W moich oczach Milestone jest studiem, które robi dwie rzeczy. Krok pierwszy - wzięcie znanej licencji (patrz WRC czy też Moto GP). Inne studia nie mają praw do wykorzystania żadnej z tych marek, więc gra nie musi być dopracowana - kto ma kupić, ten kupi, konkurencji brak. Krokiem drugim jest stworzenie całkiem dobrej mechaniki, zupełnie gubiącej się w gąszczu błędów i całego syfu, który produkcje oferują. Przykłady można mnożyć - gry z serii WRC, ostatnie MotoGP czy ubiegłoroczne MXGP. Rozsądek podpowiada - nauczą się na błędach. Każda kolejna produkcja będzie eliminowała błędy poprzedników. Nic bardziej mylnego.

Ten akapit może zostać użyty jako uniwersalna ocena każdego “dzieła” Włochów. Oprawa graficzna to żart. Gra spokojnie w takiej formie mogłaby się ukazać na Vitę, a pierwsze wrażenia sponsorowane były przez słowa “WTF” oraz “PS2”, co zresztą jest utrwalone na moim profilu twitterowym. Jedyne, co jest akceptowalne, to modele motorów - są po prostu przyzwoite. Reszta to festiwal okropnych, przenikających się tekstur, kibiców rodem z Fify 98, pop-upu i wszystko, co najgorsze. Byłoby to w miarę zrozumiałe, gdyby przez taki zabieg czas wczytywania był krótki. Zapomnijcie. Każdy najmniejszy krok, który wykonujemy w grze, oznacza okropnie długie plansze ładowania. Wybór motocykla, trasy, rozpoczęcie wyścigu… usnąć można. Karygodne, Bloodborne wysiada! Idąc dalej, nie spotkałem się jeszcze z pozycją, która tyle razy się po prostu psuje i wyłącza, PS4 świeci errorami na prawo i lewo. Są o tyle uciążliwe, że uniemożliwiają dokończenie kilku serii, gdyż gra nie pozwala nawet na rozpoczęcie zawodów, po prostu się wyłączając. Udało im się nawet zepsuć trofea - kilka w ogóle nie wpada, ale za to dostałem osiągnięcie za posiadanie 25 motorów, kiedy w garażu stoi całe 8. No i jest jeszcze dźwięk. Część z Was pamięta pewnie odkurzacze Zelmer Predom, obecne niegdyś w prawie każdym domu. Odgłos tego sprzętu to muzyka dla uszu w porównaniu z maszynami z Ride. Jednostajny, irytujący szum, który nawet obok dźwięku prawdziwych maszyn nie stał - to już jest po prostu żart i obraza dla fanów dwukołowych potworów.

Ponarzekałem, rozbijając prawidłową kolejność elementów recenzji, ale powyższe problemy rzucają cień na wszystko, co w grze może być uważane za dobre.

Tak czy inaczej, jest sobie Ride. Ride jest grą motocyklową, która w niczym nas nie zaskoczy. Mamy do wyboru kilka rodzajów zawodów - zwykłe wyścigi, próby czasowe, wyścigi na prostej… nic, czego wcześniej nie widzieliśmy. Zawodów jest naprawdę dużo, czasami miałem wrażenie, że gubiłem się w ich ilości, więc tutaj nie ma na co narzekać. Motocykli też jest cała kupa. Podzielone są na grupy i każdy znajdzie coś dla siebie - od zwykłych ulicznych “nakedów”, przez usportowione ścigacze, prawdziwe torowe potwory, klasyki (tutaj się nie napalajcie - też miałem nadzieję na PRAWDZIWE klasyki, a dostałem kilka maszyn z lat 80 i 90 - chociaż dobre i to), aż po… elektryczne motory. Znajdziemy w grze całą gamę najważniejszych marek i modeli, jak Ducati Panigale, Kawasaki Ninja ZX, Triumph Speed Triple, Lightning LS-218 i wiele, wiele innych. Do tego oczywiście pozostają jeszcze trasy - Milestone nie chciało sobie robić sztucznej konkurencji, bo przecież MotoGP to również ich marka, więc postawili na trasy uliczne, chociaż kilka torów (chociażby Donnington) się znalazło. Mimo że lokacje są po prostu brzydkie, to całkiem przyjemnie zaprojektowane. Przypominają nieco trasę wyścigu odbywającego się na Isle of Man, TT, który swoją drogą, mógłby w końcu znaleźć się w grze (może i dobrze, że nie w tej - Milestone by to przecież spieprzyło). Innymi słowy - bunkrów nie ma, ale jest… OK. Jest też tryb online, w którym miałem problemy z połączeniem. Same wyścigi były irytujące przez lagi, a kultura grających zerowa. Niespodzianka, prawda? Produkcja pojawiła się w polskiej wersji językowej - narrator objaśnia nam reguły konkretnych wyzwań oraz pojawia się w krótkich klimatycznych filmikach, przedstawiających każdą dostępną serię wyścigową. Za ten zabieg mały plusik.

Ale przejdę do sedna. Model jazdy jest tym, co ratuje Ride przed mianem totalnego gówna. Podobnie było w MXGP - jeździ się bardzo przyjemnie, maszynę łatwo wyczuć i wbić się w rytm wyścigowy. Poziom trudności można dostosować pod siebie. Dla mnie najlepszą opcją jest brak asyst i rozdzielenie hamulca na przód i tył pod osobne przyciski. Wtedy motocykl rzuca nam przyjemne, dostarczając w miarę niefrustrujące wyzwanie. Czujemy jak ślizga się tył przy zbyt gwałtownym przyspieszeniu, jak ucieka przód, jeśli przeginamy z użyciem przedniego hamulca w zakręcie. Za każdym razem, kiedy przedobrzymy i przyspieszymy zbyt mocno, motor wpada w wibracje, staje na tylnym kole, a zawodnik traci kontrolę nad motocyklem. Jeśli coś nie wyjdzie - bez obaw. Jest możliwość cofnięcia czasu. To wszystko sprawia, że jeździ się bardzo przyjemnie i jest to bardzo solidny element produkcji. Żeby nie było za słodko, animacje wypadków są bardzo złe. Wręcz komiczne. Zawodnik zachowuje się jak kłoda, a motor leci przeważnie w kosmos - czasami odbija się nawet od głów innych zawodników. Przynajmniej pośmiać się można.

Przy werdykcie pojawia się znaczący problem. Chciałbym Wam odradzić tę grę i wręcz zabronić wspierania Milestone - studia, które jawnie kpi z graczy. Ale nie mogę. Nie mogę, ponieważ nie ma alternatywy, a wiem jak fani motocykli są wygłodniali. Jedyną konkurencją dla Ride będzie Moto GP 15, gra robiona przez te same studio. I jestem pewny, że powieli ona błędy omawianej dziś produkcji. Rok temu dałem Włochom kredyt zaufania - cytując samego siebie, gra ma “potencjał do wykorzystania w kolejnych odsłonach”. Dziś już wiem, że nic z tego. Gry Milestone się nie zmieniają, bo po co - konkurencji nie ma, można więc kasować pełną cenę za produkt, który nie powinien przejść jakichkolwiek testów jakościowych. A cholernie szkoda, bo jeździ się bardzo, bardzo przyjemnie - gdyby nie to, 1/10 jak się patrzy.