Sama gra jest genialna w swojej prostocie – zasiadamy za sterami samolotu, który ma za zadanie rozwalić wszystko, co napotka na swojej drodze. Mogą to być małe samolociki wroga, myśliwce, łódki, wynurzające się łodzie podwodne i ogromne krążowniki lub zajmujący pół nieba statek-matkę. Do wykonania mamy konkretne zadania takie jak zestrzelenie 10 przeciwników pod rząd, samemu nie odnosząc obrażeń, lub nabicie wskaźnika combo do maksymalnej wartości [x20] i zniszczenie trzech statków. Po wykonaniu odpowiedniej ilości zadań awansujemy na wyższy poziom pilota, odblokowujemy nowe działo, kadłub lub napęd i powtarzamy czynność do znudzenia. Strzelamy za pomocą jednego z czterech przycisków [najwygodniej X-em], obracamy samolot kręcąc gałką lub wciskając przyciski krzyżaka, a napęd włączamy jednym z czterech dodatkowych przycisków [L1,L2,R1,R2]. W praktyce ograniczałem się tylko do gałki, X’a i R1. Proste sterowanie gwarantuje, że nawet osoby nieobyte z padem nie poczują się zagubione i w mig podchwycą, jak manewrować samolotem. Podczas rozgrywki należy uważać, by nie wznieść się ponad chmury, bowiem wtedy otrzymujemy obrażenia, tak samo jest w przypadku, kiedy nasz samolot wpadnie do wody. Jeśli zauważymy, że samolot się pali, wystarczy przez parę sekund wstrzymać się ze strzelaniem, a zdrowie samo się zregeneruje.

Z każdą zmianą części otrzymujemy nowe zadania i tak np. kadłub, który jest niewrażliwy na bliskie kontakty z innymi jednostkami, wymaga od nas zniszczenia określonej liczby przeciwników bez wystrzeliwania chociażby jednego pocisku. Kombinacji sprzętu jest sporo, bo aż 125, i każda, nawet najmniejsza zmiana powoduje inny zestaw przeciwników do zestrzelenia i inne scenariusze bitwy. Wprawdzie większość nieprzyjacielskich jednostek pojawia się na ekranie losowo, lecz nie sposób nie zauważyć, że określone bronie powodują wysyp innych jednostek i tak, wybierając bomby, mamy do czynienia z większą liczbą statków i wszelkiej maści wodnych okrętów, a wybierając strzelające wieloma pociskami działko, zauważamy wzmożoną aktywność samolotów wroga. Oprócz kadłubów i broni do wyboru mamy jeszcze napęd, który może działać na zasadzie antygrawitacji [bez włączonego napędu lecimy w kierunku, w jakim ostatnio skierowaliśmy samolot, jak gdyby akcja działa się w przestrzeni kosmicznej] lub jako wyrzucający z tyłu samolotu dodatkowe pociski.

Jeśli to nadal mało, to w pewnym momencie odblokowuje się dodatkowy tryb gry, gdzie na ekranie dzieje się istna rzeźnia i tylko najbardziej wytrwali grający masochiści są w stanie czerpać z niego radość. W miarę postępu możemy także uzyskać dostęp do innych palet kolorów, jednak mimo wszystko podstawowa gwarantuje najlepszą widoczność na polu bitwy i pozostałe włączałem raczej jako ciekawostkę, by za chwilę powrócić do domyślnej. Luftrausers (PS Vita) to gra z gatunku rogue-like, gdzie ginie się często i szybko, jednak stawiane przed graczem wyzwania [a jest ich łącznie ponad 100], sprawiają, że jest to idealna gra na wskoczenie na parę minut i spróbowanie ukończenia choć jednego z nich.

Gra została wydana na PlayStation 3 i PlayStation Vita, jednak są to identyczne twory, które niczym się od siebie nie różnią. Na mniejszym wyświetlaczu Vity grafika może mniej razić po oczach, jednak to na dużym telewizorze łatwiej manewrować między przysłaniającymi ekran pociskami wroga. Gdybym miał wybierać, wskazałbym na wersję dla PlayStation Vita, gdzie tego typu małe produkcje spisują się idealnie jako wypełniacz czasu w trakcie dojazdów do uczelni lub pracy. Nie da się jednak ukryć, że po zdobyciu większości części do naszego samolotu i wypełnieniu około połowy zadań robi się coraz trudniej, początkowa radość z postępu niknie i gra zostaje w naszej pamięci z przylepioną etykietką „przyjemna popierdółka, do której za tydzień się nie wróci”. Na plus system Cross-Buy – wydając pieniądze raz dostajemy obie wersję gry - na PlayStation 3 i PlayStation Vita.