Czy to w ogóle jest Most Wanted? Cóż, udzielnie jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie wcale nie jest łatwe. Prawda jest jednak taka, że do gry znacznie lepiej pasowałby tytuł... Hot Pursuit 2...

Teoretycznie wszystko jest tutaj na miejscu. Gracz trafia bowiem do Fairhaven, gdzie nielegalne wyścigi uliczne są na porządku dziennym. Prym wiedzie tutaj grupa dziesięciu kierowców, którzy określani są mianem tytułowych „Most Wanted”. Jak łatwo można się domyślić, naszym zadaniem jest ich pokonanie oraz wskoczenie na szczyt listy najbardziej poszukiwanych kierowców w mieście. Sęk jednak w tym, że deweloperzy nie zdecydowali się na zawarcie tutaj choćby namiastki fabuły, która była cechą charakterystyczną poprzedniego wcielenia tej produkcji. Ot, po prostu jesteśmy rzuceni na wielką wodę i robimy to, co do nas należy. Pierwszym co rzuca się w oczy po uruchomieniu gry, jest brak jakichkolwiek menusów. Dostępne są jedynie ustawienia oraz mapa, na której zostały zaznaczone konkretne zawody, odkryte przez nas punkty podmiany (o czym za chwilę) i billboardy. Cała reszta została upchnięta w menu podręcznym obsługiwanym przy pomocy krzyżaka, które nosi miano Easydrive. To z jego poziomu wybieramy interesujące nas wyścigi, zmieniamy i ulepszamy samochody oraz korzystamy z systemu Autolog. Co by nie mówić, jest to wyjątkowo szybkie i bardzo wygodne rozwiązanie - choć na papierze może prezentować się średnio, w praktyce wypada naprawdę przyzwoicie.

Samochody, których jest ponad pięćdziesiąt, stanowią tutaj jedne ze znajdziek. Kiedy natkniemy się na zaparkowane w danym miejscu cztery kółka, możemy od razu wskoczyć za ich kierownicę lub zostawić je sobie na później. W przypadku wybrania tej drugiej możliwości pojazd trafia do Easydrive, dzięki czemu będzie on dostępny w każdym momencie rozgrywki. W nasze ręce oddano zarówno fury ze średniej półki (Ford Focus, BMW M3), jak i te „nieco” droższe, takie jak choćby Lamborghini Aventador, Pagani Huayra lub McLaren MP12-4C. Na chętnych czeka również kilka SUV-ów i samochodów terenowych, w których taranowanie innych uczestników ruchu to czysta przyjemność. Co ciekawe, do każdego z nich przypisano pięć wybranych wyścigów o zróżnicowanym poziomie trudności (które z czasem zaczynają się niestety powtarzać). Te warto zaliczać w sugerowanej przez grę kolejności, bowiem za zajęcie miejsca na podium w każdym z nich otrzymujemy rozmaite ulepszenia. Do konkretnej furki możemy więc założyć podtlenek azotu, różne rodzaje opon (fabryczne, terenowe, wyścigowe i dopompowywane), krótsze i dłuższe skrzynie biegów oraz zmieniać nadwozie i podwozie. I... to by było na tyle. Niestety nie uświadczymy tu rozbudowanego tuningu mechanicznego, ani tym bardziej optycznego. Ba, w Most Wanted nie możemy nawet dostosować koloru samochodu do własnego widzimisię – ten zmienia się losowo po przejechaniu przez jedną ze stacji naprawczych.

