Być może to całkiem pomysłowa taktyka – by nie być oskarżanym o zastój w serii, zepsuć to, co nie wymagało większych zmian, by za rok ogłosić naprawę wielką rewolucją i powiewem świeżości. Faktem jest, że w wychodzących co roku grach trzeba ciągle mieszać, by uniknąć oskarżeń od odgrzewanie tego samego. Czyli to, co robi EA w przypadku Legacy Edition na PS2 i PS Vita - wydają nowe gry aktualizując jedynie składy, a całość opiera się na wersji sprzed kilku lat.

FIFA 15 na konsole tej generacji zyskała priorytet dewelopera z Kanady i to widać. Zmiany, które zapowiadano przed premierą, faktycznie zostały w mniejszym lub większym stopniu wprowadzone w bardzo dobry sposób. Kibice wreszcie wyszli z epoki kamienia łupanego i stali się ładniejszymi, ale nadal prostymi obiektami w 3D. Wreszcie reagują bardziej żywiołowo na nasze poczynania. Widać to zwłaszcza w meczach o wysoką stawkę, gdzie strzelenie bramki przesądzającej o wyniku w ostatnich minutach powoduje niesamowitą euforię. Do tego dokładamy zaprogramowane wcześniej poprawy i mamy jeden krok do przodu w ewolucji serii. Oczywiście krok nie mający wielkiego wpływu na poczynania boiskowe, ale seria FIFA od zeszłego roku mocno poszła w kierunku tego, jak sprzedać wirtualny mecz piłki nożnej identycznie co prawdziwy.

Dlatego zmiany dotyczą także formy prezentacji meczu oraz jego otoczki. Coraz bliżej temu do telewizyjnych transmisji, znacznie podkręcono powtórki, które zyskały sporo na jakości – odpowiednie ustawienia kamery, zmysłowe użycie rozmycia w dynamicznych scenach – to coś, nad czym ciężko przejść do porządku dziennego bez pochwalenia. Z drugiej strony dorzucono kompletnie zbędne scenki w trakcie meczu. O ile rozumiem powtórkę o spektakularnej akcji bramkowej (nawet tej zmarnowanej), tak specjalne scenki odpalane każdorazowo przy rzucie karnym, rzucie rożnym, rzucie wolnym, losowo włączane w trakcie meczu, przepychanki, motywowanie się wzajemnie...jasny gwint! Ileż można? Zwłaszcza, że większości nie można od razu pominąć, tylko zmuszani jesteśmy do oglądania tego, jak zawodnik ustawia się do wykonania rożnego. Serio? Ja chcę grać. Odpalam FIFA 15 nie po to, by oglądać jak realnie mój piłkarz ustawia sobie piłkę przy stałym fragmencie gry. Nie po to, by oglądać miny strojone przez liniowego. Tak, fajnie, drogie EA, że i nad tym popracowaliście i chcecie się tym pochwalić. Ale na litość boską, czy u was w firmie ktokolwiek zna pojęcie umiaru? Ciężko nie mieć wrażenia, że wszystkie te pierdoły nie mające bezpośredniego wpływu na mecz są po to, by odwrócić uwagę od tego, jak bardzo poszatkowano rozgrywkę, robiąc dwa kroki do przodu i jednocześnie półtora w tył.

To, co w moim odczuciu od dawna było bolączką serii, czyli sylwetki zawodników, zostało nieznacznie poprawione. Do ideału brakuje i ogólnie rzecz biorąc nadal mamy sporo patyczaków i nieproporcjonalnych piłkarzy na boisku, ale wreszcie sporawa część piłkarzy mniej lub bardziej jest podobna do realnych odpowiedników. Poprawione sylwetki przełożyły się poniekąd na sposób poruszania się zawodników po murawie. Nie oznacza to jednak, że animacja ruchów jest bardzo dobra. Co to, to nie. Sprawdźmy więc: armia klonów wykonujących identyczne animacje w tym samym momencie – jest. Koślawe i przeskakujące animacje w powtórkach – są. Błędy w detekcji kolizji? Jeszcze gorsze niż rok i dwa lata temu. Nie wiem, jak EA potrafi to zrobić, ale po wprowadzeniu nowego silnika fizyki i tego odpowiedzialnego za detekcję kolizji, obiecywano nam tylko zmiany in plus. W FIFA 15 jest znacznie gorzej. Na jedną dobrą animację przypadają dwa błędy, prowadzące do absurdalnych sytuacji. Bramka samobójcza po tym, gdy zawodnik drużyny przeciwnej chciał zagrać do bramkarza, ale przypadkiem wbiegł w niego i, robiąc na murawie „nie wiadomo co”, wbił sobie piłkę do siatki? To mnie przestało już dziwić. Zaskakujące są także reakcje na praktycznie zerowy kontakt między zawodnikami, gdzie ten faulowany jest wystrzeliwany jak z katapulty. Co wygląda szczególnie przykro, gdy zestawimy to chociażby z przepychaniem się i szarpaniem za koszulki, które akurat wygląda bardzo fajnie i „ściągnięcie” zawodnika do parteru prawie zawsze wygląda tak, jak wyglądać powinno.

