Jeśli z jakiegoś powodu nie wiecie jeszcze nic lub bardzo niewiele na temat tegorocznej edycji gry FIFA 14 na PlayStation 3 i tego jak bardzo różni się ona od swoich poprzedniczek na tą platformę, to zapraszam najpierw do lektury mojej recenzji sprzed niecałych dwóch miesięcy. W tym tekście skupię się natomiast wyłącznie na tym co zmieniło się w trakcie przeskoku na next-geny, co specjaliści z EA poprawili, co zostawili bez zmian, a co (z nie do końca zrozumiałych powodów) wyleciało.

Zacznijmy więc od zmian najbardziej przy przesiadce na nową generację sprzętu oczywistych, tzn. od grafiki. Oglądając filmiki przed premierą spodziewałem się skoku jakościowego, ale niezbyt dużego. Efekt końcowy faktycznie nie powala na kolana, ale gra wygląd jednak ciut lepiej niż pierwotnie myślałem. Cieszy znacznie szersza paleta animacji postaci. W edycji na PS3 niektóre sekwencje ruchów odpowiadały często za kilka podobnych, ale mimo wszystko innych (w realnym świecie) manewrów boiskowych. Przykładowo podania zwykłe i prostopadłe miały identyczne animacje. Teraz jest inaczej, dzięki temu łatwiejsze stało się także dryblowanie, bo lepiej widzimy co zrobił nasz podopieczny i co obrońca ma zamiar zrobić za chwilę.

Trochę lepsze wydają się być również twarze piłkarzy, ale w tym przypadku mowa może być co najwyżej o zmianach kosmetycznych (bardziej szczegółowe wizerunki co bardziej znanych kopaczy), a nie o przełomie. Niestety usprawnieniu nie uległa praktycznie wcale mimika piłkarzy. W efekcie na powtórkach oraz w trakcie celebracji zdobytych bramek cały czas piłkarze strzelają dziwne miny, a patrzenie na rywali zezem rozbieżnym nie jest czymś wyjątkowym. Do szczegółowości modeli, plastyczności działania strojów czy pojawiającego się w trakcie meczu na ciałach potu znanych z NBA 2k14 aktualnej edycji piłki od EA jeszcze daleko. O obecnym tam systemie dynamicznego odwzorowywania emocji wymalowanych na licach koszykarzy nawet nie wspomnę, bo znajduje się on lata świetlne przed serią FIFA.

Programiści z EA Sports podpatrywali jednak na 100% osiągnięcia kolegów z Visual Concepts jeśli chodzi o sprawianie wrażenia uczestnictwa w prawdziwym sportowym wydarzeniu. We wspomnianej serii traktującej o baskecie element ten jest doprowadzony do perfekcji. FIFA 14 czyni bardzo duży krok w tym kierunku. Przed najważniejszymi meczami mamy do czynienia z pięknym rzutem kamery z helikoptera na stadion, obejmującym także okoliczne ulice i normalny ruch samochodów na nich. Autorzy robili także wszystko, aby grający zobaczyli jak szeroką licencją dysponuje EA, więc dostajemy zbliżenia na charakterystyczne elementy architektoniczne danej areny i jej nazwę. Następnie włączają się komentatorzy. Mający bardzo dużo do powiedzenia komentatorzy dodajmy, nieporównywalnie więcej niż pojawiający się od lat w naszej edycji duet Szpakowski – Szaranowicz (choć niektórzy uznają pewnie za wadę całkowity brak języka polskiego w grze, nawet w menusach). Co więcej, zwykle ich teksty są celne, adekwatne do wydarzeń boiskowych. Nowych animacji doczekały się też sygnalizacja doliczonego czasu, zmiany itd.

