Nie będę już nawet próbował wchodzić w dyskusję, czy stare jest lepsze, a może nowe bierze górę. Zamiast tego, napiszę, że Definitive Edition jest na tyle dobre, iż bez żalu można sprawdzić przygody Dantego w wykonaniu brytyjskiego studia. To, co najbardziej dokuczać mogło w wersji na PS3, czyli 30 klatek na sekundę i powolna rozgrywka, zostało zastąpione płynnymi 60 klatkami przy 1080p, a dodatkowo dorzucono nam tryb Turbo, który przyspiesza grę o 20%. Czy warto go aktywować? Odwrócę pytanie – czy jest jakiś powód, dla którego chciałbyś grać w wolnego slashera? O ile na PS3 wolniejsza rozgrywka nie przeszkadzała przy 30 klatkach, tak bez Turbo przy 60 – nie ma to najmniejszego sensu. Wszystko wtedy wydaje się takie...ociężałe.

To nie jedyna zmiana, dzięki której gra się po prostu lepiej. Postanowiono na prośbę fanów wrzucić znany z odsłon tworzonych przez Capcom lock-on. Od teraz mamy opcję albo aktywowania go wciskając odpowiedni przycisk, albo przytrzymując. Druga opcja dla początkującego gracza będzie trudniejsza, ale nikt nie udaje nawet, że nie zostało to dodane z racji wymagań największych fanów. Podobne zmiany dotknęły wyboru poziomu trudności. Pojawiły się dwa nowe – Gods Must Die i tryb Hardkorowy. Nie wnikając w osobną rozpiskę, na temat tego, co się zmienia, jest kilkukrotnie trudniej niż na normalnym poziomie trudności. Mało? Dołóżcie do tego tryb Must Style, w którym przeciwnicy otrzymują obrażenia dopiero, gdy ocena naszego stylu wbije poziom S.

No i DLC. Wszystkie, które pojawiły się od momentu premiery. Dodatkowy epizod przedstawiający, co dzieje się z Vergilem po wydarzeniach z gry. Wymowny tytuł Vergil's Downfall powinien Was nakierować na zamieszczoną tu historię. Do tego Bloody Palace dla Dantego i Vergila oraz dodatkowe kostiumy, z czego nowością są dwa. Para bohaterów otrzymała skórki wzorowane na ich wyglądzie w pierwszym Devil May Cry. Może to pozwoli komuś cieszyć się bardziej tym tytułem, skoro oryginalny Dante mało komu odpowiadał pod względem charakteru i designu. Z tym że tutaj jest pewna nieścisłość. Niektóre scenki, renderowane wcześniej niezależnie od wybranej skórki pokazują oryginalne postaci. Niby mała pierdoła, ale trochę wpływa na płynność historii i wczucie w fabułę.

To wszystko? Nie do końca. Zmian jest tak wiele, że zeszłoby mi pół dnia na ich wymienianie. Zmieniona SI przeciwników i inny rozkład przedmiotów w misjach, przemodelowane walki z bossami, siła poszczególnych ataków, okienko parowania... Mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Co zabawne, część glitchów postanowiono nie łatać, gdyż gracze dzięki nim mogli tworzyć niesamowite kombinacje. Część poprawiono, a na bazie innych dodano nowe ruchy. Porzucono także coś, czego nigdy nie lubię – podziału przeciwników na czerwonych i niebieskich, których atakować można było odpowiednią bronią. Słusznie uznano, że to niepotrzebne wymuszanie na graczach zmiany stylu gry. Teraz można bić ich jak chcemy. Wycięte zostały także w większej liczbie bonusy za styl, które, jak określił je deweloper, był spamerskie. I trochę ma rację.

Czy jest coś czego się czepię? Tak, filtrowanie tekstur na PS4 jest tragiczne. Dalsze obiekty często są rozmazane i tracą znacząco na jakości. Na tyle, że wyglądają gorzej niż w wersji na PS3. Co jest skandalem.

Ja z wielką przyjemnością zaliczyłem definitywne wydanie DmC. Ten tytuł jest najlepszą reedycją z poprzedniej generacji konsol i w pełni zasługuje na określenie dodane w tytule. Jeśli ktoś nie grał, to trzeba to zmienić. A jeśli ktoś przemęczył się na PS3 i nie ma możliwości zagrania na PC z odpowiednimi modyfikacjami, to też może dać szansę. Trzon systemu pozostał ten sam, ale te wszystkie zmiany spowodowały, że fani dostali to, czego chcieli. Oczywiście ktoś nadal może czuć się odrzucony stylem gry i sposobem prowadzenia historii, ale...to już nie mój problem. Mi ten styl pasuje.

Daję więc znak jakości i polecam kupno, zwłaszcza że gra jest dużo tańsza niż spora część remasterów.