Oprócz strzałek lub analoga, Titan Souls wymaga tylko dwóch przycisków. Nasza postać się nie rozwija, mając dokładnie taki sam wachlarz umiejętności podczas walki z finałowym bossem, co zaraz po pierwszym włączeniu gry. Nasz kołczan mieści tylko jedną strzałę, ale przeciwników, prócz bossów, i tak nie ma tu żadnych. Nie uświadczymy również fabuły, a jedynym sensem ogromnych plansz jest rozrzucenie pokojów z bossami jak najdalej od siebie.

Co więc dostajemy za 63 zł? Kilkanaście pomysłowych walk z bossami, z których większość trwa kilkanaście sekund. Jeśli z jakiegoś powodu wciąż jesteście zainteresowani (albo zdążyliście zjechać na dół i szukacie powodu tej dość wysokiej oceny), pozwólcie, że wyjaśnię piękno Titan Souls.

Jednym przyciskiem wypuszczamy strzałę, drugim robimy unik. Nasz bezimienny bohater z tak ograniczonym zestawem ruchów nie widzi jednak przeszkód, by porwać się na olbrzymie potwory. Być może umiera od razu po otrzymaniu choćby najmniejszych obrażeń, ale wrodzy tytani również są bardzo wrażliwi – trzeba tylko odnaleźć ich słaby punkt.

Mimo kuszących porównań do klasyków, Titan Souls jest grą logiczną. Mocno zręcznościową i mało wybaczającą, ale wciąż grą logiczną. Zagadki nie są tu jednak skomplikowane – ot, chodzimy od bossa do bossa, szukamy ich słabych punktów czy innego sposobu na ubicie bestii i spędzamy całą wieczność na próbach strzelenia cenną strzałą w odkryte miejsce.

Jak na tak prostą w założeniach grę, mamy tu naprawdę pomysłowe walki-zagadki, które czasem wymagają nieszablonowego myślenia. Zwykle jednak sposób pokonania wroga jest oczywisty, a największym problemem pozostaje wcielenie tego planu w życie. Walka to przeważnie kwestia parunastu sekund, lecz po kilkudziesięciu nieudanych próbach lepiej zająć się innym bossem, bo frustracja niczemu nie pomaga. Okienko, w którym możemy zaatakować, to kwestia ułamka sekundy, chociaż zdarzało się, że puszczana na ślepo strzała załatwiała sprawę. W końcu wystarczy tylko jeden strzał.

Znacznie oddalona od bohatera kamera służy nie tylko przedstawieniu większych przeciwników w całej okazałości, ale także podkreśleniu, jak drobni dla nich jesteśmy. Tereny między pokojami z bossami także są niesamowicie rozległe i łatwo się zgubić, a minimapy czy jakiejkolwiek elementu HUD-a tu nie ma. Wszystko to zgrywa się z zamysłem twórców, by przytłoczyć gracza niemożliwym zadaniem rozprawienia się z tytanami. Tych jest kilkunastu i nie musimy nawet zabijać wszystkich, by ukończyć grę, lecz na perfekcjonistów czeka ukryte zakończenie z dodatkowym bossem.

Fabularnego sensu w ubijaniu przeciwników tutaj nie ma, a pisane w tajemniczym języku napisy, które zostają ujawnione dopiero w New Game+, nie wnoszą do historii specjalnie niczego. Z jakiegoś powodu jesteśmy niewielkim łowcą tytanów i tyle. Nie widzę tego jednak jako wady, gdyż wpisuje się to w minimalizm produkcji. Czy gra jest przez to uboga? Bardziej pozbawiona niepotrzebnych, z punktu widzenia dewelopera, elementów. Dla zwykłych graczy przygoda na raz, dla speedrunerów arcyciekawa pozycja z dodatkowym trybem Hard, Iron Man, gdzie jedna wpadka karze nas rozpoczęciem wszystkiego od nowa, oraz No Roll, zabierającego nam możliwość uniku – wyzwania poza zasięgiem zwykłych śmiertelników.

Pikseloza została wykorzystana z wyczuciem i oprawa graficzna trzyma przyjemny dla oka poziom. Zupełnie inną sprawą jest ścieżka dźwiękowa, która spokojnie może walczyć z największymi produkcjami o tytuł soundtracka roku. Instrumenty smyczkowe łączą się tu z bębnami, a czasem nawet z gitarami elektrycznymi podczas starć, by uspokoić poza boss roomem spokojniejszym, kojącym nerwy kawałkiem. Bogactwo instrumentalne robi wrażenie.

Mogę z czystym sercem polecić Titan Souls każdemu, kto szuka w grach oryginalnych rozwiązań i nie boi się kilkudziesięciu śmierci na przestrzeni paru minut. Dla większości jednak będzie to jednorazowa przygoda, której ukończenie zajmie skromne 2-2,5 godziny. Zdecydowanie warto sprawdzić, ale pamiętajcie, na co się piszecie.