Gdy włączamy grę pojawiamy się w białym pokoju i w niezrozumiałym języku zaczyna gadać do nas jakiś mędrzec. Dowiadujemy się że tylko my możemy uwolnić naszą krainę od złej siły- Malicious. Jesteśmy nazywani Spirit Vessel, płeć naszego bohatera wybieramy sami ale niema to jakiegokolwiek wpływu na rozgrywkę. Jeżeli chodzi o fabułę to jeśli ktoś jest leniwy nie będzie wiedział absolutnie nic więcej, bo żeby dowiedzieć się coś poza tym co mówi do nas nasz przewodnik trzeba podejść do stojaczka z księgą i sobie poczytać.

Sześciu wspaniałych

     

W białym pokoju, zawieszonym gdzieś między wymiarami mamy sześć portali. Każdy z nich prowadzi do innego Bossa którego trzeba pokonać. Nie jest to oczywiście takie proste jak by się mogło wydawać, na każdego z nich trzeba znaleźć sposób. Bez wcześniej wspomnianej księgi albo YouTuba nie damy rady, uwierzcie. Szczerze mówiąc jeszcze gry nie ukończyłem, dałem sobie za punkt honoru wycalakowanie jej. Co prawda został mi już tylko jeden boss ale po tylu próbach miałem już dość. Każdy jest zupełnie inny, wśród szóstki znajdziemy wielką latającą fortecę, otoczoną tysiącami strażników, wyposażonych w łuki, miecze czy lance a żeby nie było tak łatwo wspomagani są przez maszyny bojowe i oddziały powietrzne. Kolejną postacią jest tajemniczy strażnik biblioteki, czyli coś na wzór wilko- lwa z nosem kreta. Oczywiście wspieranego, tym razem przez czarne duszki. Gdy wejdziemy w inny portal trafimy na wściekłą kobietę z mieczem ochranianą przez gwardię swoich wiernych obrońców. Pozostała trójka to Rycerz, Gigant oraz ostatni przeciwnik którego odblokujemy dopiero po pokonaniu pozostałem piątki.

Mogę tam zamieszkać, tylko daj adres 

    

Cell shadingowa grafika często zapiera dech w piersiach. Tła wyglądają jakby były namalowane na płótnie akwarelami i wklejone do gry. Warto nieraz zatrzymać się i popatrzeć na widoki jakie oferuje nam na przykład arena walki z Rycerzem. Piękne chylące się ku zachodowi słońce, widziane z latającej fortecy zawieszonej kilka kilometrów nad ziemią między chmurami. Twórcy zrobili oczywiście też mapy z większymi szczegółami. Znajdziemy tu starą katedrę czy dziedziniec zamku.

Szaliczek Małego Księcia

 

Gra ma ciekawie rozwinięty system walki. Mamy do wyboru pociski energetyczne którymi unieszkodliwiamy raczej popleczników naszych głównych przeciwników oraz szaliczek. Możemy z niego tworzyć kilka rzeczy i to dzięki niej mamy szansę wygrać z poszczególnymi przeciwnikami. Na początku mamy do dyspozycji tylko pięści i tarczę lecz wraz z progresem w grze odblokowujemy nowe zdolności jak atak lancą czy mieczem. Nasza chusta może później zmieniać się też w skrzydła, ale na to trzeba trochę popracować. Ciekawym rozwiązaniem jest usunięcie paska życia z ekranu. Zamiast tego wraz z otrzymywanymi obrażeniami znikają nam części ciała, co skutkować może lataniem po ekranie prawie ze samą głową.

     Nie jest to gra idealna, nie dla wszystkich graczy, jest ogólnie średnia. Jeśli miałbym być obiektywny, to w stosunku do tytułów którymi teraz obdarowuje nas Dice czy Rockstar jest niczym. Ale jeśli ktoś lubi gry które wciągają samą chęcią wykonania zadania, bo o fabule nie można tutaj mówić, może to być dla niego hit. Dla mnie nim jest, uwielbiam zaprezentowany tu model walki i mozolne ukatrupianie przeciwników. I widoki aż proszące nas byśmy wskoczyli w ekran i zatrzymali się na chwile by móc dokładnie wszystko obejrzeć.