Skoro już o zmianach w trakcie meczu mowa, to należy pochwalić programistów za optymalizację. Już w przypadku edycji na PS3 chwaliłem poprawienie czasów ładowania w stosunku do poprzednich odsłon. Tutaj mamy do czynienia z kolejnym krokiem w przód. Menu w grze odpala się natychmiastowo, tak samo wygląda to w przypadku zmian, rzutów wolnych czy wrzutów z autu (w przypadku tych ostatnich cieszy mnogość animacji wybijania piłki do wykonującego aut oraz naturalność przechodzenia od stałego fragmentu gry do normalnej akcji). Zaskakująco szybko ładuje się samo spotkanie, a w momencie gdy zaczyna się prezentacja możemy od razu kliknąć X i ją pominąć, aby rozpocząć zabawę. Nie ma mowy o oczekiwaniu i dogrywaniu się w tle. Natychmiastowo da się też rozpocząć grę po pierwszym włożeniu płytki do napędu, ponieważ w trakcie trwania wielogigabajtowej instalacji FIFA proponuje rozegranie El Classico między Realem i Barcą, przy pełnej fajerwerków oprawie i pełnoprawnym komentarzu. Fajne i godne polecenia, prawdziwie nextgenowe rozwiązanie.

Doskonale sprawuje się w trakcie gry głośno reklamowany nowy silnik Ignite. FIFA działa w płynnych i stabilnych 60 klatkach na sekundę w rozdzielczości 1080p. Tylko na powtórkach animacja spada do 30 klatek, na szczęście również, w odróżnieniu od starszych części, dość stabilnych. Ostatnie dwa elementy wizualne, które należy pochwalić to murawa i publiczność. Ta pierwsza wreszcie nie wygląda jak parkiet lub inne lodowisko. Zdaje się być chropowata, złożona z pojedynczych źdźbeł. Oczywiście to tylko iluzja, ale całkiem sprawnie zrealizowana. Drugim elementem, którym EA się bardzo mocno chwaliło jest publiczność, która nie jest już teraz złożona z armii kilku identycznych klonów vel zombie (ten drugi przydomek z powodu ich anemicznych reakcji). Teraz trybuny faktycznie żyją, choć dobrze widzimy to tylko w trakcie wchodzenia zespołów na stadion i cieszynek po zdobytych golach. Na pewno jest to krok w dobrym kierunku, przybliżający nas do „realizmu” przynajmniej pod względem wizualnym.

Kilka zdań należy także poświęcić nowej fizyce piłki. Ta funkcjonalność była już obiecywana w edycji na PS3, ale w recenzji sprzed 2 miesięcy pisałem, że nie byłem w stanie zaobserwować jakichś większych zmian w tym zakresie i to twierdzenie w odniesieniu do starszej konsoli Sony podtrzymuję. Natomiast na PlayStation 4 gołym okiem da się zauważyć, że futbolówka częściej dostaje rotacji, można wykonywać piękne przerzuty z flanki na flankę po „rogalu”, a także zwiększyła się dokładność tak zwanych precyzyjnych strzałów (odpalanych po przytrzymaniu modyfikatora i wygięciu gałki w odpowiednią stronę). Poza tym piłka od czasu do czasu potrafi zachować się w sposób nieprzewidywalny przy jej przyjmowaniu lub wykonywaniu jakiegoś manewru, co dla mnie również stanowi zaletę, ale osoby nastawione na masterowanie i poważną grę turniejową może doprowadzić do szewskiej pasji.

