Kiedy myślę Spider-Man, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to pajęcza sieć i bujanie się między nowojorskimi wieżowcami. Każdy, kto darzy sympatią Petera Parkera i jego wyjątkowe zdolności, na pewno marzył w dzieciństwie, żeby choćby na chwilę móc poczuć to, co marvelowski bohater, kiedy przytwierdza sieć do kolejnych budynków i wzbija się ku niebu. Choć gier o Człowieku-Pająku było już od groma (nasz przegląd znajdziecie tutaj), to zaryzykuję stwierdzenie, że dopiero The Amazing Spider-Man 2 pozwala nam prawdziwie wejść w buty Parkera i cieszyć się każdym przemierzonym w powietrzu metrem. Wszystko to dzięki nowej mechanice huśtania się z użyciem pajęczej sieci. O ile już w poprzednich produkcjach o sympatycznym Pajączku mieliśmy do czynienia z systemem, który opierał się na założeniu, że wystrzeliwana przez naszego protagonistę sieć musi zaczepiać się o okoliczne budynki, to nie zawsze działało to w stu procentach prawidłowo. Panom z Beenox udało się jednak doprowadzić ten element rozgrywki do perfekcji. Po raz pierwszy do bujania się po mieście używamy dwóch przycisków, lewego i prawego triggera, odpowiedzialnych odpowiednio za lewą i prawą rękę. W połączeniu ze znanym z pierwszej odsłony mechanizmem „Web Rush”, umożliwiającym zatrzymanie czasu i dokładne wybranie miejsca, do którego chcemy się dostać, daje to znacznie więcej możliwości i swobody w powietrznych akrobacjach. Niestety, jest to jedna z nielicznych rzeczy, która w produkcji kanadyjskiego studia hula jak trzeba.

W The Amazing Spider-Man 2 twórcy chcieli, a przynajmniej takie było chyba założenie, pokazać nam, że bycie obrońcą miasta wiążę się z ogromną odpowiedzialnością, motywem tak często podkreślanym w filmach i komiksach o Człowieku-Pająku. I choć sam pomysł mi się podoba, to wykonanie woła o pomstę do nieba. Na mapie wirtualnego Nowego Jorku rozsianych jest mnóstwo misji pobocznych, takich jak zapobieganie kradzieżom, włamaniom, ratowaniu ludzi z płonących budynków, czy też pomaganiu stróżom prawa przy samochodowych pościgach i strzelaninach. Wykonanie tych zadań oznacza wzrost naszej reputacji i zaufanie mieszkańców miasta. Problemem jest jednak to, że misje te dostępne są tylko przez określony czas, więc jeśli nie wyruszymy do płonącego po drugiej stronie Manhattanu drapacza chmur, skończy to się śmiercią cywili i spadkiem naszych notowań u miejscowej ludności. Dlaczego uważam to za rzecz problematyczną? Ano dlatego, że wirtualny Nowy Jork przypomina pod względem kłopotów z przestępczością Gotham City - co chwilę w kilku miejscach jednocześnie ktoś potrzebuje naszej pomocy. Czasu na udzielnie jej każdemu nigdy nie starcza, zatem siłą rzeczy pomimo naszych starań i tak koniec końców postrzegani jesteśmy jako upadły heros i zagrożenie. Ponadto misje są powtarzalne i szybko zaczynają nudzić. Do ich wykonywania nie zachęca też świadomość, że poziom reputacji nie ma żadnego wpływu na przebieg głównego wątku fabularnego.

Skoro już jestem przy fabule, to od razu podkreślę, że tutaj również nie ma się co nastawiać na fajerwerki. Mimo że scenarzyści zatrudnieni przez Beenox mieli wolną rękę, bowiem historia nie idzie dokładnie śladami tej filmowej, ze swoich obowiązków wywiązali się kiepsko. Do gry wrzucono mnóstwo postaci znanych z komiksów o Spider-Manie, ale przedstawiono je tak pobieżnie i bezpłciowo, że jako tako broni się chyba jedynie Kraven Łowca. Opowieść skacze po różnych wątkach, niemających ze sobą żadnego związku, dlatego czasem można mieć problem z przypomnieniem sobie, po co tak naprawdę wykonujemy określone zadania.

Te z kolei do porywających nie należą. Misje z głównego wątku wyglądają z reguły tak samo - docieramy do punktora na mapie, czekamy kilkanaście sekund na wczytanie się zamkniętej lokacji, pierzemy kilku oprychów (choć zdarza się, że eliminujemy ich po cichu, z ukrycia), czasami czeka nas na końcu potyczka z bossem - ograniczająca się do mashowania przycisku odpowiadającego za atak i wciśnięciu uniku, kiedy nad głową Pajączka pojawi się specjalna ikonka. Nowinką są momenty, kiedy sterujemy Peterem i prowadzimy dziennikarskie śledztwo. Etapy te polegają na odpytywaniu wskazanych nam przez grę postaci posiadających jakieś istotne informacje. Podczas tych rozmów mamy co prawda drzewka dialogowe, ale jedyne, o czym decydujemy, to kolejność zadawania pytań, bo zadać możemy wszystkie, bez żadnych konsekwencji. Widzicie w tym sens? Ja też nie. Wszystkie misje są krótkie, na dodatek poprzedzane i zakańczane trwającymi zdecydowanie zbyt długo ekranami wczytywania.

Zmianom w porównaniu do poprzedniej odsłony serii nie uległ praktycznie system walki. Sprowadza on się w dalszym ciągu do dwóch przycisków: ataku i kontry. Dość szybko takie rozwiązanie zaczyna nużyć i nie ratują tego nawet odblokowywane z czasem nowe ataki. W grze znajdziemy za to kilka różnych kostiumów, każdy posiadający inne atrybuty - jeden będzie charakteryzował się zadawaniem większych obrażeń, inny lepszą odpornością na otrzymywane ciosy itd. To miły dodatek, ale przyznam szczerze, że nie odczułem jakiejś wielkiej różnicy pomiędzy kostiumami, wykluczając oczywiście aspekty wizualne.

Na koniec wspomnę jeszcze tylko o znajdującym się w grze sklepie z gadżetami Marvela, prowadzonym przez twórcę postaci Spider-Mana, Stana Lee. Możemy tam obejrzeć artworki, figurki przedstawiające postaci z gry, a nawet poczytać pełne wydania komiksów. Fani kultury obrazkowej z pewnością to docenią.

The Amazing Spider-Man 2 to pozycja średnia, która wpisuje się w dobrze znany nam stereotyp o grach na filmowej licencji. Wydaje się, że deweloperowi przede wszystkim zabrakło czasu na doszlifowanie wielu elementów, bo kilka interesujących pomysłów bez wątpienia w głowach panów z Beenox się zrodziło. Kanadyjczycy udowodnili już wcześniej, że potrafią robić dobre tytuły z Człowiekiem-Pająkiem w roli głównej, jak chociażby Shattered Dimensions czy nawet pierwszy Amazing. Dlatego też to, co otrzymaliśmy przy okazji kinowej premiery obrazu Marca Webba, jest dla mnie tak dużym zawodem.