Zaczniemy nietypowo, bo... od ceny. Niestety owe rozszerzenia to najtańszych nie należą. Podczas gdy za DLC noszące miano „Pakiet legend kina” wydawca życzy sobie 39 PLN, podobnie jak za „Pakiet bohaterów NFS”, już za „Pakiet prędkości granicznej” jesteśmy zmuszeni zapłacić kwotę rzędu 59 PLN. Czy warto? Już na wstępie trzeba przyznać, że niestety nie. Owszem, otrzymujemy kilkanaście nowych samochodów, nowe wyścigi (a także nowe ich warianty, o czym opowiem za chwilę) oraz zestaw świeżych billboardów czekających na zniszczenie i kamieni milowych do trybu multiplayer. Należy jednak pamiętać, że w celu zaopatrzenia się w cały pakiet, jesteśmy zmuszeni wyłożyć niemal 140 złotych, co zważywszy na fakt, że w zamian otrzymujemy raptem kilka godzin rozgrywki, wydaje się kuriozalną kwotą. Sytuację ratuje tylko zupełnie nowa lokacja, która stanowi chyba najjaśniejszy punkt programu i sprawia, że przynajmniej „Pakietem prędkości granicznej” warto się zainteresować.

3

W "Pakiecie prędkości granicznej" na spenetrowanie czeka pachnąca świeżością miejscówka, czyli ulokowane na wschód od Fairhaven Międzynarodowe Lotnisko Hughes. Znajdziemy tu nie tylko pas startowy i terminal oddane do użytku podróżnych, lecz również pokręcony plac budowy, po brzegi wypełniony rozmaitymi konstrukcjami, które pozwalają na robienie rzeczy, o jakich w trakcie zabawy w podstawowej wersji gry nawet nam się nie śniło. Dość powiedzieć, że pojawiła się tu bliżej niezidentyfikowana, spiralna budowla, po której można do woli driftować, by zakończyć jazdę efektownym skokiem z wysokości kilkudziesięciu metrów. Zresztą nie tylko tutaj możemy rzucić wyzwanie grawitacji, gdyż bicie rekordów w skokach na odległość umożliwiają także dogodnie ustawione na wspomnianym pasie startowym "skocznie". Generalnie, choć lotnisko nie należy do największych, zostało wykonane lepiej niż poprawnie, a jazda po nim potrafi dać naprawdę sporo frajdy. No, może z wyjątkiem wnętrza terminala, które razi bardzo prostymi, sterylnymi teksturami.

Oczywiście nie mogło się obyć bez zupełnie nowych samochodów. Twórcy zdecydowali się oddać w nasze ręce fury ze średniej półki, dzięki czemu możemy się przejechać Porsche 918 Spyder 2013, BMW 1 Series M Coupe 2012, Audi RS3 2012, Ford Fiesta ST 2012 oraz Alfa Romeo Mito QV 2012. Warto nadmienić, że samochodów nie musimy szukać, gdyż są one dostępne w menu Easy Drive tuż po rozpoczęciu zabawy.

4

Niestety dwa kolejne rozszerzenia nie prezentują się aż tak doskonale. Zarówno w "Pakiecie legend kina", jak i w "Pakiecie bohaterów NFS" główną rolę odgrywają oddane w nasze ręce samochody. Dzięki temu pierwszemu, do naszego wirtualnego garażu trafiają: Aston Martin DBS 2008, Martin DB5, Pontiac Firebird Trans-Am Special Edition 1977, Dodge Charger R/T 1970, i Shelby GT500 1967. Auta oczywiście grają na emocjach i przywodzą na myśl filmy, w których się znalazły (jak na przykład Aston Martin DBS, jakim swego czasu "woził się" James Bond), a wrażenie to potęgują smaczki pokroju specjalnych nazw wyścigów (w pamięć zapada choćby "Licence to Kill").

Drugie rozszerzenie z kolei oddaje w nasze ręce fury charakterystyczne dla poprzednich odsłon cyklu. Fani z pewnością docenią obecność Lamborghini Diablo SV, jakie pojawiło się w Need for Speed 3: Hot Pursuit, Nissana Skyline'a GT-R w wersji R34 z Undergrounda, a także Porsche 911 GT (kłania się Undercover) oraz Nissana 350 Z (pamiętacie Underground 2?). Na koniec zostawiłem małą perełkę, czyli BMW M3 GTR, które należało do Razora z oryginalnego Most Wanted, wydanego w 2006 roku. Niestety uczciwie trzeba przyznać, że ze swoimi starszymi odpowiednikami, pojazdy te dzielą tylko wygląd. Wszystkiemu winien jest oczywiście model jazdy, który sprawia, że różnice pomiędzy tymi samochodami, a ich klasowymi odpowiednikami z "podstawki" są jedynie kosmetyczne oraz mocno uproszczony tuning. To właśnie przez to stanowią jedynie cień tego, co prezentowały sobą w oryginalnych wersjach.

nfs_dlc-1

Niezależnie jednak od tego, który z pakietów wybierzecie, z całą pewnością zauważycie obecność nowych wariantów wyścigów. W oczy rzuca się Drift, na którego brak narzekałem w recenzji podstawowej wersji gry. Choć wciąż daleko mu do ideału (przejazdy są niesamowicie krótkie), jest to wyjątkowo smaczne danie – całość polega na pokonywaniu zakrętów w poślizgu, starając się zmieścić pomiędzy porozstawianymi po trasie słupkami. Ilość przyznawanych nam punktów zależy od kąta ustawienia samochodu w zakręcie i prędkości. Drugim jest „Rozwal i podprowadź”, które polega na niszczeniu specjalnie oznaczonych elementów otoczenia, jakim przypisano określoną wartość. Niestety nowych rodzajów wyścigów jest tu jak na lekarstwo, nawet pomimo tego, że możemy w nich brać udział za kierownicą dowolnego samochodu. Szkoda, choć z drugiej strony ich obecność daje nadzieję na rozbudowane DLC, które skupiłoby się tylko na nich. Należy także odnotować, że po zainstalowaniu opisywanych rozszerzeń, do każdego samochodu możemy dorzucić nowe modyfikacje. Pojawiają się tu między innymi opony driftowe (których przeznaczenia nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć).

I... to w zasadzie byłoby na tyle. Jak sami widzicie, nowości jest wiele jedynie w teorii, natomiast w praktyce wydane przez Electronic Arts dodatki nie imponują rozmiarami. Jeśli miałbym Wam polecić którykolwiek z nich, z całą pewnością byłby to „Pakiet prędkości granicznej”, głównie ze względu na lotnisko, po którym aż chce się ścigać i bić kolejne rekordy. Pozostałe DLC to niestety tylko ładnie wyglądająca ozdoba, którą zainteresować mogą się raczej wyłącznie najwięksi maniacy i to tylko pod warunkiem, że wysoka cena nie odgrywa dla nich większej roli. Cała reszta niestety może je sobie odpuścić.