Na sprzęcie PlayStation nie mieliśmy wielu okazji, by wykazać się akcją w skórze najwybitniejszego detektywa. W końcu przygodówki to domena pecetów, a Testament Sherlocka Holmesa (PS3) sprzed dwóch lat odstraszał błędami i tragicznymi animacjami. Jeśli byliście w stanie to przeżyć, Testament oferował naprawdę dobre zagadki i ciekawy patent – tablice dedukcyjne, gdzie wybieraliśmy jedno z kilku możliwych zajść i w ten sposób dochodziliśmy do prawdy. Nowy Sherlock to taki Testament, lecz niemal wszystko doprowadzono do perfekcji i czuć, że konsola była platformą docelową.

Końcówka XIX wieku. Detektyw Holmes i jego nieodłączny towarzysz Watson są rozpoznawalni w całym Londynie i rozwiązują sprawę za sprawą. Nie ma tu żadnego grubszego śledztwa w tle, a cała gra składa się z sześciu dochodzeń, podczas których rozwiązujemy niezwiązane ze sobą tajemnicze morderstwa. Motyw jest jednak taki, że odkrywanie kolejnych wskazówek i rozwiązywanie zagadek nie prowadzi prosto do winnego – mamy jedynie bazę poszlak, na podstawie których sami wskazujemy jednego z podejrzanych. I możemy się pomylić!

Biję pokłony przed studiem Frogwares – nie tylko udało im się przenieść niemal wyłącznie pecetowy gatunek na konsole, ale potrafili do tego dodać wyjątkowo pomysłowy system wskazywania i skazywania osoby, która naszym zdaniem jest winna, przy czym pomylić się nietrudno i zdarza się, że najtrudniejsza do znalezienia poszlaka była tylko zmyłką.

Ale od początku. Dostajemy do rozwiązania sprawę, co zmusza Sherlocka do opuszczenia przytulnego mieszkania przy ulicy Baker Street. Na niewielkich lokacjach poruszamy się swobodnie (w pierwszo- i trzecioosobowej perspektywie), lecz między nimi nie uświadczymy żadnych korytarzy czy zbędnych „sandboksowych” obszarów – między miejscówkami poruszamy się taksówką (o napędzie jednego konia) i w niej, podczas loadingów, mamy dostęp do akt sprawy i ekranu dedukcji. Gra nie marnuje naszego czasu i nawet podczas wczytywania prowokuje do ponownego przejrzenia poznanych faktów.

Poruszamy się zwykle między miejscem zbrodni, posterunkiem Scotland Yardu, gdzie zrobimy autopsje, przesłuchamy aresztowanych podejrzanych i sprawdzimy skonfiskowane rzeczy, oraz naszym własnym mieszkaniem z bogatymi archiwami Holmesa i szafą pełną przebrań. Nie ma tu zbytnich ułatwiaczy, jak choćby podświetlanie dostępnych do sprawdzenia przedmiotów, lecz w śledztwie pomagają dwie umiejętności detektywa – Wyobraźnia oraz Spostrzegawczość. Pierwszy bajer pozwala odtworzyć wydarzenia na podstawie tego, co wiemy, i ułożyć je w kolejności. Wytężoną percepcję zaś włączamy, gdy trzeba zobaczyć niewidoczne na pozór szczegóły.

Gdy trzeba ich użyć, na ekranie pojawia się odpowiednia informacja, więc trochę czuć, że gra prowadzi nas za rączkę. Ostateczny wybór jednak leży wyłącznie w naszej gestii, więc można to wybaczyć. Nie musimy nawet wszystkiego odkryć – można wysnuć zarzut już po pierwszych kilkunastu minutach dochodzenia. Pytanie, czy jesteście w stanie zaryzykować ukaranie niewinnego i puszczenie mordercy wolno? A co ważniejsze – czy pozwolicie Sherlockowi się pomylić?

Wypadałoby więc uzbroić się w jak największą liczbę poszlak. Te zdobywamy badając miejsce zbrodni, analizując wygląd podejrzanych (ciekawa minigierka z szukaniem wskazówek w postaci np. tuszu na dłoniach czy śladu po obrączce), rozmawiając ze świadkami i dokonując eksperymentów. Wiele tu sprytnie zaprojektowanych zagadek i bardzo rzadko się powtarzają, a jeśli któraś z nich Was przerośnie – wystarczy wcisnąć panel dotykowy pada i je pominąć. Cóż, przystępność przystępnością, ale bez przesady, i tak w większości są dość proste.

Poznane fakty lądują w trybie dedukcji, gdzie łączymy je ze sobą, tworząc swoistą sieć neuronów. Czasem trzeba zadecydować, które z dwóch kolidujących ze sobą zeznań jest prawdziwe i wybory te połączą się w możliwe rezultaty. Dopiero po połączeniu kilku dostajemy opcję wskazania podejrzanego, a tych zawsze jest kilku, lecz nie jest to koniec sprawy. Ostateczna decyzja obejmuje każdorazowo dwa wyjścia – skazać lub puścić wolno. Są to niby wybory moralne, chociaż nie mają żadnego wpływu na zakończenie - możemy co najwyżej otrzymać później list z podziękowaniami czy… inną treścią. Nie podoba się scenka zakończenia sprawy? Jedno kliknięcie dzieli od zmiany wyboru lub sprawdzenia, czy dokonaliśmy dobrego wyboru. Znów przesadzone ułatwienie, ale też nikt nie każe z tego korzystać.

Graficznie jest rewelacyjnie (z wyjątkami paru mniej istotnych postaci), choć lepiej to wygląda podczas swobodnej eksploracji i na zrzutach. Podczas dialogów wychodzi kiepska synchronizacja wypowiadanych kwestii z ruchami ust (ale wciąż o niebo lepiej niż w Testamencie!) i zastosowany wtedy przesadzony efekt rozmycia otoczenia oraz sekundowy loading po wyborze każdej kwestii. Idzie się przyzwyczaić, szczególnie kiedy słyszymy wspaniały voice-acting. Każdy z aktorów głosowych odznaczył się delikatną nutą przerysowanego tonu, co wybornie zgrywa się z klimatem przygód Holmesa.

Świetne sześć śledztw kończy zupełnie bezsensowna i niezmieniająca nic końcówka. Wróć, jedna kwestia dialogowa różnicy. I cytowanie powieści Dostojewskiego, bo w końcu tytuł gry zobowiązuje. Grę zadedykowano Euromajdanowi, lecz gdyby poruszany w finalnej scenie problem był rzeczywiście głównym motywem każdej sprawy, miałoby to sens – a tak zostaje nam nijakie przesłanie. Pomimo to gra jest niebywale przyjemna, nieoczywiste rozwiązania pozwalają się wykazać (zamiast zatrzymywać postęp gracza, bo nie może poradzić sobie z zagadką logiczną) i każda sprawa wyrwie Wam z życia dobrych parę godzin. Pozycja obowiązkowa dla fanów prawdziwego Sherlocka i nie tylko, chociaż boli brak polonizacji, gdy w wersji na pecety takowa się znalazła.