Hope's Peak Academy to szkoła dla wybitnie uzdolnionej młodzieży, która przyjmuje jedynie najlepszych w swojej dziedzinie. Czy są to przedmioty ścisłe? A może Japonia widzi przyszłość w rękach humanistów? Nic z tych rzeczy! Podobnie jak w poprzedniczce, mamy tu do czynienia z Mistrzowskim Kucharzem, Najlepszym Yakuzą, Nie Mającym Sobie Równych Szczęściarzem czy nawet… Bezkonkurencyjną Księżniczką.

Uczniowie ci jednak, zamiast w szkole, znaleźli się na bezludnej wyspie. Gdzie są? Jak tam trafili? Dlaczego różowy króliczek podaje się za ich nauczyciela i zapewnia, że to zwykły wyjazd integracyjny? Wszystkie te pytania schodzą na drugi plan, gdy pojawia się dyrektor szkoły, pluszowy miś Monokuma, który stawia sprawę jasno – by opuścić wyspę, należy zabić jednego z rówieśników i nie zostać wykrytym podczas uczniowskiego dochodzenia. Jeśli reszta prawidłowo odgadnie sprawcę – ten otrzyma wyrok śmierci. Jeśli jednak się pomylą, to wszyscy zostaną straceni, a winny wyjdzie na wolność.

Podstawy rozgrywki pozostały bez zmian – każdy z rozdziałów dzieli się na Czas Wolny, Śledztwo i Proces Sądowy. Na początku rozmawiamy z innymi, zawieramy przyjaźnie, zwiedzamy nowe miejsca (po każdym procesie odblokowuje się kolejna wyspa) i w ogóle jest wspaniale – w końcu jest plaża, wyżywienie, ciekawi ludzie, a nikt nie ma ochoty zabić kogokolwiek… prawda? Sielankę przerywa jednak śmierć ucznia, bo sprytnemu Monokumie zawsze uda się w jakiś sposób sprowokować zabójstwo. A wtedy luźne rozmowy zastępują podejrzliwe spojrzenia – morderca jest wśród nas i jeśli go znajdziemy, wszyscy umrzemy.

Śledztwo polega na szukaniu poszlak i zbieraniu zeznań, które później wykorzystamy podczas Procesu. Oczywiście ten nie zacznie się, póki nie zbadamy każdego istotnego elementu - to w końcu Visual-Novel i wszystko idzie tu jak po sznurku. Czy to wada? A skąd! Tylko w ten sposób twórcy mogli przedstawić tak fascynującą i pełną nagłych zwrotów fabułę. Wykazać się umiejętnościami mamy okazję dopiero w trakcie Procesu, który składa się z kilku minigierek i bez detektywistycznej żyłki do zagadek kryminalnych nie pchniemy historii dalej.

Z części pierwszej powracają wybory odpowiedniego dowodu, rytmiczna walka na argumenty, wisielec w ulepszonej wersji oraz danie główne - odstrzeliwanie fałszywych zeznań. Argumenty służą nam wtedy jako naboje, a my, słuchając, co do powiedzenia mają rówieśnicy, próbujemy znaleźć i ujawnić kłamstwo. Z nowości mamy tu starcia jeden na jednego (ciachanie zeznań niczym we Fruit Ninja) oraz Logic Dive, czyli prosta minigierka z jazdą na desce, gdzie omijamy przeszkody i odpowiadamy na pytania. Wszystko to wymaga od gracza spostrzegawczości, szybkiego kojarzenia faktów i zręczności. A chociaż czasem miałem ochotę rzucić to w cholerę (no bo przecież nie zmniejszę poziomu trudności!), chwila przerwy i ponowne przeanalizowanie uzbieranych dowodów pozwoliło w końcu dojść do poprawnego rozwiązania. Satysfakcja jest wtedy ogromna.

Procesy z czasem stają się coraz trudniejsze, lecz i nasz bohater rośnie w siłę – przyglądanie się przedmiotom i chodzenie na piechotę między lokacjami (w dwóch i trzech wymiarach) podwyższa nasz poziom doświadczenia. Ten pozwala wykorzystać specjalne umiejętności, zdobywane przez poznawanie reszty uczniów bliżej. I nie była by to japońska gra, gdybyśmy nie dostawali bielizny rozmówcy za napełnienie paska znajomości do pełna.... Tylko jak tu się integrować się z resztą uczniów, gdy wciąż zadajemy sobie pytanie - czy zdążymy wejść w bliższy kontakt przed kolejnym morderstwem? Czy ta osoba będzie ofiarą? A może zabójcą?

Obawiałem się, że sequel będzie powtórką z Danganronpa: Trigger Happy Havoc (PS Vita), tyle że na tropikalnej wyspie. Nawet postaci jakoś podobnie wyglądały. Nie ma się jednak czego obawiać – każdy uczeń jest tu na swój sposób wyjątkowy (czyt. dziwaczny) i wnosi coś do historii, skomplikowane śledztwa znalazłyby miejsce w lepszych kryminałach, a zagadka śmiertelnej gry, walka nadziei z rozpaczą i niszcząca łeb końcówka nie pozwalają oderwać się od ekranu niczym świetna książka. Przez długi, bardzo długi czas.

Bo najnowsza Danganronpa zajmie Wam spokojnie ponad 30 godzin gry! Pewnie, w większości to miliony okienek z dialogami, lecz czas upływa szybciej, niż na oglądaniu seriali, a przy dłuższych rozmowach można postawić gdzieś PS Vitę, wziąć popcorn, włączyć tryb AUTO i pozwolić, by tekst przewijał się sam, rozkoszując się twistami fabularnymi. Na deser dodatki – historyjka light novel do przeczytania, prosta gierka polegająca na zabijaniu potworków tęczowymi sidłami oraz znany z poprzedniczki tryb normalnej gry, gdzie uczniowie nie muszą zabijać siebie nawzajem, a w zamian zarządzamy poszukiwaniami surowców i bawimy się w prosty crafting. Nic specjalnie grywalnego, ale jako ciekawostka przejdzie.

Powracają wpadające w ucho motywy muzyczne i znów możemy wybrać, czy chcemy słyszeć wypowiadane kwestie w języku japońskim lub angielskim. Do tego dochodzą cieszące oko brutalne arty śmierci (z wizytówką serii – jaskraworóżową krwią), malownicze miejscówki (przebijające między budynkami i drzewami słońce!) oraz wyraziście wyglądające postacie. Wszystko utrzymuje poziom oryginału, ale też bez jego znajomości nie warto podchodzić – być może uda Wam się grę ukończyć, lecz znajdziecie tu wystarczająco dużo spoilerów, by zepsuć sobie „pierwszy raz” z jedynką.

Dla weteranów Danganronpa: Trigger Happy Havoc (PS Vita) zaś – pozycja obowiązkowa. Tutejsza fabuła nadaje głębi oryginalnej historii, czas gry jest znacznie dłuższy, a konflikt między nadzieją i tytułową rozpaczą nabrał na sile. Trzeba jednak pamiętać, że to Visual-Novel i nie znajdziecie tu wiele rozgrywki jako takiej – to bardziej interaktywna książka z obrazkami, sprawdzająca od czasu do czasu czy jesteśmy uważni i wszystko rozumiemy. Dla nowicjuszy w temacie polecam część pierwszą, a cała reszta dobrze wie, że Monokuma i ferajna nie zawodzą.