Oddany do naszej dyspozycji świat od samego początku stoi przed nami otworem. Oprócz samego miasta znajdziemy tu również szerokie autostrady (ich wygląd przywodzi na myśl krajobrazy, jakie podziwialiśmy w Seacrest County), po których jeździ się zdecydowanie najprzyjemniej. Model jazdy bowiem został w całości skopiowany z najnowszego Hot Pursuita, przez co trzeba naprawdę dobrze go opanować, by śmigać po wąskich, miejskich uliczkach, gdzie niezwykle trudno o efektowne drifty (na których ten przecież się opiera). Na domiar złego po Fairhaven bez przerwy włóczą się patrole policji – jeśli w miarę spokojnie przejedziemy obok jednego z nich, nawet nas nie zauważą. Jeżeli jednak zdarzy nam się im podpaść (o co tutaj nietrudno), zaczyna się pościg. A walka z policją jest tutaj zdrowo przegięta, gdyż sprawia wrażenie, jakby deweloperzy po prostu wzięli pościgi z Hot Pursuit, odebrali nam wszystkie dostępne w tej produkcji bronie i kazali radzić sobie samym. Stróżów prawa można zgubić na kilka sposobów, a zdecydowanie najlepszym jest po prostu ucieczka. Jeśli oddalimy się od nich na konkretną odległość, sytuacja zacznie się uspokajać, by po kilkunastu sekundach policjanci dali sobie z nami spokój. Jako, że poziomów intensywności pościgu jest tutaj pięć, im dłużej bawimy się z nimi w berka, tym bardziej mamy przechlapane. Z czasem do akcji wkraczają bowiem blokady drogowe, a na ostatnim etapie ścigają nas diabelnie szybkie i niesamowicie wytrzymałe SUV-y. Dlatego też, jeśli po ukończeniu wyścigu mamy za sobą kordon policji, najłatwiejszym wyjściem jest... dać się aresztować, gdyż nie ponosimy za to żadnych konsekwencji, a w ten sposób oszczędzimy sobie nerwów.

Celowo nie wspomniałem o kolczatkach, z których „służby porządkowe” korzystają nader często. Jeśli bowiem na takową najedziemy, możemy kontynuować jazdę nawet z czterema przebitymi oponami, by dotrzeć do najbliższej stacji naprawczej, gdzie nasz samochód w mgnieniu oka zostanie przywrócony do stanu używalności. Drugim rozwiązaniem tego problemu jest skorzystanie z opon dopompowywanych, które naprawiają się same i w ciągu kilku sekund stawiają nas na cztery koła. Co ciekawe, przeciwnicy są wielkimi oszustami – nie dość, że kolczatki nie robią na nich absolutnie żadnego wrażenia, to jeszcze kiedy uda nam się ich wyeliminować (a mówiąc prościej – zaliczyć na nich Takedowna), błyskawicznie nas doganiają.

Gra nie zachwyca niestety pod względem różnorodności trybów rozgrywki – możemy wziąć udział w klasycznych, składających się z trzech okrążeń wyścigach, rywalizować w wyścigach z punktu A do punktu B, podjąć próbę ustanowienia wymaganej średniej prędkości na konkretnym odcinku oraz pobawić się w obławę, która polega na zgubieniu pościgu w wyznaczonym czasie. Zajęcie konkretnego miejsca na podium owocuje otrzymaniem konkretnej ilości punktów szybkości. Kiedy zdobędziemy wymaganą ich ilość, możemy rozpocząć wyścig Most Wanted. Te nie są trudne, zazwyczaj trwają kilka minut i stanowią czystą formalność. Na wygranej jednak się nie kończy – chcąc przejąć samochód przeciwnika, po przekroczeniu mety musimy go dogonić i... staranować. W tym momencie warto nadmienić, że w trakcie wyścigu gra nieustannie bombarduje nas wszelakimi komunikatami. Pół biedy, jeśli pojawiają się one w okolicy samochodu i nie przeszkadzają w rozgrywce. Sęk jednak w tym, że większość z nich zajmuje cały ekran, przez co nie raz i nie dwa zdarzało mi się, że w momencie, w którym produkcja postanowiła mnie poinformować o eliminacji oponenta, zaliczałem mało efektowną kraksę. Szkoda tylko, że same komunikaty średnio przydatne – twórcy nie pokwapili się, by poinformować nas choćby o tym, jaki dystans dzieli nas od lidera danego wyścigu – zamiast tego możemy na przykład dowiedzieć się o tym, jaką prędkość zarejestrował ostatni z minionych fotoradarów...

