Gra w założeniach nie jest skomplikowana. Poznajemy na dzień dobry naszego anonimowego bohatera, który jest jednym z wielu klonów i musimy przejść kilkadziesiąt, dosyć krótkich pomieszczeń funkcjonujących jako różnorakie testy. Oczywiście by nie było łatwo, każde z tych pomieszczeń naszpikowane jest wymyślnymi pułapkami, kamerami, robotami patrolowymi czy zwyczajnymi elementami, które oznaczają śmierć, jak kolce czy zgniatające nas ściany. Naszym jedynym sojusznikiem jest cień, a raczej pozostawanie w ukryciu. Zależnie od rodzaju strażnika, możemy skradać się nawet za nim, jednak w późniejszych etapach dochodzą wrażliwe na dźwięki roboty, czy takie, które poruszają się gdy tylko nas zobaczą. Wskaźników z pozoru nie ma żadnych. Gdy się przyjrzymy, to ich rolę pełni noktowizor na oczach naszego bohatera. Gdy nikt nas nie widzi – jest on zielony. Gdy możemy być potencjalnie zauważeni przybiera kolor pomarańczowy. Gdy jesteśmy widoczni i strażnik może nas szybko dorwać – zmieniają kolor na czerwony.

stealth

Poziom trudności jest znacznie wyższy jeśli porównamy go z większością obecnych na rynku produkcji, niezależnie czy mówimy o tych z górnej półki, czy tych szeroko reklamowanych jako indie. Na szczęście dla wielu, nie mamy tutaj ściany od której można odbić się na dzień dobry. Pierwszy rozdział z ośmiu traktowany jest jak samouczek, który wyjaśnia nam całą mechanikę gry. Dopiero później zaczyna się jazda bez trzymanki. Oczywiście wszystko opiera się o stare jak świat zasady naszej sprawności, wyuczenia się schematów i błyskawicznej reakcji, czyli czegoś o czym wielu zapomina w dobie gier „press X to be awesome”. Nie raz zaklniecie pod nosem gdy do mierzonego skoku braknie wam milimetra, lub gdy z własnego gapiostwa zawalicie końcówkę poziomu. Na szczęście co jakiś czas zdarzają się punkty kontrolne, więc nie musimy zaczynać plansz od początku, zresztą byłoby to głupie, gdyż ukończenie bez śmierci jednej zająć może od 20 sekund do 2-3 minut. Dlatego może i całość nie jest zbyt długa jeśli chcemy tylko ukończyć grę, ale gdy naszym zamiarem jest wyciśnięcie z gry wszystkiego, to otwiera się przed nami sieciowy ranking, przechodzenie na czas, zbieranie hologramów czy korzystanie z różnych strojów, które można odblokować do każdej misji.

Podobać może się oprawa wizualna, która może nie grzeszy wodotryskami, ale w taki sposób jaki została podana, pasuje do Stealth Inc idealnie. Mamy widok 2D (tzw. z boku), narysowane tła i całą resztę, która przypominać może stare platformówki 2D, opierające się na sprite'ach. Warstwa dźwiękowa mimo że nie każdemu się spodoba (elektroniczne, ale stonowane dźwięki) pasuje do klimatu produkcji idealnie. Zwłaszcza gdy uda nam się ukończyć wszystkie misje i na samym końcu dowiemy się o co tak faktycznie chodzi.

stealth2

Szczerze polecam Stealth Inc: A Clone in the Dark, które dostępne jest na PS3 i PS Vita (kupując jedną wersję, drugą otrzymujemy gratis) wszystkim tym, którzy szukają wymagającej gry skradankowej, w której faktycznie liczą się nasze umiejętności i czas reakcji. Produkcji która nie obraża nas miliardem podpowiedzi na każdym kroku. Co to to nie. Jeśli sami nie wpadniecie na rozwiązanie, to nie liczcie, że ktokolwiek się zlituje. Możecie stać i kombinować jak koń pod górkę. I to nie jest wada, to ogromna zaleta, którą trzeba w każdy możliwy sposób wskazywać. Dodatkowo warto zaznaczyć, że jeśli kupicie tytuł w ciągu dwóch tygodni, otrzymacie DLC z dodatkowymi, dwudziestoma planszami.