… ryciny. Wszystko to zostaje dopełnione pomarańczowym filtrem. Oprawa muzyczna również nawiązuje do dziecięcych animacji i choć nie zapada w pamięć, to pasuje do gry idealnie. Od strony technicznej nie ma żadnego powodu, aby do czegokolwiek się przyczepić, gdyż tak właśnie powinna wyglądać przygodówka obecnej generacji. Klasyczne podejście, nieograniczone przez technologię.

Odświeżeniu uległ jednak sposób narracji. Śledzimy jednocześnie wątki Shaya i Velli, swobodnie przełączając się pomiędzy nimi. Jeśli dojdziemy postacią do końca danego wątku, jej historia zatrzymuje się na cliffhangerze, nakazując nam dokończenie opowieści drugiego z bohaterów. Gra nie wymusza na nas żadnej kolejności, ale ze względów fabularnych sugeruję najpierw skończyć wątki Velli, a dopiero potem zabierać się za Shaya. Podwójna narracja jest zabiegiem celowym, abyśmy skupili się na konkretnym bohaterze i jego problemie, a zostało to osiągnięte poprzez delikatne tylko nachodzenie na siebie wątków. Dodatkowo pozwala nam to odpocząć od zagadek i problemów danego protagonisty. Sam zabieg angażuje również gracza, bo nie pozwala mu szybko się znudzić.

Mniej ciekawie jest jednak z mechaniką. Chodzimy, rozmawiamy, zbieramy przedmioty i łączymy je, używając wszystkiego na wszystkim. Choć do bólu klasyczne, Broken Age niestety powtarza błędy typowe dla gatunku. Oryginalnie produkcja została podzielona na dwa akty, z czego pierwszy zadebiutował na PC w 2014 roku. Problem polega na tym, że pomimo pozytywnego przyjęcia, pierwszy akt miał stanowczo zbyt proste zagadki. Przez połowę gry służą jedynie za tło i zacięcie się jest wręcz niemożliwe. Schafer jednak wziął sobie słowa krytyki zbyt dosłownie do serca i drugi akt posiada absurdalnie długie łańcuszki zadań. Aby zrobić A, musimy zrobić B, które potrzebuje zrobionego C. W wypadku Broken Age dojdziemy do P, R i S, co powoduje, że zwyczajnie zgubimy się gdzieś w połowie, nie będąc pewni, co właściwie w danym momencie mamy zrobić. Całość pogarszają same zagadki, które szybko stają się frustrujące. Nie chodzi nawet o ich trudność, co o niepotrzebnie skomplikowanie najprostszych elementów.

Czy Broken Age to Grim Fandango obecnej generacji? Nie sądzę. Nie ci gracze, nie te czasy. Fani gatunku prawdopodobnie zakochają się w tej produkcji i docenią kunszt Tima Schafera, ale niedzielni przygodówkowicze w połowie gry sięgną po solucję albo rzucą grę w kąt. Bardzo prawdopodobne jest również wykonanie tych dwóch czynności jednocześnie, gdyż łańcuszki zadań są tak długie, że trzeba mieć w sobie naprawdę dużo cierpliwości. Jeśli jednak przebrniemy przez niedogodności, to dostaniemy wspaniałą opowieść ze świetnym humorem, intrygującym światem i naprawdę dobrze napisanymi postaciami.