Uniwersum gry oparto luźno na nordyckiej mitologii, której bohaterowie stanowią główną obsadę tego tytułu. Rolę główną i tytułową zajmuje tu walkiria Lenneth, której rola to przeprowadzanie zmarłych wojowników z ziemskiego padołu do zaświatów. W służbie Odynowi osądza każdego poległego herosa, decydując o tym czy trafi do Walhalli i tam służyć będzie królowi wszystkich bogów, czy trafi do Niflheim, gdzie zajmie się nim pani niegodnych, Hel. Nie robi tego jednak z byle powodu - w niedalekiej przyszłości ma się rozpocząć Ragnarok, koniec świata, w którym bogowie (Aesir) zetrą się w wielkiej bitwie z antagonistami tego wątku, jakimi są demony Vanir. Wojownicy pozyskani przez Lenneth, określani jako "einherjar", mają zasilić armię Walhalli w tej wielkiej chwili. Rola naszej nietypowej protagonistki w historii sprawia, że obserwujemy ją z dosyć nietypowego punktu widzenia. Zamiast skupiać się na niewielkiej grupce bohaterów, poznajemy krótkie epizody licznych postaci, które później walczą u naszego boku. Dowiadujemy się w jaki sposób umarli, o czym myśleli w swych ostatnich chwilach i jak osądza ich Lenneth. Wadą posiadania dużej grupy grywalnych postaci, tak jak tu, czy w serii Suikoden lub w Chrono Cross, jest słabe rozbudowanie charakterystyk większości ze spotkanych bohaterów, które praktycznie nie mają własnych dialogów w grze poza chwilami, w których je przyłączamy. Na całe szczęście mamy w grze niewielką grupkę bohaterów pierwszoplanowych, na których historie położono większy nacisk. Z większością einherjar przyjdzie nam się niestety szybko rozstać, ponieważ Odyn wymaga od nas regularnego odsyłania bohaterów do Walhalli. Pomimo tego, historia jest niebanalna, poważna, momentami brutalna, choć z całą pewnością nie tak, jak sama nordycka mitologia. Pomimo dziwnego jej przedstawienia, fabuła jest bardzo ciekawa.
 
Elementem, który szczególnie wyróżnia Valkyrie Profile spoza innych japońskich gier RPG jest jej system. Gdy jesteśmy na mapie świata, sterujemy lecącą Lenneth wybierając w ten sposób miasta i dungeony, do których zostaliśmy skierowani podczas wykonywania Spiritual Concentration (duchowa koncentracja). Gdy jesteśmy na mapie świata obserwujemy wszystko w grafice 3D. Jednak gdy wchodzimy do jakiejś lokacji, tryb zmienia się w 2D, trochę upodabniając się do platformówek. Bohaterka skacze, strzela kryształami, które mogą posłużyć nam jako podpory do wspięcia się wyżej lub jako tymczasowy unieruchamiacz przeciwników, często musimy rozwiązywać logiczne zagadki, żeby odblokować przejście do kolejnej lokacji. Elementy platformowe szybko się jednak nudzą, a w kilku momentach są wyjątkowo irytujące, gdyż wymagają zręczności przekraczającej to, czego oczekiwać może fan klasycznych jRPG. Nie jest to jednak jedyna nowość. Ze względu na zbliżający się Ragnarok, istnieje w grze pewne ograniczenie czasowe. Na każdy rozdział mamy przypisaną ilość punktów, które wykorzystujemy podczas eksplorowania miast i innych odkrytych lokacji lub poświęcamy je na odpoczynek. Ograniczenie czasowe nie jest tak uciążliwe, jeżeli gramy na niższym poziomie trudności, jednak na najwyższym możemy szybko odkryć, że nie mamy wystarczająco dużo punktów na odwiedzenie danego lochu kilka razy, aby podbić naszym herosom poziom doświadczenia. Może być to irytujące, dlatego że bez porządnego grindingu gra jest niemal niemożliwa do przejścia. Dodatkowo odebrano graczom możliwość zwiedzania miasteczek i rozmawiania z mieszkańcami, co dla wielu graczy jest ważnym elementem rozgrywki. Jeśli wykorzystamy wszystkie punkty w rozdziale, przechodzimy do następnego rozdziału, poprzedzonego krótką wizytą w Walhalii, gdzie zobaczyć możemy jak się mają odesłani wcześniej bohaterowie. Walkyria Freya komentuje nasze starania po każdym rozdziale, oceniając, czy przysłani bohaterowie są cokolwiek warci, nagradzając nas adekwatnie do poziomu swojego zadowolenia. Jako, że możemy równie dobrze nie wysyłać jej absolutnie żadnego z pozyskanych einherjar, rezultat ostatecznej bitwy z Vanirami może być różny. Istnieją trzy zakończenia gry, dwa dosyć oczywiste i jedno wyjątkowo trudne do pozyskania.
 