I naprawdę byłbym w stanie 'jakoś' to przetrawić, bo podejrzewam, że zostanie to w pewnym stopniu poprawione w kolejnych łatkach, ale znieść nie mogę jednej sprawy - fatalnej gry całego bloku defensywy. FIFA 15 poszła mocno w ofensywę. Łatwiej jest dryblować, do mijania zawodników wystarczy balans ciałem i odpowiednie prowadzenie piłki. Zawodnicy są też odpowiednio „ciężsi”, dzięki czemu łatwiej i realniej się nimi operuje. Ale co z tego, skoro głównym składnikiem ofensywy jest kompletny paraliż umysłowy obrony. Gdybym grał zespołem o nazwie „Naród Wybrany”, a trenerem byłby Mojżesz – zrozumiałbym zachowania polegający nad odstępowaniu napastnika rywala, rozstępowanie się przed prostopadłymi podaniami i wbiegającymi skrzydłowymi lub piłkarzami z drugiej linii. Ale nie gram narodem wybranym. Jeśli nie sterujecie ręcznie zawodnikiem, nie liczcie, że SI wam pomoże. Prostopadłe zagranie? A co tam, wyjdziemy robiąc nieudaną pułapkę offside'ową mimo że nikt nas o to nie prosił. Kontra rywala, przy której jest 4 obrońców i 2 napastników? A tam panie, będziemy cofać się tak długo, aż rywal wjedzie z piłką do bramki. Mało? A co powiecie na niesamowitą inteligencję zawodników sterowanych przez SI, którzy w polu karnym koszą rywali niczym pan Mietek w sobotni poranek kosi trawniki przed blokami na moim osiedlu?

Tak, piłka nożna jest nieprzewidywalna. Czasami od jednego kiksu, zagapienia się czy potknięcia zależą losy mistrzostwa. Ale takie historie występują raz na sezon (o ile nie mówimy o parodii piłki nożnej, jaką jest nasza liga), nie kilka razy w trakcie meczu. Próba wyjścia z kontrą, gdy zawodnik się potknie, irytuje, ale jest do przełknięcia. Jednak gdy w jednym meczu mamy taką sytuację dwukrotnie, a zawodnikiem zapominającym, jak się biega, jest Cristiano Ronaldo czy Leo Messi, to, mówiąc szczerze, zastanawiam się czy ktoś nie robi sobie ze mnie jaj.

Nie jest jednak tak, że EA tylko psuje. Bramkarze faktycznie są tak dobrzy, jak reklamowano. A czasami nawet za dobrzy i nie mówię tutaj o golkiperach światowej klasy. Nawet ci słabsi są w stanie wyjmować takie piłki, że, zależnie od sytuacji, dziękujemy bogu za interwencję albo wkurzamy się niemiłosiernie, gdy z pozoru zmierzająca do bramki piłka jakimś cudem została przeniesiona nad poprzeczkę. Zapomnijcie więc o sytuacjach w których Wasz bramkarz był powodem zawalania kolejnych spotkań. Teraz jego rolę przejęli niestety obrońcy.

FIFA Ultimate Team to dla wielu jedyny powód, dla którego kupuje się ten tytuł. Nie dziwi mnie to. Przypomina mi to zbieranie naklejek do piłkarskich albumów, które uskuteczniałem w dzieciństwie. Pamiętam, gdy w paczce trafiłem swojego ulubionego piłkarza. Duma mnie rozpierała, a i było się czym pochwalić. A co gdyby w kiosku do każdej paczki pozwalano dobrać mi dowolną, nawet najlepszą naklejkę? Właśnie. To w FUT zrobiło EA. Udostępniło opcję wypożyczenia dowolnego zawodnika do naszej drużyny. Miał to być ukłon w kierunku nowicjuszy, ale jedyne co jest, to psucie frajdy z otwierania kolejnych paczek i próby ułożenia własnej drużyny. Wywalono z tego trybu także opcję wymiany kartami, wszystko w imię walki z oszustami, a tak na serio – by uszczelnić żyłę złota, jaką jest ten tryb. A co z innymi trybami gry? No, są. I tyle. Żadnych zmian, nowości, czegokolwiek. Odpalcie lepiej tryb sieciowy, by gra się nie znudziła samemu. Na wszystkie rozegrane spotkania nie napotkałem na szczęście żadnych problemów. Chociaż ciekawe jest, że FIFA 15 to jedyna gra, która ma problem z moimi ustawieniami NAT, mimo odblokowania portów w routerze. Powoduje to czasami odrzucenie wyszukiwania rywala, ale nie jest to bardzo uciążliwe bo wystarczy ponowić parowanie i wszystko działa.

Patrząc całościowo, FIFA 15 to takie dreptanie w miejscu ze strony EA. Brak sensownej konkurencji doprowadził do tego, że na każdą pozytywną zmianę coś trzeba zepsuć, by pozorować prace i zmiany w kolejnej części. Tegoroczna odsłona kolejny raz serwuje nam ten sam komentarz z tymi samymi błędami. Sam nie wiem, czy kiedykolwiek zmieni się coś w tym aspekcie. Jednak ciężko nie oddać produkcji uznania jeśli chodzi o licencje, wykorzystanie współpracy z serwisem Goal, sprawnego trybu online i FUT, które, mimo że wprowadzono do niego złe według mnie zmiany, to i tak bawi. Wgryziono się także w ekran taktyczny, w czym do tej pory seria kulała, oddając uproszczone polecenia dla zespołu i zawodników.

Kto miał kupić to i tak to zrobił. Jeśli ktoś odczuwa znużenie z powodu stagnacji, to lepiej nie będzie.