SKLEP
416V

Rallisport Challenge 2

Dobrych wyścigów w terenie nigdy dość. Xbox właśnie otrzymuje od Dice kontynuację jednej z najlepszych i najpiękniejszych ścigałek po szutrach, błotach, śniegu, asfalcie, jaką oczy graczy widziały.

RalliSport Challenge 2
  • Platformy:  XBOX 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie
  • od lat 3

I mimo faktu, że „jedynka”, choć rewelacyjna,  sprzedała się wyjątkowo słabo (20% tego, co PGR), nie zraziło to uzdolnionej szwedzkiej ekipy, która postanowiła rzucić wyzwanie Codemasters i Evolution Studios. Obydwa studia powinny bowiem zacząć się bać, bo RC2 jest po prostu świetne.

 

 

I to w niemalże wszystkich aspektach.

 

 

Nie zamierzam owijać w bawełnę, że pierwsze Rallisport poznałem na pececie. Był to rok 2003. Gra chodziła płynnie na naszym Athlonie XP+ 1700, 512 RAM i Radeonie 9700. Pamiętam do dziś to uczucie, gdy musiałem zbierać zęby z podłogi, które to dosłownie wysypały się ze szczęki, gdy ta z potężnym impetem uderzyła w glebę. Była to zupełnie nowa jakość w grafice. Piękne, szczegółowe modele aut, wspaniałe otoczenie generowane przez kapitalny silnik gry, efekty graficzne, jak słońce odbijające się na oblodzonej jezdni, przyjemnie dla oka chmury sunące po afrykańskim niebie czy rażące w oczy promienie naszej najbliższej gwiazdy. Wtedy pomyślałem sobie: na tym Xboxie wychodzą bardzo fajne gry! A były to czasy, gdy do konsoli Microsoftu byłem bardzo uprzedzony. Dzisiaj ta animozja do pierwszego X’a wywołuje u mnie śmiech politowania. Bo w końcu to spoko konsola. Konsola, która otrzymała kapitalnego racera. Do czasu nadejścia drugiej części nie myślałem, że na tej generacji konsol pojawi się wyścigówka z grafiką, która przyćmi pierwsze RC. Tak myślałem, dopóki nie nadjechało drugie Rallisport.

 

 

Xbox zdążył do tego czasu przyzwyczaić nas do tego, że jest liderem jeśli chodzi o porządne racery: RC, dwie części PGR, a potem kapitalna Forza. W międzyczasie kropkę nad i postawiło DICE z kontynuacją RC.

 

Sequele, te z gatunku pierwszoligowych, mają to do siebie, że wprowadzają wiele zmian w stosunku do pierwowzoru. W przypadku RC2 takie posunięcia wydają się zbędne. I słusznie, bo po co poprawiać produkt  niemalże idealny? Rozgrywka ma identyczny charakter, co w pierwowzorze: kilka trybów, z których kluczowym są mistrzostwa: za zdobycie jak największej liczby punktów w kolejnych etapach, które są sukcesywnie, w miarę postępów odblokowywane. Podobnie jak i fury – w miarę upływu czasu mamy do wyboru lepsze samochody. Począwszy od Garbusa, Peugota skończywszy na Escudo, który w GT przy odpowiednich ustawieniach potrafił wzbić się w powietrze. I to bez pomocy Redbulla!. Więc autorzy, tworząc tak monumentalne dzieło, nie poszli na łatwiznę, nastawiając się na to, że wszystkich urzekną tylko piękne widoki. Nie wspominając o rozmaitych dodatkach w postaci zmiany kolorystyki autek. Wyścigi dzielą się na kilka rodzajów: odcinki specjalne, w których obok kierowcy siedzi pilot i „tłumaczy” trasę, rally cross, hill climb… Jeździmy o różnych porach dnia i w różnych warunkach pogodowych: raz we mgle, raz po śniegu, innym razem po błocie. Tryb mistrzostw rzuca nas po całej kuli ziemskiej: Szwecja, Argentyna, Monte Carlo, Australia, Stany, Kanada. Odcinków i tras będzie w sumie przeszło ponad pół setki. Mało? W żadnym wypadku, ponieważ wiele odcinków jest naprawdę długich i wymagających (zwłaszcza nocne wojaże po zaśnieżonej Szwecji), a dwa – niektóre trasy można objeżdżać w nieskończoność. Czemu? Wspominałem o tym i wspomnę raz jeszcze poniżej.

 

 

Autami prowadzi się nad wyraz przyjemnie. Sterowanie to po prostu mistrzostwo. Robotę, jaką DICE w tej kwestii odwaliło, określiłbym mianem trafienia w złoty środek. Każde auto, co prawda, szczególnie różne ich klasy, prowadzi się inaczej, ale nie ma mowy ani o podsterowności ani o zbyt intuicyjnych reakcjach fur na poruszanie analogową gałą. Auta po prostu „się czuje”, co z RC2 czyni idealną arcade’ową ścigałkę. Czy to źle? Skąd?! Ilość funu, jaka wylewa się z telewizora i napędu konsoli w moment zapełni pokój gracza. A malkontentom, którzy narzekają na brak realizmu, polecam Richard Burns Rally. Gość jest, a raczej był (RIP) wymagający, co wielu doprowadzając do szewskiej pasji. DICE poszło innymi drogami – jak największa klientela powinna się beztrosko bawić przy ich produkcie. I tak bez wątpienia będzie.

 

 

Powrócę raz jeszcze do najbardziej rozpoznawalnego elementu Rallisport 2. Oprawy graficznej. Jest po prostu k a p i t a l n a! Aż dziw bierze, ile udało się wycisnąć developerom ze zmodyfikowanego nieco G-force’a 3, który odpowiada za wyświetlanie grafiki w Xboxie. Konia z rzędem temu, kto znajdzie na blaszaku grę rozgrzewającą do czerwoności G3 i PIII! Fury i otoczenie powalają bogactwem detali, oświetleniami. Polecam zwłaszcza pewną trasę zjazdową w Kanadzie: wschodzące słońce przebijające się przez lekką mgłę, na gorące barwy oświetlające zimowy krajobraz. Po prostu szok. Do tego 60 fps i niesamowita dynamika. Zastrzeżeń nie można mieć tak samo do oprawy dźwiękowej, choć muzyka średnio podchodzi. Ale, zawsze można ją ściszyć. Wszak, w rajdówkach muzyka zawsze odgrywała – nomen – omen – drugorzędną rolę. Jak to w przypadku Xboxa istnieje możliwość gry przez sieć. Zabawa wtedy nabiera zupełnie nowego wymiaru, a wrażenia z gry sieciowej są jeszcze większe.

 

Tagi:

Werdykt
  • + Kapitalna oprawa graficzna
  • + Sterowanie
  • + Miodność
  • + Dynamika
  • - Muzyka może nie pasować
  • - A gdzie RC3?!
veteranus
veteranus RC2 dołącza do elitarnego klubu racerów nie tylko na Xboxie, ale w ogóle na konsolach. Tytuł obowiązkowy nie tyle dla fanów racerów co dla posiadaczy Xboxa.
Oceń recenzję
+ +6 -

Miesięcznik PSX Extreme