W Valkyrie Profile zrezygnowano z losowych walk. Wszyscy przeciwnicy, a raczej ich drużyny, są widoczne na planszy jako zjawy. Gdy ich dotkniemy lub uderzymy mieczem, rozpoczyna się walka. Przebiega ona całkowicie odmiennie od tego co znane nam jest z innych gier jRPG. Biorą w niej udział Lenneth oraz trzej einherjar, a choć sama walka jest turowa, nie można jej odmówić dynamizmu. Pod każdą postać podpisany jest jeden z guzików na joypadzie i po ich wciśnięciu nasi herosi zaczynają natarcie, uderzając jednocześnie w potężnej serii. Odpowiednio udany atak umożliwi nam wykonanie ciosu specjalnego, unikatowego dla każdej z postaci, a także pozwoli nam na pozyskanie dodatkowych punktów doświadczenia i przyspieszenie nadejścia kolejnego ruchu. Każdy bohater atakuje w inny sposób i ułożenie optymalnej sekwencji ataków zająć może nam sporo czasu - nie chcemy w końcu, żeby atak jednej postaci sprawiał, że atak innej minie się z celem. W drużynie nie zabraknie miejsca również dla czarodziejów, których czary mogą zarówno zadawać obrażenia, jaki i leczyć i wspierać grupę. Nie uniknie się również konieczności regularnej zmiany broni i opancerzenia postaci na lepsze modele oraz wspierania się leczniczymi miksturkami i podobnymi specyfikami, ale w tej kwestii nie uświadczymy nic, czego nie widzieliśmy w innych jRPG.
 
Oprawa audiowizualna stoi ona na wysokim poziomie. Za muzykę odpowiada tu Mokoi Sakuraba, znany z tworzenia ścieżek dla takich gier jak m.in. Tales of Phantasia, Tales of Destiny, czy cała seria Star Ocean. Kompozytor zapracował na uznanie, jakim cieszy się w branży i jego kunszt widać, a raczej słychać, w każdym momencie gry. W menu głównym jest możliwość odsłuchania wszystkich utworów, co bardzo polecam wszystkim. Jeśli chodzi o grafikę to ze względu na ponury klimat gry nie jest zbyt kolorowa. Stylistycznie pasuje do tego, co widzieć mogliśmy np. w "Star Ocean: The Second Story", lokacje i ich tła są starannie wykonane i przyciągają oko. Dźwiękowa oprawa ma jednak wyraźną wadę w postaci dubbingu, przynajmniej tego w wersji amerykańskiej. Stoi na dość niskim poziomie o czym świadczy fakt, iż jeden aktor podkładał głosy nawet do pięciu ważnych postaci. Dubbing niektórych bohaterów jest w wielu wypadkach koszmarnie dobrany (najmniej podał mi się u Lezarda), choć znaleźć można tam kilka lepiej brzmiących ról, do których zaliczyć można zdecydowanie rolę Lenneth. Problem ten dotyczy jednak głównie dialogów, gdyż dźwięki w bitwie są bez zarzutów. Jak zwykle w tych wypadkach, wina leży po stronie ludzi odpowiedzialnych za lokalizację gry w Ameryce - dialogi w wersji japońskiej są tak przekonujące, jak tylko mogą być.
 
Valkyrie Profile nie jest najlepszą grą roku 2000, jednak odmienność jej systemu i wiele nowych pomysłów, jakie w niej zastosowano, a także wspaniały klimat mitów nordyckich to coś, obok czego nie można przejść obojętnie. Gra szczególnie skierowana jest do tych, którzy lubią eksperymentalne tytuły, choć oczywiście i wśród tych znajdą się osoby, do których gra totalnie nie trafi. Ograniczenie czasowe i konieczność grindingu potrafią skutecznie zniechęcić do gry, jednak ja z przyjemnością sięgnę jeszcze po ten tytuł.