Wskoczenie na pierwsze miejsce wśród najbardziej poszukiwanych kierowców w mieście to kwestia około dziesięciu godzin zabawy. W tym czasie zdołamy jednak pokierować maksymalnie połową z dostępnych furek, więc w celu zaliczenia wszystkiego na 100% należy mieć w zapasie przynajmniej drugie tyle. Oprócz samych wyścigów czeka tu na nas również zabawa w niszczenie billboardów (kto pamięta Burnout Paradise?) z logotypami studiów deweloperskich, jakie znajdują się pod skrzydłami Electronic Arts, a także bicie rekordów prędkości na wspomnianych wcześniej fotoradarach. Mówiąc o Need for Speedzie nie można nie wspomnieć o systemie Autolog, który tym razem jeszcze bardziej motywuje do rywalizacji ze znajomymi. W Easydrive dostępne są rekomendacje, czyli ustanowione przez naszych kumpli wyniki, jakie w danym momencie mamy szanse pobić. Jeśli chcemy, możemy go dostosować w taki sposób, by gra skupiała się na konkretnym znajomym i informowała nas wyłącznie o jego dokonaniach. Ot, choćby po to, byśmy mogli wyjątkowo perfidnie zepsuć życie takiemu nieszczęśnikowi. Oczywiście możemy się również ścigać w Sieci, gdzie poza klasycznymi wyścigami znajdziemy tryby polegające na eliminacji przeciwników, drifcie oraz wykonywaniu efektownych skoków na porozrzucanych po mieście skoczniach.

Jak widać, Most Wanted można zarzucić całkiem sporo, ale na pewno nie można przyczepić się do jakości grafiki. Produkcja wygląda bowiem fenomenalnie – oprawa została lekko poprawiona w stosunku do Hot Pursuit, dzięki czemu zostaliśmy uraczeni świetnie wykonanymi modelami samochodów, rewelacyjnie prezentującym się otoczeniem i całkiem nieźle wyglądającymi kraksami, które w trakcie zabawy obserwujemy nader często (oczywiście twórcy nie mogli sobie pozwolić na zniszczenia rodem z Burnouta...). Warto również nadmienić, że animacja przez większość rozgrywki trzyma bardzo przyzwoity poziom, a sporadyczne zwolnienia zdarzają się wyłącznie w trakcie większej zadymy. Złego słowa nie można również powiedzieć o warstwie dźwiękowej. Odgłosy samochodów jak zawsze prezentują bardzo wysoki poziom, podobnie jak soundtrack. Mieszanka dubstepu, trance'u i lekkiego rocka buduje nieco inny klimat, aniżeli ten z poprzedniego Most Wanted, ale świetnie komponuje się z całą zawartością omawianej produkcji. Twórcy zastosowali tu również ciekawy patent z „miksującą” się muzyką, przez co podczas korzystania z nitro przygrywający nam w tle kawałek nabiera wysokiego, nienaturalnego brzmienia, natomiast podczas kraks całość zostaje lekko przytłumiona.

Nie zrozumcie mnie źle – Need for Speed: Most Wanted to dobra gra. Tylko tyle, i aż tyle. Jeśli nastawiliście się na megaprodukcję, która pozwoli na przywołanie miłych wspomnień związanych z poprzednią produkcją o tym samym tytule, to niestety będziecie czuli niedosyt. Jeśli natomiast od najnowszego dzieła Criterion oczekujecie kilkunastu godzin spędzonych za kierownicą najlepszych (i najdroższych) samochodów świata, doprawionych efektownymi pościgami (bez wybuchów), to zdecydowanie powinniście dać mu szansę. Koniec końców śmiem jednak twierdzić, że Criterion powinni zostawić w spokoju markę NFS i skupić się na tym, co do tej pory wychodziło im zdecydowanie najlepiej...