Powodów do frustracji nie dostarcza na szczęście komponent sieciowy. Jak na pierwsze dni po premierze konsoli w Europie działał on wręcz doskonale. Intensywne testy gry wieloosobowej rozpocząłem w sobotę i do poniedziałku późnym wieczorem nie spotkałem się z sytuacją, aby gra przez dłużej niż kilkanaście-kilkadziesiąt sekund szukała mi rywala. I tylko w trakcie jednego, może dwóch meczów zdarzało się lekkie klatkowanie (mam łącze 10 Mbps, dzielone „w szczycie” z 3 innymi konsolami, 3 laptopami i 2 smartfonami, ale PS4 zostało z racji funkcji streamingowych połączone z routerem kablem). Ciekawe jest też to, że gra po sieci stanowiła dla mnie od razu wyzwania. Zwykle po odpaleniu nowej FIFY miałem 10-20 łatwych spotkań, gdy lałem jakichś randomów po 3,4 do zera, pod warunkiem oczywiście, że nie uciekli z powodu frustracji. Teraz przeciwników dostawałem zwykle nie odstających ode mnie przesadnie poziomem. Oznacza to, że albo EA wzięło pod uwagę mój dorobek z poprzednich gier na PS3 lub też na razie na next-genie grają przede wszystkim najwięksi hardkorowcy. Oba rozwiązania uznałbym za pozytywny znak.

Niestety, tak jak wspomniałem na wstępie, nie wszystko (dosłownie i w przenośni) w FIFA 14 zagrało. Na początek cięcia w trybach. Na szczęście zostały te najpopularniejsze, czyli m.in. kariera, sezony online, Ultimate Team czy minigierki rozwijające nasze umiejętności. Pożegnać się, przynajmniej na razie, musimy za to z turniejami, FIFA Interactive World Cup też Creation Center. Prawdopodobnie było to spowodowane cięciem kosztów i/lub goniącymi programistów terminami, ale nie usprawiedliwia to pozbawienia nam możliwości, oferowanych przez wersję na słabsze sprzęty. Oby te tryby powróciły za rok, może z usprawnieniami. Gra nie robi też specjalnego użytku z największej innowacji DualShocka czwartego, czyli panelu dotykowego. Pozwala on tylko wcielać się w bramkarza po kliknięciu.

W zakresie samej rozgrywki wyeliminowano wszystkie te błędy, które zdążyły w okresie od mojej recenzji zostać poprawione łatkami w FIFA 14 na PS3. Niestety największa wada tegorocznej „fifki” pozostała. Zbyt dużo goli pada po wrzutkach górą w pole karne, szczególnie z rzutów rożnych. Ponad połowa zagranych w trakcie moich meczów przeze mnie i rywala górnych piłek lądowała na głowach napastników, a ci zamieniali znaczną część tych szans na bramki. Gdy Aguero podskakiwał obok stojącego jak słup Mertesackera (różnica we wzroście na korzyść obrońcy w tym przypadku to prawie 30 centymetrów) i ładował po raz kolejny piłkę do mojej siatki to miałem ochotę bić głową w ścianę. Gdzieś w sieci wyczytałem, że twórcy ostro pracowali nad tym, aby na next-genach większa liczba gracy rywalizowała o piłkę po zagraniu z kornera. Niestety, ja takiej zmiany nie zauważyłem.

FIFA 14 to pozycja dopracowana prawie pod każdym względem, zawierająca, jak zdążyliście na pewno po lekturze powyższych akapitów zauważyć, ogromną liczbę drobnych usprawnień. A nie wspomniałem chociażby w ogóle o możliwości grania poprzez Remote Play, który działa bardzo poprawnie, choć emulacja przycisków L2 i R2 przez górną część tylnego panelu potrafi zdenerwować. Niestety najnowsza FIFA została objęta programem cyfrowej aktualizacji wersji PS3 do PS4. Gdyby taka opcja tu występowała, to poniższa nota byłaby jeszcze o pół oczka wyższa. Podbić ją dalej mogłoby nie wycinanie kilku mniej popularnych trybów, bo ja bardzo takich zabiegów nie lubię. Niemniej jednak jeśli wytrzymaliście i nie wydaliście wcześniej ciężko zarobionych złotówek na edycję na starszą czarnulkę, a jesteście fanami piłki nożnej, to FIFA 14 bezapelacyjnie powinna znaleźć się w czytnikach waszych konsol i zagościć tam na długie zimowe miesiące. Tym bardziej, że patrząc na inne recenzje, to tak wysokiej jakości gier PS4 nie dostało na start zbyt wielu.